got_winterfell_final2-150x150

Najlepsze czołówki w serialach

Filmy i seriale • Dominik KwaśnikSkomentuj

Jeśli porównywać seriale do książek, to odcinek byłby rozdziałem, sezon – tomem, a czołówka? Czołówka odpowiadałaby okładce. Tak jak okładka, nie decyduje o jakości dzieła, ale może pozytywnie do niego nastroić, no i przy okazji przekazać kilka informacji.

Wzór na czołówkę jest prosty jak przygotowanie zupki chińskiej:

intro = muzyka + (zdjęcia + napisy)

Muzyka – to właśnie to, co najbardziej pozostaje w pamięci. Seriale wypromowały wiele utworów dla których Salieri znów byłby gotów zabić. Jeśli puszczasz sobie motyw przewodni na empetrójce w drodze do pracy, twórcy serialu mogą odhaczyć pole w rubryce "sukces".

Zdjęcia – widzom trzeba też zaoferować atrakcyjną oprawę wizualną. Nawet najbardziej wirtuozerskiej muzyce powinno towarzyszyć coś ciekawszego niż długie ujęcia krajobrazu i zmieniające się literki. Przynajmniej obecnie. No, chyba że mówimy o czołówce Miasteczka Twin Peaks, która nadal urzeka… Choć może głównie dzięki atutom z poprzedniego punktu.

Napisy – chodzi raczej o treść, a nie wygląd, choć twórcy starają się użyć podkreślającego klimat fontu. Jakkolwiek literki wyglądają, pełnią ważną funkcję i nadają czołówce sens istnienia: informują nas, kto jest siłą sprawczą całego serialu.

Twórcy łączą więc te elementy i decydują, jak będzie wyglądał wstęp do ich dzieła. Czasem pokażą go na początku, czasem – po krótkim prologu. A jak to wszystko sprawdza się w praniu?

Intro informujące, czyli poznaj swoich bohaterów

Przypomnijcie sobie czołówki starych seriali – te, które dłużą się jak występy artystyczne przed otwarciem Igrzysk Olimpijskich. Te, w których pokazuje się nazwisko aktora, trzy ujęcia bohatera (wycięte z odcinków, dlatego zawsze widać, jak postaci wymawiają wyciszone kwestie), a w tle przygrywa sympatyczna piosenka. Co by nie mówić, spełniały swoją podstawową funkcję: przedstawiały bohaterów, wykonawców i twórców. Dzięki nim wiedzieliśmy, że czarnoskóra postać w Drużynie A to Baracus i że gra go Mr. T. I już nie czuliśmy się zagubieni.

Obecnie odchodzi się od tego typu czołówek, a jeśli już – to znacznie uatrakcyjnia się ich część wizualną. Wirtuozerskim przykładem klasycznej czołówki w nowoczesnej formie jest Dynastia Tudorów. Świetnie zmontowane intro przedstawia głównych bohaterów, ale w sposób dynamiczny, estetyczny i przy akompaniamencie klimatycznego utworu. Podobnie z popularnym serialem kryminalnym Kości – niby klasyka: wizerunkowi bohatera towarzyszy podpis, ale wszystko to przy dynamicznej muzyce i w nowoczesnej formie. Zamiast trzech ujęć bohatera jedno po drugim, pokazywane są wszystkie jednocześnie.

Intro wprowadzające, czyli poczuj klimat

Koniec ze schematem, witaj dowolności! Tu twórcy mogą wykazać się swą wyobraźnią. Co prawda na ekranie wciąż migają literki, ale umówmy się – zafascynowani czołówką raczej nie zwracamy na nie uwagi. Intro ma nas wciągnąć, wprowadzić w klimat, zaintrygować. Ma nas przykuć do ekranu. Świetnie udało się to twórcom Gry o tron, z ich niezwykle oryginalną czołówką, łączącą fantastyczną muzykę i szybki przewodnik po świecie Westeros. Niepokojąca melodia z intra do The Walking Dead sprawia, że nerwowo się odwracamy, by sprawdzić, czy nie czyha za nami zombie. Intrygującą czołówką może pochwalić się Homeland. Czarno białe zdjęcia (niektóre, jak to się teraz popularnie mówi, dość „psychodeliczne”), w tle podkład dźwiękowy stworzony z urywków kwestii i brzdąkających elementów jazzowych sprawia, że czujemy się jak główna bohaterka (ale bez spoilerów). Podobnie z True Blood, którego intro częstuje nas obrazami zapowiadającymi dość niegrzeczne środowisko Luizjany przy pomocy piosenki Jace’a Everetta "Bad things".

Czołówki nie mogą być za długie. Nie mogą zniechęcić tych, co seriale wciąż jeszcze oglądają w telewizji, a nie na komputerze i nie mogą ich przewinąć. By uniknąć tej pułapki, powstał inny rodzaj intra…

Intro nieśmiałe, czyli już mnie tu nie ma

Niektórzy twórcy odchodzą od klasycznej czołówki na rzecz wyświetlenia jedynie tytułu w dramatycznym momencie na początku odcinka. Doskonałym przykładem są Zagubieni, gdy po kilkuminutowej początkowej sekwencji, swoistym prologu, z ciemności wyłaniał się nagle napis LOST. Inna sprawa, że taki styl doskonale pasował do wydźwięku serialu pełnego tajemnic i niedomówień. Takim samym zabiegiem posłużyli się twórcy świetnego serialu prawniczego Żona idealna: w pierwszym dramatycznym momencie odcinka pojawiają się trzy zdjęcia głównej bohaterki i tytuł. W kultowych 24 godzinach Jack Bauer nie miał czasu na półtoraminutową czołówkę. Na początku pojawiał się tylko stylizowany na elektryczny zegar napis 24 i akcja biegła dalej, a zegar nieubłaganie tykał. Na napisy informujące znajduje się miejsce już w czasie trwania odcinka. W Doktorze House czasem rezygnowano ze stałego intra drugiego typu. Czołówka znikała przy ważnych odcinkach, np. w finale sezonu, niejako podkreślając jego dodatkowy dramatyzm. Z całego intra zrezygnowali też twórcy Gotowych na wszystko, by w ostatnich sezonach ograniczyć je do charakterystycznej sekwencji z jabłkiem.

Dobra serialowa czołówka powinna być jak gra Ukraińców na początku ostatniego meczu z Polską. Szybka, skuteczna i pozostająca w pamięci. Najlepsza to taka, którą samą w sobie ogląda się z przyjemnością. Bo przyznajcie sami, czy nigdy nie zdarzyło się wam przewinąć odcinka do początku tylko po to, by raz jeszcze odpalić intro?