spotkac-iwaszkiewicza-nie-biografia-b-iext25449031

Spotkani(e) u Iwaszkiewicza

Recenzje • Tomasz Osiński1 Comment

Trudno było dostrzec bramę wjazdową. Pomimo niewielkich oznaczeń wskazujących drogę, umieszczonych w niezbyt częstych interwałach, brama ta pojawiła się trochę za późno. Po przekroczeniu jej progu oczom ukazała się wtedy droga przypominająca aleję, wyłożona jasnymi, niewygodnymi kamieniami, otoczona drzewami pamiętającymi tamte lata.

Tuż za progiem dworku każdemu przybyszowi przydzielony został indywidualny towarzysz zwiedzania. Był nim ciepły dźwięk skrzypiącej drewnianej podłogi, ukazujący niezwykły charakter miejsca i liczbę ludzi, którzy kiedyś tu przebywali i byciem swym nadawali splendoru temu miejscu.

W powietrzu czuć było podniosły nastrój, trochę tajemniczy, trochę niedzisiejszy. Było go tyle, że każdy mógł garściami czerpać dla siebie, dla każdego wystarczyło. W holu głównym schody prowadziły na piętro, które prawie całkowicie wyciemniono. Można było tam wejść tylko niezauważonym. Szum rozmów z parteru był tu ledwo słyszalny, jedyny dźwięk, który skupiał uwagę, to skrzyp podłogi i własny oddech. Czuć było doskonale klimat tamtych lat, wszechobecne półki z książkami nadawały temu miejscu artystycznego sznytu.


– Wszystko w porządku? – usłyszałem pytanie pani kustosz.

– Tak, dziękuję i… przepraszam. Chciałem tylko…

– Nic się nie stało, ale zapraszam już na dół, spotkanie za chwilę się zacznie.

Krzesła rozstawiono w dwóch pokojach i bibliotece, przodem do holu głównego, gdzie zarezerwowano miejsce dla rozmówców. Wybrałem bibliotekę. Zostało kilka minut do rozpoczęcia.

Tam go, siedzącego za wielkim biurkiem, spotkałem.

Jaroslaw_Iwaszkiewicz

Ten, może zbyt patetyczny dla niektórych wstęp, był mi potrzebny z uwagi na to, że książka, którą mam w ręku, stała się w prostej linii inspiracją do takiej refleksji. To moje „spotkanie” z Iwaszkiewiczem jest także do niej nawiązaniem, bowiem Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia jest właśnie zapisem takich spotkań z poetą. Kto się z nim spotkał? Grono osób, które w różny sposób „widziały się” z Iwaszkiewiczem jest specjalne i wybitne. Mamy tu bowiem zarówno rozmowy Anny Król z córką artysty Marią Iwaszkiewicz, wychowankiem Anny i Jarosława – Wiesławem Kępińskim oraz wieloletnią gosposią w Stawisku – Zofią Dziecioł, jak i wypowiedzi tych, którzy dziś uważani są za największych znawców twórczości i życia wielkiego poety – Radosława Romaniuka, Roberta Papieskiego, Piotra Mitznera, Justyny Sobolewskiej czy prawnuczki Ludwiki Włodek.

Na początku o zamyśle książki. W ostatnich dniach organizowany był w Warszawie Big Book Festival, czyli Duży Festiwal Książki. Na jednego z głównych bohaterów i patrona tej imprezy został wybrany Jarosław Iwaszkiewicz. Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia jest publikacją towarzyszącą festiwalowi i jak sądzę jednym z ciekawszych pomysłów wspierających tę chyba największą w ostatnich latach inicjatywę czytelniczą w Polsce. Anna Król, redaktor tego tomiku, chciała z jednej strony zachęcić zupełnie początkujących i zapoznających się dopiero z sylwetką pisarza, a z drugiej strony, o czym świadczą niepublikowane do tej pory fragmenty korespondencji, dać ciekawy kąsek stałym wielbicielom i znawcom twórczości Iwaszkiewicza.

Tomik podzielony został na trzy części: „Migawki”, „Wielogłos” oraz „Sprawy do załatwienia”. „Migawki” to część poświęcona rozmowom, jakie Anna Król, przeprowadziła w 2014 roku z osobami bardzo bliskimi poecie. Pierwszym interlokutorem był Wiesław Kępiński, wychowanek Iwaszkiewiczów w Stawisku (posiadłości poety w Podkowie Leśnej). Co zaskakuje w tej rozmowie, to wybitna szczerość i bezpośredniość Kępińskiego, która czasem wydaje się zaskakiwać nawet prowadzącą rozmowę:

Kępiński: Pani jest mężatką? Rozwiedziona? A to świetnie. Ja też. Prawie. (…) Czy mogę pani zadać prywatne pytanie? Kiedy był rozwód i dlaczego?

