Pamitnikiinne-150x150

Świat nieprzedawniony

Recenzje • Krzysztof Bernaś1 Comment

Gdyby nie wiedzieć, że pamiętnik Janusza Korczaka jest jego pamiętnikiem, a zatem dotyka legendy, szturmuje szczegółami pomnik i dopomina się o podstawienie kolei biografii w miejsce opowieści o przesławnym Don Kichocie XX wieku, można by go czytać jako zapis zmagania się z treścią, której nie sposób ogarnąć, jako daremną próbę szukania formy dla wydarzeń, przeżyć, obserwacji, które w żadnej dostępnej formie się nie mieszczą. W gruncie rzeczy – jak wysublimowaną powieść. A także jako traktat o dwudziestowiecznej sztuce pamięci.

Wizjonerski

Późna lektura, lektura dzisiejsza, tego zbiornika (ponadgatunkowe określenie) wspomnień przypomina trochę obcowanie z Tworkami Marka Bieńczyka. W obu przypadkach niepohamowany natłok zdarzeń odbija się echem od zastanych przyzwyczajeń, a Korczak okazuje się literackim profetą, który przewiduje – dwa pokolenia naprzód – jak będzie się pisać o wojnie. W obu przypadkach miejsce szczególne przysługuje pracy pamięci i dyskutowanych przez literaturoznawców problemów z reprezentacją. Świat przedstawiony w zapiskach Korczaka – i to przedstawiony podwójnie, raz jako zapis dokumentalnego obcowania ze światem przedstawianym i po raz drugi jako konstrukcja literacka – to próba opisu nie gettowej tożsamości, ale relacji tożsamości do wydarzeń w getcie i samego miejsca. Autor Króla Maciusia Pierwszego wynotowuje z zastanej rzeczywistości te elementy, które są jej odległą (i narzuconą) metaforą. Rezygnuje, czego moglibyśmy w końcu oczekiwać od uczestnika zdarzeń z literackim zacięciem, z metonimii, na rzecz metaforyzacji właśnie i alegoryzacji. To wszystko sytuuje jego pamiętnik w nurcie literatury posttraumatycznej i to przesunięcie – jeśli nie przynosi autorowi ujmy, a wierzę, że nie przynosi, bo wszak zapisywał strony dla potomności – dowodzi jego zamiarów.

Sam pamiętnik przy tym w ogóle pamiętnikiem nie jest, ale właśnie świadomą konstrukcją literackiej negacji rzeczywistości. Niemożnością opisu. Choć Korczak archiwizuje w zapiskach swoje życie i odległe sprawy, mają one zastępcze znaczenie wobec tego, co dzieje się w momencie powstawania dzieła. Dla historyków i biografów opowieści o rodzinie Goldszmitów, wspomnienia z kolejnych wojen, w którym późniejszy wychowawca domu sierot brał miejsce, wątki dotyczące kariery lekarskiej i lat nauki, nie do końca jasne wtręty o związkach z kobietami i ich konsekwencjach stanowią oczywiście dar, o jakim na próżno mogą marzyć biografowie postaci nietuzinkowych i mniej sprawnych literacko, ale tylko tyle. To znaczy – właśnie wątki, wtręty, poszlaki, historyjki, bez mała dykteryjki. Nie układają się one w curriculum vitae, życie w nich nie biegnie, ale co najwyżej się przegląda, a one same tworzą komentarz do tego, co słabo wyrażalne, rodzaj zastępczego uzusu historycznego. Są tłem, podstawieniem, literackim tworzywem. Pojawiają się tam, gdzie zwykła obserwacja nie może mieć miejsca. A zatem nie tyle to pamiętnik, co dziennik à rebours, który przycina dni kolejne do wydarzeń minionych albo przegląda je w magicznym zwierciadle raz filozofa, raz pedagoga, a raz społecznika.

