Zrzut-ekranu-2012-12-25-o-12.07.59-150x150

Olej przeciętność, zostań blogerem

Recenzje • Jan Giemza2378 komentarze

Tomasz Tomczyk, Kominek

Jak żyć z pisania i nie skończyć z konopnym sznurem zaciśniętym na szyi.

Ciężkie czasy

Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło uwieść jakąś drugorzędną baronową i już miałeś zapewnione miejsce na dworze, gdzie mogłeś całymi dniami klepać wiersze o miłości, a nocą przyjmować na prywatne audiencje oddane czytelniczki.

W późniejszych stuleciach przepis na sukces był równie prosty. Jechałeś za granicę jako specjalista od tematyki narodowo wyzwoleńczej albo odwiedzałeś stołeczną kawiarnię, żeby pić do upadłego z Przybosiem albo Ważykiem. Nieważne, czy cię lubili, czy chcieli zamknąć za nieobyczajne myśli – przynajmniej, jako pisarz, budziłeś jakieś emocje.

Ziuuum. I jesteśmy z powrotem w XXI wieku. Nie wiedzieć czemu, dochodzisz do wniosku, że pisanie to wciąż atrakcyjna fucha, więc po długim namyśle, robisz dokładnie to samo, co miliony przed tobą. Zakładasz bloga. I na tym koniec. Okazuje się, że zupełnie nikt nie ma ochoty czytać twoich wypocin, Google cię nie lubi, koledzy się śmieją, a w stołecznej kawiarni dostaniesz najwyżej mdłą latte z ekologicznych upraw w Minas Gerais. Chociaż nie – nie dostaniesz, bo cię nie stać. Hołyszu ty.

Do tej pory, żeby odnieść sukces w nowej, cyfrowej rzeczywistości, musiałeś samotnie stąpać po niezbadanym lądzie, licząc na to, że po drodze nie zje cię tygrys, a krwiożerczy Indianie nie dojdą do wniosku, że twoja głowa dobrze komponuje się z regałem w salonie. Już nie musisz. Książka Kominka to pierwszy w Polsce dobry poradnik dla piszących w internecie (wcale nie tylko blogerów!), gdzie za grosze znajdziesz wiedzę, której zdobycie kosztowałoby cię wielkie ilości twojej najcenniejszej waluty: czasu.

Podstawa programowa

Jeśli chcesz poznać twórczość najpopularniejszego blogera w Polsce, zacznij tutaj:
Książki w naszym życiu
Kominek vs Dr. Oetker
Latawiec
10 najgłupszych powiedzeń
Wszyscy odchodzą
Jak nie zostałem pisarzem

Nigdy nie jest za późno, aby spróbować przeżyć swoje życie, będąc kimś wyjątkowym.

Kominek , Bloger

No dobra, ale kto to ten Kominek?

Tomek Tomczyk, czyli Kominek, jest najpopularniejszym blogerem w Polsce. No, powiedzmy, że ustępuje Kasi Tusk, ale zapytana na ulicy pani Zenia raczej nie kojarzy jej z dokonań sieciowych. Dlatego w naszej niewielkiej, krajowej blogosferze koronę dzierży właśnie Kominek. Jest jeszcze paru pretendentów (m.in. Maciej Budzich, Artur Kurasiński, Paweł Tkaczyk), ale nie zawsze piszą regularnie, mają mniej czytelników i odnoszę wrażenie, że blogowanie to dla nich sprawa drugorzędna.

Sporo osób nie lubi Kominka, mając w pamięci jeszcze jego mroczne początki, gdy teksty przekraczały granice dobrego smaku, a wulgaryzmów – jak sam mówi – było prawdopodobnie więcej niż komentarzy. Innym podpadł, kasując bez słowa wypowiedzi zawierające negatywne opinie, złośliwe uwagi albo gwiazdkowane wulgaryzmy. A im więcej o Kominku mówiono, tym większa stawała się grupa hejterów, bezinteresownie poświęcająca czas na uświadomienie autora, że „kiedyś był lepszy”, „teraz się sprzedał” i „niedługo się skończy”.

