stefansmall-150x150

Idź na żywioł

In Rozmowy by Dominik KwaśnikLeave a Comment

stefanbig

Przeżył porwanie przez peruwiańską mafię, rejs po Amazonce, spotkanie z jadowitym wężem, mecz Boca Juniors i wiele, wiele więcej. Amerykę Południową obszedł z północy na południe i z zachodu na wschód, a wyjazdów wciąż nie ma dość. Stefan Czerniecki – pisarz i podróżnik – opowiada nam o swojej pasji, jej źródłach i celach następnych wypraw.

Co Cię zainspirowało do podróżowania? Indiana Jones?

Nie oglądałem ani jednego Indiany

Nie wierzę.

Serio, uwierz! Ale to pewnie przez to, że mnie filmy dość szybko nudzą. Nie oglądam telewizji. Nie chodzę do kina.

No to skąd te podróże?

Cóż… Moim zdaniem to jest po prostu pasja. Każdy się z jakąś rodzi. Ona jest w DNA. Trzeba ją tylko odkryć. Ty na przykład odkrywasz, że chcesz pisać recenzje książek. Jakaś Weronika odkrywa pasję medyczną, a Karolina – prawniczą. I tak dalej. Ja trochę tej swojej pasji szukałem… Studiowałem geografię, dokładnie kartografię i miałem takie marzenie, taką głęboką nadzieję, że zobaczę kiedyś na własne oczy argentyńską górę Cerro Torre. Pokazał mi ją kiedyś w albumie ojciec, który jest alpinistą, i to on w zasadzie zaraził mnie pasją do gór, uczył, jak w nich przeżyć… Zobaczyłem więc Cerro Torre i pomyślałem sobie: "rety, to najpiękniejsza góra na świecie!" To była chyba taka przynęta… I złapałem się na nią!

Jak już uzbierałem pieniądze i pojechałem do tej Argentyny, to… uzależniłem się! Ledwo wróciłem do Polski, a już chciałem wracać. W pewnym momencie myślałem już tylko o następnym wyjeździe. Tak odkryłem swoją pasję.

Choć może się mylę. Może jednak tak naprawdę mam zostać politykiem? Aktorem? Kto wie? Póki co, robię to, co sprawia mi wielką radość. Staram się też trochę służyć. Żeby to wszystko nie było tylko dla mnie. Stąd książki. Dedykuję je tym, którzy mają może mniej szczęścia, czasem odwagi, by pojechać w tamte miejsca. Staram się, aby mogli je poczuć, zobaczyć w wyobraźni.

Ciszaa
Dalej od Buenos (D).indd

Dwie relacje

Stefan Czerniecki wydał do tej pory dwie książki podróżnicze: Dalej od Buenos z 2011 to relacja z podróży po (głównie) Argentynie, którą można traktować jak barwny, nietypowy i z humorem napisany przewodnik po tym kraju. Wydana niedawno Cisza jest opisem pełnej zaskakujących przygód wędrówki gringo po Peru i Ekwadorze. Zobaczymy te kraje, w nowy sposób: bez klosza, który nakładają na nie biura podróży.

Indie

Ulica w Indiach

Argentyna - Iguazu

Leżący na granicy Brazylii i Argentyny malowniczy wodospad Iguazú

Ekwador Cotopaxi

Jeden z najwyższych na świecie czynnych wulkanów, Cotopaxi w Ekwadorze

No właśnie. Jak się zostaje podróżnikiem-pisarzem?