2012 to rok Janusza Korczaka

Wybrane plakaty z konkursu „Nie ma dzieci, są ludzie”

  • autor Wojciech Pawliński

  • autor Łukasz Hendzel

  • autor Tomasz Wieczór

  • autor Andrzej Pilichowski-Ragno

Opisujący

Jak skrupulatnie policzył Jacek Leociak, autor ważnego posłowia oraz współtwórca koncepcji tomu (wraz z Marią Ciesielską dokonał wyboru pism dodatkowych z okresu getta, pomieszczonych obok pamiętnika; ciekawy wywiad z Leociakiem na stronie artpapier.com) Janusz Korczak w swoich zapiskach dziewiętnaście razy dookreśla sam akt pisania: (…) dziesięć z datą dzienną (…), dziesięć zaś precyzuje godzinę, bądź wskazuje na nocną porę. Niejako go celebruje, też dlatego, że stanowi ekskluzywny wyjątek pośród codziennej bieganiny, ale i kontrapunkt wobec haniebności świata; literat, nawet taki, który traktuje literaturę jedynie jako aspekt całego dzieła, widzi w swojej pisaninie akt buntu wobec tych, którzy go uwięzili, pióro wszak, albo ołówek, zastrugany przez poczciwego Felka z dwóch stron, przekracza bramy getta zupełnie swobodnie, zagrożenia nie ma. Można oczywiście przyjąć, i tak byłoby najprościej, że wspominanie okoliczności, w jakich powstaje pamiętnik, jest rodzajem dozowania sobie przyjemności, notacją na temat tych elementów rzeczywistości gettowej, która sprawia niejaką ulgę, zapisem zachcianek autora (tak jak pisze o spożywaniu spirytusu, czy pięciu dekach kiełbasy serdelowej), można jednak równie – i przyznam, że atrakcyjna wydaje mi się taka właśnie interpretacja – wskazać, że tym wyrazistym toposem, autor pamiętnika podważa jego zasadność, inaczej: obala niefikcyjność, inaczej: burzy granicę między sprawozdawczością a kreacją. Dałoby się ex post stworzyć tu taką zasadę: piszę, ale nieważne, co piszę, samo pisanie jest aktem budowy formy, której tak mocno tutaj potrzeba, jest budowaniem tego świata, który sam w sobie nie jest domknięty w znaczeniach.

Jedna z zaobserwowanych w getcie sytuacji mogłaby tu posłużyć śmiało za motto. Mówi kupcowa: Moja pani, ani to nie jest towar, ani to nie jest sklep, ani pani nie jest klientka, ani ja nie jestem kupcowa, ani ja pani nie sprzedaję, ani pani mi nie płaci, bo te papierki to przecież nie są pieniądze. Świat odbiegł od wytyczonej linii i przeobraził się w prowizorium, jak zatem zobaczyć prawdę o nim? Z jednej strony bowiem Korczak zmagał się z tym, co wszyscy autorzy obozowych wspomnień: Dotychczasowy język okazał się nie przygotowany do zdawania sprawy z tego rodzaju doświadczeń, bo sprowadzał je do tego, co stare u znane, a więc niewspółmierne, z drugiej zaś kapitalnie umiał sobie z tym problemem poradzić – odżegnując się od natłoku faktów i szukając języka, który nie będzie musiał opisywać, ale pozwoli od-tworzyć z ułomnej pamięci.

Popularny

Jeszcze w trakcie lektury pamiętnika, przyznaję: porażającej, i na jakiś czas odbierającej porządek myślom mającym złożyć się na recenzję, pojawiła się informacja zupełnie niewiarygodna z punktu widzenia socjologii literatury – otóż Pamiętnik i inne pisma z getta znalazł się na szczycie listy bestsellerów najmocniejszego gracza księgarskiego na rynku. Wspomniana niewiarygodność przelewała się dwoma różnymi korytami. Z jednej strony zupełnie jasnym jest dla historyków literatury, że relacje z czasów drugiej wojny światowej miały swój literacki czas, ale ten czas już się skończył, z drugiej zaś – książka jest zbiorem na tyle ambitnym, ze względu na pisma o przeznaczeniu – nazwę to – administracyjnym, mającym status wyboru źródeł, a zatem naukową raczej niż popularną wydolność percepcyjną (w pierwszym przynajmniej oglądzie), że trudno ją wyobrazić sobie w tramwajowym tłoku, miejscu najlepiej wyobrażającym zaangażowanie lekturowe masowego czytelnika.

