caddick-adams_monte_cassino_hr

Piekło pod klasztorem

Recenzje • Dominik KwaśnikSkomentuj

 Rzym-6191

Miasteczko Cassino położone jest ok. 150 km na południe od Rzymu, u podnóża góry ukoronowanej monumentalnym benedyktyńskim klasztorem. Założył go w VI wieku Benedykt z Nursji. Najpewniej ujął go spokój okolicy i niedostępność masywu, będącego idealnym miejscem do religijnych kontemplacji. Monte Cassino to jedno z tych wielu miejsc, jak Stalingrad, Verdun czy Ypres, które stały się znane z powodu krwawych bitew.

Krwawa sława

Szturm na Monte Cassino był przełomowym momentem kampanii aliantów we Włoszech. Decydujące walki odbyły się w maju 1944 roku. Wzgórze zostało zdobyte 18 maja, ale zwycięstwo okupiono dużymi stratami. Nieprzypadkowo doktor Peter Caddick-Adams w podtytule swojej książki nazwał tę bitwę „piekłem dziesięciu armii”.

Jedną z tych armii był 2 Korpus Polski generała Władysława Andersa. Fakt, że to właśnie nasi żołnierze zdobyli klasztor, jest jednym z powodów naszej narodowo-patriotycznej dumy. Każdy z nas wie, że – jak mówią słowa piosenki – „czerwone maki na Monte Cassino zamiast rosy piły polską krew”. Wydana w Znaku książka doktora Caddicka-Adamsa to okazja, by dowiedzieć się o tej bitwie czegoś więcej.

Spojrzenie wojskowego

Lubię serię książek historycznych publikowanych przez krakowskie wydawnictwo. Te charakterystyczne, wielkie czarne tomiszcza ze złotymi tytułami. Niektóre są tak obszerne, że nie da się ich przeczytać od deski do deski… albo zajmuje to baaardzo dużo czasu. Monte Cassino Caddicka to spora publikacja, ale z gatunku, nazwijmy to, „przyswajalnych”: z niecałych 500 stron 100 zajmują przypisy, podziękowania, indeks.Blisko czterystustronicowe dzieje kampanii włoskiej, której kulminacją były walki o klasztor, warto więc poznać od początku do końca.

caddick-adams_monte_cassino_hr

Pisarz-historyk może ukazać opisywany temat na wiele sposobów. Może skupić się na taktyce, opisać wydarzenia z perspektywy mieszkańców danego miejsca czy skoncentrować się na jednej ze stron konfliktu. Warto tu zauważyć, że doktor Caddick-Adams był oficerem wojskowym, wykłada na Akademii Obrony Narodowej, pracuje także jako przewodnik po polach bitew – i to wojskowe obycie doskonale czuć w książce. Wielką rolę w jego opowieści odgrywa strategia dwóch armii, nieraz wizualizowana na mapie z rozrysowanymi ruchami wojsk. Mamy do czynienia z punktem widzenia historyka-wojskowego, który jednak przykłada do wspomnianych map silne szkło powiększające.

Byliśmy żołnierzami

Autor od początku przenosi nas w sam środek akcji. Nie ma czasu na zbędne wstępy – jeżeli ktoś sięga po książkę o konkretnej bitwie, musi znać cały historyczny kontekst.

Podczas lektury czujemy się jakbyśmy byli tam na miejscu. Caddick bardzo dokładnie opisuje geografię czy warunki pogodowe, tak że niemal odczuwamy chłód, a pod nogami błoto i trudy kampanii. Mikroskopowa perspektywa przypomina tę zastosowaną przez Terrence’a Mallicka w filmie Cienka czerwona linia. Autor patrzy oczami walczących na pierwszych liniach, często zresztą oddaje im głos, cytując listy albo wspomnienia. Trzeba też dodać, że skupia się bardziej na działaniach aliantów niż Niemców. Dowiemy się wiele o tych mniej znanych sojuszniczych armiach: hinduskiej czy nowozelandzkiej. Czytelnicy zagraniczni zapewne wymieniliby w tym miejscu także Polskę.


Czerwone maki

Pieśń powstała w nocy z 17 na 18 maja, przed decydującym szturmem. Autorami byli żołnierze 2 Korpusu – Feliks Konarski napisał słowa, Alfred Schutz – muzykę.


 

Czerwone maki

Nie da się ukryć, że do Monte Cassino mamy trochę narodowego sentymentu, który sprawia, że czytanie o tej bitwie jest lekturą ciekawszą, niż np. – skądinąd świetnego – D-Day Anthony’ego Beevera. Szturm na Monte Cassino to bowiem taka bitwa, w której nie można zmarginalizować udziału Polaków. Z prostej przyczyny – to żołnierze Andersa zdobyli klasztor.

Rzym 638

Jedną z naszych narodowych cech jest to, że patrzymy, co (i jak) napisali o nas na Zachodzie. Książka Caddicka mile połechce naszą dumę narodową. W rozdziale Dzielna Polska autor przedstawił nas w bardzo pozytywnym świetle. Opisuje genezę powstania armii Andersa, jej szlak bojowy, ale nie zapomina o polityce. Caddick świetnie oddaje specyficzną sytuację polityczną, w jakiej znaleźli się Polacy i nie ukrywa, że alianci zachowali się wobec nas nieuczciwie. Co ciekawe, wspomina też o niejasnych okolicznościach śmierci generała Sikorskiego, która „była niewątpliwie korzystna dla Brytyjczyków i Rosjan”.

Jakby dla równowagi, autor sporo miejsca poświęcił kapralowi Wojtkowi – słynnemu niedźwiadkowi zaadoptowanemu w Iranie przez 22 Kompanię Zaopatrywania Artylerii, który został oficjalnie wcielony do armii i dostawał nawet swój przydział piwa. Nie można się nie zgodzić, że to bodaj jedyna prawdziwie wesoła polska historia z czasów II wojny.

Czytelników zainteresowanych historią pewnie nie trzeba specjalnie namawiać, by sięgnęli po Monte Cassino doktora Caddicka. To solidna dawka wiedzy o słynnej bitwie przekazana w ciekawy sposób. Zachęcam jednak także osoby, które raczej nie sięgają po historyczne tomiszcza, by przeczytały choćby 10 i 11 rozdział. A lekturę idealnie dopełniłaby wizyta na wzgórzu i polskim cmentarzu wojskowym, gdzie spoczywają opisani przez Petara Caddicka-Adamsa bohaterscy żołnierze.


Wielka rola mułaFutrzastym bohaterem kampanii włoskiej jest Wojtek, ale kluczową rolę w walkach odegrały… muły. Ciężka zima i specyfika terenu utrudniała transport ciężkim sprzętem wojennym. Jedynym skutecznym rozwiązaniem okazało się wykorzystanie miejscowych mułów. Sprawa była tak ważna, że alianci powołali specjalną Radę ds. Zaopatrzenia w Paszę.