191-150x150

Nie mam czasu czytać

Felietony, Książkowy lifestyle • Jan Giemza11 komentarze

W podstawówce wciskali ci książki przed nos i wołali „CZYTAJ!”, więc nie miało się większego wyboru.

W liceum rygor się rozluźnił i wreszcie nie trzeba było ślęczeć nad Ludźmi bezdomnymi, bo streszczenia w zupełności wystarczały, by jakoś dopchać się na studia. A tam, jak wiadomo, było aż nadto rzeczy do roboty. Ani się spostrzegłeś i już wokół biegała gromadka dzieci. Okazało się, że jeden etat nie wystarczy, by prócz mieszkania spłacać też nowy telewizor, więc znalazłeś dodatkowe zajęcie i tak jakoś to szło, z mniejszymi lub większymi problemami. Po paru latach na wspomnienie o książkach uśmiechałeś się już tylko półgębkiem, bo przecież zdobyłeś mądrość życiową, dużo cenniejszą od tej ukrytej między okładkami. W końcu poszedłeś na emeryturę i umarłeś.

Smutne? Badania walą prawdą na odlew: w zeszłym roku aż 44% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Nawet takiego chłamu jak Pięćdziesiąt twarzy Greya, nawet psychoterapeutycznego poradnika Kingi Rusin! Co piąty rodak nie podołał w starciu z trzystronicowym kolosem (już to, co teraz czytacie, jest dużo dłuższe).

Nie mam zamiaru zajmować się tu beznadziejnymi przypadkami, i tak tej strony nigdy nie odwiedzą.

12% Polaków ma w ręce co najmniej siedem książek rocznie. Siedem: dużo więcej niż zero, wciąż żenująco mało. W 2011 roku ukończyłem jakieś 50 tytułów i choć zupełnie nie uważam tego za porywający wynik, wychodzi na to, że i tak z łatwością plasuję się w ekstraklasie polskich czytelników.

Ale ty masz dużo czasu, a ja nie – słyszę w odpowiedzi.

Nieprawda. Mam pracę, mam dużo innych zainteresowań, widuję się z ludźmi, wyjeżdżam, ćwiczę, oglądam filmy, słucham muzyki, gram, widuję się z rodziną – i tak dalej. Robię setki rzeczy, a na książki wciąż wystarcza mi czasu.

Jaki ty jesteś wspaniały – mówi cyniczny czytelnik.

No dobra, to jak to robisz? – pyta inny.

To proste. Poniższe porady dla wielu będą oczywiste, ale wszystkie działają. Musisz jednak wykazać trochę inicjatywy. Nie zasłaniaj się pracą. Bo z nią jest wszystko w porządku. Zamiast tego, zacznij od

25%

osób z wyższym wykształceniem nie czyta w ogóle

12%

o tyle więcej kobiet niż mężczyzn czyta książki

zmiany swojego życia

Wiem, że w tej chwili zastanawiasz się, czy nie nacisnąć przycisk „wstecz” w przeglądarce, ale posłuchaj mnie przez chwilę. Jeśli nie znajdujesz nawet chwili na czytanie, masz prawdopodobnie w życiu niezły bajzel, z którym powinieneś się jak najszybciej uporać.

Sypiaj regularnie. Odstaw używki. Zwracaj uwagę na to, co jesz. Ruszaj się, nawet jeśli miałby to być spacer z kijkami po Lasku Bielańskim. Wyrzuć z domu telewizor (i przestań emocjonować się polską polityką). Zapisz swoje plany na dziś, ten miesiąc, najbliższą dekadę – i zacznij je realizować.

Nie zwariowałem. Nie znam lepszego sposobu, by rozpalić w sobie na nowo chęć do czytania. Bo umówmy się – jeżeli nie czytasz, to nie z braku czasu, ale albo masz kłopoty z organizacją, albo twój znużony umysł (i chuderlawe ciało) nie chce przyjąć nic poza podwójną dawką Honey Boo Boo… Musisz zaaplikować mu całościową terapię szokową.

Zastanów się: ile razy zrezygnowałeś z czytania, bo uznałeś, że cię to męczy, nudzi, a poza tym i tak nie dasz rady się skupić na tekście?

Mnie myśl o czekającej książce ożywia. Nawet trudniejszy tekst traktuję jak przyjemność, a nie wysiłek. Tyle że obecny stan wymagał ode mnie

wyrobienia sobie nawyku

i przez pewien czas przymuszania się do czytania. Ludzki organizm jest bardzo prosty: wpój mu schemat, a po miesiącu nie będzie w stanie bez niego funkcjonować. Doskonale wiedzą o tym sportowcy, którzy po dwóch dniach odpoczynku nie mogą doczekać się kolejnego treningu. Wiedzą o tym ludzie, którzy codziennie przygotowują sobie listę rzeczy do zrobienia. (Wiedzą też alkoholicy).