Źródeł popularności trzeba z wymienionych właśnie powodów szukać poza samą książką. Bez wielkiej obawy o niedoszacowanie, pokuszę się o stwierdzenie, że kupili ją ci, dla których autor Dzieci ulicy jest przede wszystkim tym bohaterem z budujących opowiastek o heroicznym wychowawcy, który poszedł ze swoimi wychowankami na pewną śmierć. Określenie „pamiętnik” w tytule z tej perspektywy może się przedstawiać jako opowieść, której zakończenie jest powszechnie znane, jako przepełniona nieprzetworzonym patosem, bohaterstwem in statu nascendi, trudem i znojem umoralniająca historyjka ku pokrzepieniu serc, jeszcze jednym „znacie, to posłuchajcie”.

Wyobrażam sobie teraz rzesze zawiedzionych, którzy na próżno szukają na kartach bardzo starannie wydanej książki, z bogatym aparatem naukowym, choćby odblasków sławy bohatera tak pamiętanego, choćby pojedynczych elementów biografii, które pozwolą orzec, że niezłomna postawa Korczaka była jego życiowym credo, że bawił się ze śmiercią etc. Nie znajdując takowych, czytelnik szukający śladów cudowności w innych ludziach, koniecznie poza sobą, odłoży raczej książkę na półkę, przemieniając ją w atrybut własnej inteligenckości, niźli pozwoli sobie zobaczyć – jak nieśmiało sugerują niektórzy recenzenci – Korczaka takim, jakim był naprawdę.

Prawdziwy

Wiele utrudni niespójność gatunkowa, sylwiczność, niechęć autora do genologicznej spójności. Tenże pamiętnik to próba wszystkich gatunków intymistyki, wielu literatury dydaktycznej (parabole, exempla, bajki), a także prozy o ambicjach metafikcjonalnych i okolicznościowych wspominków. Wszystkie formalno-estetyczno-literackie wyznaczniki pozycji opowiadającego, o którym pisałem wcześniej. Do tego dodać należy nieciągłość, przypadkowość opowieści, sporą niekonsekwencję w stosowaniu zasady decorum, jakkolwiek ją sformułować, zawieszanie głosu, widoczne akty rezygnacji z opowiadania. Niewyrobiony czytelnik poczuje się, poniekąd słusznie, zawiedziony znikomą ilością pamiętnika w pamiętniku.

Jeśli trwać będzie mimo wszystko przy lekturze mitycznej, wynoszącej Janusza Korczaka nad poziomy przeciętności, to skutek może stać się przeciwny do zamierzonego. Zamiast utwardzenia cokołu pod pomnikiem ofiarnika i cierpiętnika, zbudowany zostanie antymit, inna zupełnie skrajność. Można bowiem w pamiętniku zobaczyć zadufanego w sobie, małostkowego zarządcę sierocińca, któremu ciągłe zagrożenie życia nie przeszkadza w przeprowadzaniu eksperymentów pedagogicznych, choleryka rzucającego przeważone opinie o współpracownikach i osobach organizujących w getcie działalność pomocową, empatycznego sympatyka niemieckiego „przewrotu”, entuzjastę eutanazji i oczyszczania społeczeństwa z szumowin. A także antysemitę. Nawet przy lekturze zaangażowanej nie uda się oddzielić poważnej refleksji od równie poważnej, ale jednak, ironii, zapisu myśli od literackiego spotwarzenia konwencji ideologicznej wrogów.

Innymi słowy: wydany ponownie, ponad pół wieku po pierwodruku w 1958 roku, pamiętnik Korczaka i towarzyszące mu zapiski to w chronologii rodzimej historii literatury kolejne z szeregu pytań, które kiedyś Piotr Śliwiński zapisał na marginesie dzieła Idy Fink: „Dzisiaj – to „dzisiaj” jest czynnikiem ważnym – raczej nie pytamy o to, jak pisać po Holokauście, ale jak o Holokauście czytać” (Przeszły nieprzedawniony, online: tygodnik.com.pl). Wciąż, jak się okazuje z pułapkami, choć umiejętności lekturowe trenowane są w najrozmaitszych pozycjach pamięci.

  • http://www.cocolocolodge.com/?option=com_k2&view=itemlist&task=user&id=1472 how to lose 10 pounds a month by walking

    If I attended a cafe or restaurant for lunch I would ask for a remove box
    at the outset of my meal. Lunch: Salad, boiled chicken, brown rice,
    grilled vegetables, tofu. That’s the reason why you see some individuals eat a
    lot of processed foods and don’t get fat or people that eat little or no and still placed on weight.