978-83-7779-085-4-150x150

Biegłaś z nagimi piersiami

Recenzje • Luiza StachuraSkomentuj

Leopold Tyrmand

Chcę prawdy o Lolku. – wyznała ostatnia żona Tyrmanda, Mary Ellen – Trzeba o nim mówić, pokazać go jako człowieka, pełnego, prawdziwego, z jego wadami i błędami, wszystkim, co sprawiało, że był, kim był. Mówić z życzliwością o tym egocentrycznym potworze. (…) Lolek to Lolek. I tyle. Mówmy zatem, mówmy.

Albo napiszmy:

Lolek nie omijał żadnej okazji do wygłaszania swoich opinii. Lubił mówić, przemawiać, udowadniać. Lubił uczyć i pouczać. Pewny siebie? To za mało powiedziane. Był intelektualnym despotą, apodyktycznym i wszechwiedzącym adwokatem własnych poglądów, a czasem i adwokatem diabła. Potrafił prowokować dla błysku i efektu rozmowy. Walkę na argumenty traktował bardzo poważnie. Bezkompromisowy i niezależny, cenił podobnych sobie.

Romans epistolarny

Udostępnione w publikacji Tyrmandowie. Romans amerykański epistolarno-miłosne podróże polskiego pisarza rozpoczynają się w 1970 roku, gdy pewna 23-letnia doktorantka iberystyki pisze do 50-letniego naówczas Lola list. Od słowa do słowa rodzi się chęć spotkania, które owocuje wzajemną fascynacją intelektualno-fizyczną. Ale myliłby się ten, kto podejrzewałby Tyrmanda o inicjatywę. Wręcz przeciwnie: wymykał się, odradzał, polecał ostrożność. Pokonała go jednak siła charakteru Mary Ellen. A była ona osobą konsekwentną i upartą – wszak w początkowej fazie ich znajomości jedynym jej orężem były listy.

Stopniowo Lolek i Mary Ellen wytworzyli swój specyficzny kod, swoisty szyfr, złożony na przykład z wybranych znaków stenograficznych lub aluzji do filmów i książek. Najczęściej jednak przyszli małżonkowie sięgali po gry słowne i kalambury (jak choćby zabawy inicjałem, imionami, nazwiskami, tworzenie przezwisk). Pierwsze listy wypełniają uwagi dotyczące warsztatu pisania (kompozycji, anegdotyczności), pojawiają się nierzadko relacje z codziennych drobnych wydarzeń, ślady lektur. Korespondowanie stało się sposobem na przełamywanie obcości, dystansu, a później na budowę emocjonalno-intelektualnego zaangażowania. Było to powolne odsłanianie się, podwójne odkrywanie siebie i swoich uczuć – podwójne, bo przed sobą i przed drugą osobą. 21 sierpnia 1970 roku Tyrmand pisał do swojej przyszłej żony: Ponieważ oboje nie znosimy nowoczesnych właściwości naszej szybko żyjącej epoki, każde słowo będzie uważnie, po wielokroć przeanalizowane. Należy raz jeszcze podkreślić, iż oboje sporo nauczyliśmy się, pisząc do siebie listy. Wiele spraw nie ujawniłoby się bez tego niewidocznego wysiłku porządkowania myśli, jakiego wymagają listy.

978-83-7779-085-4

Tyrmandowie. Romans amerykański, rozmawiała i skomponowała Agata Tuszyńska, MG, bwm. cop. 2012.

Kup »

Ostatni list do Mary Ellen

Ostatnim zamieszczonym w publikacji listem jest ten napisany w Chinach 26 maja 1982 roku, gdzie pisał o swoim śnie:

(…) biegłaś z nagimi piersiami, prowokacyjnie piękna, dookoła lobby w Ludowym Hotelu w Xian – ponure, przepastne wnętrze w stylu wczesnego Cesarstwa Sowieckiego. Radośnie wołałaś: „Jestem młoda, chcę używać życia!” (…) Czy w moich halucynacjach jest jakiś telepatyczny sygnał? A może znaczeń trzeba dopatrywać się gdzie indziej?

str. 226

Trzy lata później, 19 marca 1985 roku, Leopold Tyrmand zmarł.

Romans na przekór

Nie trzeba chyba dodawać, że matka Mary Ellen była przeciwna temu związkowi – nawet wyrzuciła córkę z domu. Ale zaangażowanie pisarza i młodej dziewczyny pogłębiało się. Nie było już odwrotu. Tymczasem autor Złego wyjeżdżał w sprawach zawodowych – był między innymi w Niemczech, Francji, Anglii, Izraelu, a nawet w Chinach. Wszędzie towarzyszyły mu listy Mary Ellen. Z czasem pisanie przestało być jedynie namiastką znajomości, obecności, bliskości, a przeobraziło się w ból, brak. W liście z 29 marca 1971 roku Tyrmand stwierdził: Listy przestają być narzędziem komunikacji – sprawy, o których chciałbym z Tobą porozmawiać, są zbyt złożone, by udało się je wcisnąć w zdania. Myślę, że nadszedł czas, by uczciwość i przyzwoitość, rozumiane jako sposób przekazywania treści między nami, stały się jedynym środkiem porozumienia. Z każdym dniem coraz bardziej uczę się, jak być uczciwym wobec Ciebie i wobec siebie. Co nie przeszkodziło później pisarzowi w wyznawaniu podwójnych standardów – ot, choćby on mógł bez skrępowania spotykać się z innymi kobietami, jego kobieta zaś nie powinna szukać męskiego towarzystwa.