Gdy byłem w Argentynie, pisałem do znajomych maile, w których objawiało się moje gadulstwo. To były maile na ładnych kilka stron, opisywałem w nich wszystko: moje wrażenia, kolory, jakie widziałem, muzykę, którą słyszałem, rozmowy, jakie odbyłem. Gdy wróciłem do Polski okazało się, że te maile poszły dalej. Moja daleka ciocia, mieszkająca w Turynie, powiedziała mi niedawno, że jakieś dziwne maile po polsku regularnie docierają do jej włoskiego sąsiada! Ona to sprawdziła i – wierz lub nie – okazało się, że to moja korespondencja z Argentyny! Czujesz? Ktoś to podsyłał dalej. Nawet do Włoch (śmiech). Po powrocie usłyszałem od znajomego: "Stefan! To się fajnie czyta! Sklej to i wydaj książkę!" Ja na to: "Bez jaj! Książkę? Na podstawie maili?" "A co ci szkodzi?". Napisałem więc książkę, wysłałem ją do kilku wydawnictw. Odezwało się tylko Bernardinum. Jak się o tym dowiedziałem, to myślałem, że wyskoczę z fotela. "Serio?! To jest to wydawnictwo, które wydaje w twardej oprawie ze zdjęciami na kredowym papierze?!"

Dalej od Buenos to był taki znak zapytania. Książka, której nie pisałem de facto jako książki. Natomiast Ciszę tworzyłem już z pełną świadomością, że redaguję książę. Miałem umowę z wydawnictwem, wiedziałem więc, że zostanie wydana. To widać. Cisza jest zupełnie inna niż Buenos. Dojrzalsza, bardziej przemyślana. W Buenos jest więcej emocji, improwizacji, może nawet surowości pisarskiej. Ale może to tylko moje wrażenie?

A nie myślałeś, by swoje doświadczenia przekuć w jakąś powieść, w egzotyczny thriller?

Może w taką stronę trochę poszła Cisza? Tam jest jakaś fabuła… Powiem tak: powieść fabularna jest w dużej mierze zmyślona… To takie trochę pójście na łatwiznę. Ja jednak wolę trzymać się faktów. OK, czasem jakiegoś dialogu, drogi czy postaci w stu procentach nie pamiętam, więc muszę dodać coś od siebie, ale tak, aby w jak najlepszy sposób to ukazać. W ogóle wolę opisywać wydarzenie poprzez dialog. Dialog ma wszystko – emocje, kolorystykę! Krótko mówiąc: w powieści musiałbym dużo rzeczy wymyślić. A tego nie chciałbym robić. Wolę trzymać się prawdziwych wydarzeń.

I dokumentujesz je także na zdjęciach. Może czas na kamerę?

O, jesteś kolejną osobą, która o to pyta!

Taka moja rola…

Widzisz… Właściwie to nie jestem fotografem. A tym bardziej operatorem. Przydałoby się jakieś szkolenie, żeby nagranie ładnie wyszło. Co z tego, że wziąłbym kamerę, jak nie umiałbym jej profesjonalnie użyć?

Mógłby wyjść modny efekt "naturalności".

Taaak! (śmiech) W zasadzie kluczowe jest co innego. Po prostu w większości miejsc, w których bywam, kamera odstrasza ludzi – zwłaszcza Indian. Przy kamerze mogliby już nie być tacy mili. A na pewno nie byliby naturalni. Zresztą, kamera to raczej nieporęczny, ciężki sprzęt. Na wyprawy staram się brać jak najmniejszy bagaż. 13 kilogramów, nie więcej. Za pierwszym razem spakowałem 22 kg. To była gehenna. Nigdy więcej! Od tej pory ograniczam wszystko, co zbędne. Jedna bluza, jeden polar i tak samo ze sprzętem foto. Dlatego biorę jeden aparat, zamiast kamery i statywu. Chyba, że byłaby to wyprawa telewizyjna, jak choćby Boso przez świat pana Cejrowskiego, gdzie celem jest nagranie programu, więc zbiera się cała ekipa: operator, dźwiękowiec. Ja podróżuję z reguły samotnie albo z jedną osobą – to troszkę inny profil wyjazdu.

Skąd przed wyjazdem czerpiesz informacje, jak żyć na miejscu?