Nie można jednak zaprzeczyć, że dzięki zdecydowanym działaniom, w komentarzach – zwłaszcza na Kominek.es – panuje sympatyczna atmosfera, wszyscy są piękni, uśmiechnięci i cieszą się życiem. Reklamodawcy lecą na to, jakby zwąchali słodki miód, bo w końcu każdej firmie zależy, by ich marka zamieszkała w dobrym sąsiedztwie, a nie na Pradze Południe, jaką jest blox.pl czy YouTube. Kominek przeprowadził udane akcje z Burger Kingiem, Peugeotem, Heinekenem, Philipsem i jeszcze kilkoma innymi pierwszoligowcami. Nikomu innemu w Polsce nie udało się zrobić niczego na podobną skalę.

Wujek Dobra Rada

Niestety, jako początkujący bloger nie spodziewaj się łatwego życia, bo współpracy z tobą nie będzie chciał podjąć nawet lokalny producent przyrządów inseminacyjnych. Tak naprawdę każdego dnia czekają cię godziny ciężkiej pracy – bez pewności, że kiedykolwiek będziesz miał z niej więcej niż na kebab. Może brakuje ci talentu. Może trafiłeś w niewłaściwą niszę. Może nie umiesz zainstalować sobie najprostszego skryptu reklamowego. Pułapek jest pełno i prawie na pewno wpadniesz w jedną z nich.

Pisanie to tylko jeden z pięciu filarów prowadzenia bloga. Może i najważniejszy, ale i tak pozbawiony znaczenia, jeśli nie zadbasz o to, by całą konstrukcję podtrzymywały pozostałe. Z grubsza chodzi o:

Technologię: czy piszesz na platformie blogowej, czy „u siebie”? czy ktoś dba o twój serwer? jaki szablon powinieneś zakupić? jakiego sprzętu i oprogramowania używasz?

Pieniądze: jaką ofertę reklamową możesz przedstawić firmom? czy interesuje cię barter, klasyczne bannery, czy szeroko zakrojone akcje marketingowe? czy powinieneś sprzedawać swoje teksty innym serwisom? czy potrafisz rozmawiać z przyszłymi klientami?

Media: jak nawiążesz kontakt z mediami? jak upewnisz się, że dziennikarz nie zmanipuluje twojej wypowiedzi? co odpowiesz wszelkiej maści cwaniakom? na jakie pytania musisz mieć z góry przygotowaną odpowiedź?

Społeczność: czy masz plan na zbudowanie społeczności wokół swojej strony? jak często zamierzasz pisać? czy pomyślałeś o Facebooku, Google+ i innych podobnych serwisach? jak utrzymasz i powiększysz statystyki swojej strony?

Wszystko to dość podstawowe pytania, na które powinieneś jak najszybciej znaleźć odpowiedź albo nadejdzie moment, gdy będziesz pluć sobie w brodę. Pamiętam jak dziś: w 2010 roku, na godzinę przed tygodniowym wyjazdem za granicę, cały Book z nami padł. Być może był to jakiś wirus albo przez przypadek nadpisał się jeden z tych Bardzo Ważnych Plików – who knows. Strona leży, ja panikuję, próbując w tym samym momencie przywrócić ją do życia i spakować szczoteczkę do zębów. Ostatni backup wykonałem dwa miesiące temu, a ten zrobiony przez hosting ściągał się z prędkością typową dla lat 90. Przy okazji coś spaprało się w bazie danych, ale plik z kopią zapasową był za duży i nie szło go wczytać, musiałem edytować plik php.ini, ale do tego potrzebowałem zgody administracji, z którą można było skontaktować się wyłącznie przez call center obsługiwany przez Hindusów… koszmar. Najgorszemu wrogowi tego nie życzę. Ostatecznie stronę udało mi się naprawić już po przybyciu do hotelu, ale żeby nie było zbyt pięknie, wyświetlała się bez obrazków i cały cyrk trwał jeszcze parę dni. Wszystko dlatego, że zaoszczędziłem na fachowcach i zamiast cieszyć się spokojem za parę złotych więcej, musiałem użerać się z pomocą techniczną jakiejś taniej, marnej firmy, mającej przeciętnego klienta głęboko w dupie. (Zrezygnowałem z ich usług dwa miesiące później, gdy bez ostrzeżenia zablokowali stronę za… zbyt wysoką oglądalność. No, błagam).

