35d768f7396d68db5b2b7e5d4f7d0ab6

„Poszłem” już poprawne?

Artykuły • Agnieszka Kochańska2 komentarze

Nie, nie jest poprawne. Ale przykułam Twoją uwagę, prawda? Obiecuję, że dalej Grice’owska zasada: mów prawdę, jest już przestrzegana. 

Legendarne bezpieczeństwo do wydropienia

Jakiś czas temu powszechną radość wzbudzał mejl pewnego systemu pośredniczącego w e-płatnościach, który zachwalał swoje legendarne bezpieczeństwo. Internauci natychmiast wyczuli ową zabawną „przesadność” i zaśmiewali się, czy ktoś doświadczył owej legendy. A wystarczyło zmienić jeden przymiotnik na inny. Ot, choćby niezrównane czy doskonałe. Albo pełne czy całkowite. Nawet jeśli bezpieczeństwo owego systemu takie nie jest, na pewno nie wzbudziłoby aż takiej fali docinków i żartów.

A może właśnie o to chodziło?

Już powyższy krótki akapit daje pretekst do wielu językowych debat. Spolszczona forma mejl czy angielskie mail? Napisać e-płatności czy zaryzykować powtórzenie formą internetowe z rozpoczynającymi następne zdanie internautami? Wybrać swojską przesadę czy bawić się w innowacje z przesadnością? Zdecydować się na wtrącenie nawiasowe ze slangiem graczy, ulegając chęci pokazania, jakiej grupy środowiskowej jest się członkiem? 

Komukolwiek nieobce są takie refleksje (rzecz jasna, nie non stop – bo chyba wtedy nikt z nas nic by nie napisał) – powinien jak najszybciej zaopatrzyć się w książkę Wszystko zależy od przyimka. Nie będę tym razem usilnie kreatyzować, eufemizmować czy stosować marketingu szeptanego (zwłaszcza, że leksyka z tej branży niezbyt mi znana), tylko powtórzę: rozmowy profesorskiego tria – Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski i Jan Miodek – prowadzone przez Jerzego Sosnowskiego to absolutne must have poprawnościowych nerdów aka polonistów, redaktorów, gramatycznych nazistów… I tak dalej.

35d768f7396d68db5b2b7e5d4f7d0ab6

Trzy pytania do prof. Andrzeja Markowskiego

Jak obudzić w innych język jako wartość? Czy poprzez ukazanie pragmatycznych korzyści (będziesz pisał poprawnie i oryginalnie = będziesz doceniany, zauważony), czy poprzez obcowanie z wyjątkową literaturą, czy jeszcze w inny sposób?

Andrzej Markowski: Przede wszystkim trzeba pokazywać właśnie korzyści płynące z poprawnego komunikowania się w mowie i w piśmie. To coś, co pozwala i nam, i innym z nami lepiej czuć.

Czy byłby możliwe wprowadzenie kultury języka polskiego na wszystkich kierunkach studiów wyższych, na przykład pod kątem pisania prac dyplomowych?

Rada Języka Polskiego wystąpi z tym projektem do Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. Takie zajęcia byłyby też pomocne osobom uczącym się w Studiach Pedagogicznych, przyszłym nauczycielom.

Jak ocenia profesor takie zjawiska jak grupy fejsbukowe Przecinki/Apostrofy/Wielkie litery w niewłaściwych miejscach; blogi poprawnościowe Dylematy filolożki, Literufka czy Obcy język polski czy sklepy internetowe oferujące odzież i torby z wyrazami archaicznymi lub gwarowymi?

Są to bardzo dobre inicjatywy, w bardzo odżywczy sposób wpływają one na popularyzowanie polszczyzny. 

Żyję z błędów innych ludzi

Są kulturystami ćwiczącymi układanie stosów z listami wyrażającymi zaniepokojenie kondycją języka polskiego. Podczas spotkania promocyjnego książki Jerzy Sosnowski zapytał półżartem, czy cieszy ich, gdy znajdują błąd. Podobnie można zapytać korektorską brać: przecież żyje ona z „innowacji funkcjonalnie nieuzasadnionych” innych ludzi. Profesorom daleko jest do postawy „pełnego satysfakcji wytykania błędów zwykłym śmiertelnikom” (cechująca niektórych pierwszorocznych studentów filologii polskiego po kursie kultury języka). Niektóre usterki irytują bardziej (prof. Miodka obecnie szczególnie razi brak wyczucia stylistycznego), inne trzeba w jakimś stopniu przynajmniej zaakceptować (tu prof. Bralczyk mówił o zapożyczeniu public relations i braku jego zgrabnego spolszczenia – chyba że podoba się wam poprawa reputacji). 

Każdy z profesorów pomaga i doradza rzeszom zagubionych w odmętach polszczyzny. Każdy z nich korzysta w tym celu także z dobrodziejstw publikatorów (czyli mediów masowych, jak proponowano je kiedyś nazwać). Andrzej Markowski, prezes Rady Języka Polskiego, ma na koncie tysiące audycji radiowych, Jerzy Bralczyk prowadzi wideobloga, a Jan Miodek, lingwistyczny zdobywca anten telewizyjnych, prowadzący Ojczyznę polszczyznę i Słownik polsko@polski. To tylko arcyskromny wycinek dorobku profesorów w zakresie popularyzacji wiedzy o języku polskim. Jeśli chcecie poznać więcej – miłego scrollowania / przewijania:

Dorobek prof. Jerzego Bralczyka

Dorobek prof. Andrzeja Markowskiego

Dorobek prof. Jana Miodka

Aż dziw bierze, że ten językoznawczy dream team dopiero teraz wydaje wspólną publikację. 

Dziewczyneczki, etyczki i loszki

O jakich językach polskich rozmawiają profesorowie we Wszystko zależy od przyimka? Książka rozpoczyna się rozważaniami o polszczyźnie internetowej (zabrakło mi uwag o tym, jaki jest język na portalach społecznościowych czy na blogach), kolejne dyskusje dotyczą tematów często powracających w kontekście poprawności językowej: wulgaryzmy (czy są nadużywane i w ogóle po co są), gwara młodzieżowa, odmiana nazwisk, język reklamy czy żeńskie formy (o psychologiczkach i szpieżkach). Znajdzie się też rozdział dla osób poszukujących odpowiedzi na pytanie: jak żyć i uczyć języka polskiego? Ze zjawisk bardzo-na-czasie: polityczna poprawność (Murzyni, Żydzi i homiki), język nienawiści oraz ten straszny gender. Zakończenie bardzo szeleszczące, bo o tym, za co kochamy naszą polszczyznę (a na co pomstują uczący się jej obcokrajowcy). 

Zawartościowo (i cenowo – 40 zł za prawie 300 stron i fajną oprawę graficzną niewiele) to, powtórzę, raj dla poprawnościowych nerdów. Osoby, które przede wszystkim szukają zastępnika poradnika językowego, mogą zgubić się w płynnym przechodzeniu z tematu do tematu… i w zasadzie nie dostaną przykazów wprost, jak mówić czy pisać. Wszystko zależy od przyimka nie jest skompresowaną poradnią językową, ale jej dobrym uzupełnieniem w postaci wywiadu. 

Tekst zaczął się od poszłem i na nim skończy. Prof. Markowski usłyszał kiedyś, jakoby prof. Miodek twierdził, że można użyć tej formy, kiedy ktoś udał się gdzieś blisko, a poszedłem – daleko. Oficjalnie zainteresowani dementują tę pogłoskę. ;)