Sekret udanego życia to uzależnienie się od właściwych rzeczy. Warto, żeby jedną z nich były książki. Włóż w to chociaż połowę tej energii, co w sobotnie imprezy, a szybko przekonasz się, że to wcale nie skończy się kacem.

Niestety, nawet jeśli nauczysz się dobrze organizować sobie czas, prędzej czy później nadejdzie nieunikniony kryzys: narodziny dziecka, nowa praca, przeprowadzka, ślub albo dowolny inny kataklizm, który sprawia, że czytanie musi na jakiś czas zlecieć z listy priorytetów. Ważne jest wtedy, żeby umieć

utrzymać zainteresowanie

książkami i jak najszybciej przerwać czytelniczy letarg. Doskonałym sposobem jest regularne przeglądanie magazynów i blogów książkowych, których rola jest przecież ściśle motywacyjna („rewelacja!”, „musisz to przeczytać!”, „niedługo premiera jego nowej powieści!” itd.). Odkąd założyłem Book z nami, moja lista książek do przeczytania rozrosła się do nieprzyzwoitych rozmiarów – i w wielu przypadkach są to przedstawiciele gatunków, jakich wcześniej kijem bym nie ruszył. Po prostu interesuję się rynkiem wydawniczym i widzę, ile wartościowych tytułów trafia każdego miesiąca na półki. Tak jak pisałem, równie dobrze mógłbym wykorzystać swoją energię na śledzenie premier najnowszych hitów na Xboxa. (A fakt, że to robię, to już zupełnie inna sprawa). ;)

À propos, nikomu jeszcze nie zaszkodziło wykorzystanie mechanizmów z gier w życiu codziennym. Dlatego jestem zwolennikiem wszelkiego rodzaju wyzwań i rankingów, nawet (a może zwłaszcza) tych prowadzonych wyłącznie na użytek osobisty. Przykładowo, masz luźny weekend, więc zakładasz, że poświęcisz książkom minimum 8 godzin w ciągu dnia – po czym robisz wszystko, żeby wypełnić swoje zadanie. Albo: zainteresowałeś się japońskim filmem i chcesz przeczytać najważniejsze pozycje na ten temat. Ba, możesz nawet przyznawać sobie nagrody (na przykład cudownie tłustą pepperoni z podwójnym serem) za swoje osiągnięcia. Nie wstydź się. Nikt się nie dowie.

Zaraz, zaraz, ty tu piszesz o wolnym weekendzie, ale ja nadal po prostu nie mam czasu.

I tu się mylisz. Próbowałem już wyjaśnić, że w rzeczywistości wcale nie masz ochoty czytać, bo w głębi duszy wolisz swój wolny czas przeznaczyć na podziwianie uśmiechu braci Mroczków, ale niech będzie. Jesteś bardzo zajętym człowiekiem. Musisz więc nauczyć się

łapać każdą chwilę

i czytać urywkami, po trochu, przez cały dzień. Tak naprawdę nie jest to szczególnie trudne, zwłaszcza jeśli zafundujesz sobie coś w stylu Kindle’a – coś, co umożliwia czytanie jedną ręką i daje się schować w kieszeni marynarki. Policzmy:

• czytanie podczas śniadania (niby zły nawyk, ale niech będzie): 15 minut dziennie;

• czytanie w komunikacji miejskiej (kto powiedział, że musisz jeździć samochodem?): 45 minut dziennie;

• czytanie w kolejce: 10 minut dziennie;

• czytanie przed snem: 20 minut dziennie.

Mógłbym wymieniać dalej, ale już nazbierało mi się półtorej godziny. To sporo: wystarczy w zupełności, by w ciągu tygodnia spokojnym tempem przeczytać jedną książkę. I pięćdziesiąt dwie w ciągu roku.

Uwierz mi, jeśli CHCESZ, zawsze znajdziesz czas.

Masz dwadzieścia parę lat i odkąd pamiętasz, zawsze czytałeś dużo. Co takiego się stało, że przestałeś? To przecież nie była wina czynników zewnętrznych, ale twoja własna decyzja. Na własne życzenie wykastrowałeś swój świat. Czemu? Być może uznałeś, że pora dorosnąć i przestać tracić czas na głupoty. Być może żaden z twoich kolegów nie czyta, więc taka jest norma. Być może nie miałeś siły, by w wolnych chwilach zadręczać umysł kolejnymi problemami. Sam wiesz najlepiej.

To wszystko kwestia ambicji. Możesz w życiu być kimś, możesz być nikim. Książka nie sprawia automatycznie, że osiągniesz wielkość. Bez niej jednak – masz to prawie jak w banku – poddasz się już na starcie.

P.S. Z uwagi na naturę tekstu, uprzejmie proszę hejterów o opuszczenie stanowisk. Dziękuję.