Romans codzienności

Nieliczne zachowane listy Mary Ellen – Leopold wyrzucał korespondencję adresowaną do niego, ale archiwizował listy napisane przez siebie! – znajdują się wyłącznie w pierwszej z ośmiu części Tyrmandów. Romansu amerykańskiego. W kolejnych odsłonach ich substytutem są wspomnienia ostatniej żony Lola. Ale nie tylko: reminiscencje Mary Ellen bywają bowiem w zasadzie jedynym źródłem niektórych aspektów życia pisarza, na przykład narodzin bliźniąt: Mam wrażenie – powiedziała żona Tyrmanda – że z ulgą wszedł w pewnej chwili w rolę „normalnego” mężczyzny. Dom, dzieci, jaka taka stabilizacja. Zmęczony był ciągłą walką. Stałym udowadnianiem sobie i innym, że dokonał słusznego wyboru. Podróż przez kolejne lata rodzącego się, dojrzewającego i rozkwitającego „romansu amerykańskiego” to fascynująco niedyskretne spotkanie z Lolem zwykłym człowiekiem.

Dziś Mary Ellen żałuje, że nie uczyła się języka polskiego. Nie jest w stanie przeczytać wczesnych książek swojego męża. To tak, jakby cząstkę jego traciła, jakby ten fragment jego życia pozostawał poza jej zasięgiem. A trzeba przyznać, że spojrzenie ostatniej żony Tyrmanda na twórczość pisarza, na recepcję jego postawy, a przede wszystkim na osobowość może być interesujące dla polskich czytelników. Kto by pomyślał, że Lolek zajmował się codziennymi zakupami. Uwielbiał amerykańskie supermarkety (…). Ekscytował go ten wspaniały świat zachodniego luksusu. Zawsze chciał sam wybierać, dotykać, sprawdzać. (…) Zawsze szukał najlepszej ceny, a więc przeceny, wyprzedaży, okazji. (…) Ale tak naprawdę najbardziej interesowała go rozmowa, słowne potyczki na temat polityki lub idei przy akompaniamencie smaków. Albo że lubił cytować Kubusia Puchatka. Lolek był też przewidujący – w 1980 roku powiedział, że największym niebezpieczeństwem dla Ameryki jest islam. Twierdził, że zniszczy judeochrześcijański świat.

23-letnia dok­to­rantka ibe­ry­styki pisze do 50-letniego Leopolda list. Od słowa do słowa rodzi się chęć spo­tka­nia, które owo­cuje wza­jemną fascy­na­cją

Autorka książki Agata Tuszyńska i żona Tyrmanda Mary Ellen

Romans filmowy

Tyrmandowie. Romans amerykański jest jak film. Otwiera go słowo „występują”, później wyłania się dedykacja dla Leopolda oraz Henryka, czyli dwóch ważnych osób dla współautorek książki – Mary Ellen Tyrmand i Agaty Tuszyńskiej. Głosu tej drugiej w zasadzie nie usłyszymy. Niekiedy Mary Ellen powtórzy jej pytanie, jakby dając do zrozumienia, że rozmawia z kimś czy że ktoś ją nie tyle przepytuje, ile wysłuchuje. Tuszyńska to współautorka pozostająca w cieniu słów Lolka i wspomnień Mary Ellen, a to przecież ona ułożyła udostępnione polskim czytelnikom dokumenty: listy i zdjęcia. Od selekcji i graficznego opracowania zbiorów przez Tuszyńską zależy wygląd publikacji. Świetnym pomysłem jest zamieszczenie oryginalnych wersji listów (pisanych w języku angielskim ręcznie i na maszynie). Początkowo zdaje się, że układ podporządkowany zostanie technice filmowych kadrów i scen (choćby specyficzne rozmieszczenie tekstu na stronie – na przykład na dole kartki jedynie trzy zdania), z biegiem stron jednak ten zamysł znika – szkoda. Publikację wieńczy opracowany przez Henryka Daskę inwentarz dokumentów pozostałych po Tyrmandzie. I list kondolencyjny od Ronalda Reagana adresowany do Mary Ellen.

Jednym zdaniem: Książka obowiązkowa dla zainteresowanych amerykańskimi dziejami bikiniarza Lola, autora Dziennika 1954.

4+/5

Źródła fotografii: Albumy Wydawnictwa MG na Facebooku