Na początku jeździłem w miejsca bardziej znane turystycznie, więc korzystałem z przewodników i internetu. Gdy te wyprawy stały się bardziej… hm, ekstremalne, musiałem udać się po pomoc do fachowców. Przed wyjazdem do Wenezueli dzwoniłem do kilku doświadczonych podróżników, którzy już tam byli. Większość z nich powiedziała, żebym raczej zapomniał o tym wyjeździe, ale przekazali parę szczegółów. W końcu uznałem, że na takie eksploracyjne wyprawy nie ma sensu się jakoś specjalnie przygotowywać, bo tam na miejscu i tak cię coś zaskoczy. Tak sobie myślę, że najważniejsze jest mieć ufność, że będzie dobrze, pomodlić się i… czasem po prostu pójść na żywioł.

Mogłyby powstać atrakcyjne, podróżnicze książki o Polsce, o Warszawie? Czy jesteśmy zbyt nudnym, prostym europejskim krajem?

Taka książka mogłaby zaistnieć, ale oczywiście napisana przez kogoś, kto nie ma żadnej styczności z naszą kulturą. My czytamy np. Ciszę z polskiego punktu widzenia. W naszych realiach. Postrzegamy Peru z punktu widzenia warszawiaka. Porównujemy dżunglę do lasu kabackiego, a Atlantyk do Bałtyku. I na odwrót: dla Latynosa taka książka o Warszawie byłaby świetną opowieścią! On by się w tym odnalazł. W takim Peru, mogę się założyć, to byłby hit.

amazonskamrowka

Amazońska mrówka

Scan0001

Jeździsz często do tej Ameryki, a nie myślałeś, by zamieszkać tam na stałe?

Oj, nie, nie. Niby lubię tę ich wolność, tę mentalność, tę "manianę", ale… Wychowałem się w innej kulturze, więc naturalnie jest to dla mnie męczące. Wszystko się spóźnia, obietnic mieszkańca nie ma co brać na poważnie, bo jedno powie, a drugie zrobi… Na dłuższą metę to wkurzające. Co prawda Polska też potrafi być wkurzająca – polityka, powszechne cwaniactwo, korupcja, kolesiostwo, nasza mentalność, ten powszechny pesymizm, ale jakby nie było, to tu się urodziłem, więc tu chciałbym mieszkać. Mam taki system: jak jest ciepło, to mieszkam tutaj, jak zimno – próbuję wyjeżdżać. Choć, prawdę mówiąc, jak jestem trzy miesiące poza Polską, to już się pojawia jakaś tęsknota…

Możesz napisać książkę o nostalgii.

Taaak! O tym będzie następna! (śmiech)

Muszę więc zapytać o przyszłe podróżnicze plany.

A, właśnie przed chwilą uzgadniałem pewne plany na te wakacje. Mam parę obowiązków jako pilot wycieczek, ale w międzyczasie planuję wyjazd do Azerbejdżanu, Kazachstanu i Iranu, czyli w takie nowe, inne kierunki. A potem, jak już będzie zimno, to może Filipiny? Tyle plany, ale co będzie, to się okaże! Może zginę jutro pod samochodem i się skończą wyjazdy.

Taaak… "Przeżyłem porwanie przez peruwiańską mafię…"

…a zginę na polskiej ulicy!

Zakładając, że tego samochodu nie będzie, to czy jedziesz już z zamiarem napisania kolejnej książki, czy najpierw chcesz się przekonać, że wyprawa jest godna opisania?

Różnie bywa. Byłem w kilkudziesięciu krajach i o większości z nich książka nie powstanie. Nie będzie opowieści o Azji, o Kambodży. To fajne miejsca, dobre, by upamiętnić je reportażem, ale na książkę… O, na książkę to potrzeba czegoś więcej. Przygody. Wyzwania. To nie zawsze się udaje. Więc jadę czasem w ciemno i czekam, co się wydarzy!

Zdjęcia pochodzą ze strony czerniecki.net/