Tomasz Tomczyk, Kominek

A teraz pomyśl o tym, że podpiszesz z reklamodawcą bez zastanowienia umowę i po kilku miesiącach spotkacie się w sądzie, bo nie dopilnowałeś jednego z absurdalnych warunków. Albo cały twój kanał na YouTube został skasowany, bo uznałeś, że zamieszczanie znanych przebojów jako tła muzycznego to dobry pomysł. Fajnie? Ano niezbyt. Pamiętaj, że prowadzenie bloga wymusza na tobie funkcjonalność szwajcarskiego scyzoryka. Jeśli poprzestaniesz na pisaniu, bal skończy się na długo przed północą.

Bloger wskazuje wszystkie miny na drodze do sukcesu i to właśnie jego największa wartość. Zwłaszcza że są w nim rady także innych blogerów, a w końcu nie każdy chce iść drogą wydeptaną przez Kominka.

100 000

– tyle osób odwiedza miesięcznie Kominek.in

51 000

– tylu czytelników ma miesięcznie Kominek.es

Epilog

Nie zdradza się zakończeń, ale epilog Blogera jest opowieścią o początku. Polecam go zwłaszcza osobom, które uważają postać Kominka za demotywującą, bo jemu zawsze wychodziło, zawsze miał czytelników i w zasadzie od początku w stu procentach realizował swój plan zawładnięcia światem. To nieprawda. Co tylko dowodzi starej prawdy, że prócz talentu, ważny jest upór. I odrobina szczęścia.

Źle się składa

A teraz łycha dziegciu. Rozumiem, że przed premierą czas nagli, ale nic nie usprawiedliwia kompromitującej liczby błędów w tekście. Nic.

Wydawca zupełnie nie wywiązał się ze swojego zadania. Przecinki zwisające na początku wersu, literówki, podwójne spacje, zaburzona numeracja (1, 2, 3, 4, 10, 11…), bękarty, błędy interpunkcyjne i stylistyczne – wszystko, co przeszłoby na blogu niezauważone, tutaj wali z główki w oczy. I to z częstotliwością karabinu maszynowego. Książka wymaga staranniejszego potraktowania. Gdyby ktokolwiek przeczytał ją sumiennie tuż przed drukiem, udałoby się wyeliminować 90% błędów.

Dobry towar

Oczywiście skopana część wydawnicza nie zmienia faktu, że Bloger to najlepszy poradnik dla piszących w Sieci. Strasznie szkoda, że prawdopodobnie i tak trafi w mur. Stworzenie dobrego, wpływowego bloga nie kończy się na przeczytaniu 350-stronicowej książki. To jak ze zdrowym trybem życia. Ludzie wiedzą, że powinni trochę mniej jeść, trochę więcej się ruszać, zamienić węglowodany proste na złożone, odstawić słodzone napoje gazowane itp., itd., etc. Wiedzą. A i tak na ulicach co druga osoba ocieka tłuszczem i dyszy po przebiegnięciu paru metrów do autobusu.

Podobnie będzie z Blogerem. Ludzie to przeczytają, pokiwają głowami z uznaniem, może nawet napiszą kilka próbnych notek, ale wycieczka i tak – prędzej czy później – skończy się na BigMaku z powiększonymi frytkami.

A teraz proszę, udowodnij, że się mylę. Że podobnie jak Kominek nie jesteś jednym z milionów ludzi, dla których marzenia odchodzą razem z dzieciństwem, a życie składa się ze złudzeń. Im silniejsza i ciekawsza będzie polska blogosfera, tym lepiej dla nas wszystkich.