Redaktor: Osiem lat temu.

Kępiński: A jest ktoś?

Redaktor: Ktoś?

Kępiński: Może lepiej proszę nie podpowiadać.

spotka-iwaszkiewicza-nie-biografia-wilk-and-krl

Czytając tego typu wywiad odnosi się wrażenie, że Anna Król daje swoim rozmówcom spory zakres swobody. Zabieg ten świetnie się sprawdza, ponieważ sam Kępiński, jak i pozostali rozmówcy – Maria Iwaszkiewicz i Zofia Dzięcioł – posiadają niezwykłą łatwość w mówieniu, dzięki czemu dowiadujemy się wielu ciekawych wątków, których odnalezienie w hagiografii Iwaszkiewicza byłoby bardzo trudne. I tak, Kępiński opowiada przede wszystkim o intymności pisarza. Sam, niebezpodstawnie zresztą, uważał się za jego powiernika. Iwaszkiewicz nie miał żadnych oporów, by powierzać mu nawet najbardziej intymne fakty (tu o Jerzym Błeszyńskim, wieloletniej miłości pisarza):

Pamiętam, jak byłem kiedyś na Stawisku – to tylko pani opowiadam – idziemy sobie tą aleją lipową, już wtedy tego Jurka znałem, on był z Brwinowa, Jarosław wskazał na koniec tej alei i odezwał się niby tak spokojnie (…) – widzisz ten kamień, Wiesiu? To właśnie tutaj Jurek kiedyś usiadł i myśmy sobie tak długo rozmawiali.

Kolejna rozmowa znajdująca swoje miejsce w tym tomie została przeprowadzona z córką pisarza, Marią. W tym przypadku mamy do czynienia z podobnym zabiegiem, co w przypadku Kępińskiego i konwencją rozmowy „bez retuszu”. Od córki pisarza dowiadujemy się o życiu rodzinnym w Stawisku i o tym, jakim panem domu był pisarz. Ukazała ona także, jak wyglądało całe środowisko twórcze, w którym przebywał i pracował jej ojciec. Ciekawych informacji dowiadujemy się także o powstaniu słynnej kawiarni w „Czytelniku”, której Maria była współinicjatorką:

W Czytelniku – tam na dole – była stołówka, w której jadało się obiady – głównie dla pracowników. Zaproponowałam, żeby zrobić coś więcej (…). I bądź co bądź debiutowali tam Zapasiewicz i Kraftówna.

Ostatnim rozmówcą Anny Król była Zofia Dzięcioł, wieloletnia gosposia Iwaszkiewiczów w Stawisku. Z jej ust dowiadujemy się o codziennych przyzwyczajeniach „Starego”, jak nazywała pisarza gospodyni. Obie panie z zaciekawieniem szperały w osobistych rzeczach pisarza, co stało się w trakcie rozmowy inspiracją do wielu ciekawych wspomnień i anegdot o życiu codziennym w Stawisku. Warto powiedzieć, że informacje te, choć z pozoru błahe, są zupełnie nowe, a sposób ich przedstawienia w książce pozwala przenieść czytelnika do Podkowy Leśnej, być tam na miejscu i poczuć jej wspaniały nastrój.

iwasz

Druga część książki, nazwana „Wielogłosem” to krótkie eseje krytyków, literaturoznawców i historyków literatury, których zainteresowania zawodowe splotły się z życiem i twórczością pisarza. Jeśli chodzi o pierwszy tekst, Piotra Mitznera, to nie ukrawam, stał się on powodem tego, że i ja zapragnąłem przedstawić swoje spotkanie z Iwaszkiewiczem, które to zamieściłem na wstępie. Tekst bowiem to przelane na papier sny, które Mitzner postanowił nam przedstawić, aby ukazać swój sposób patrzenia na Iwaszkiewicza i powiązane z nim refleksje. Ten lekko oniryczny, na pozór zupełnie niezwiązany z resztą książki fragment, może w pierwszej chwili zdezorientować czytelnika swoją oryginalnością. Zamieszczona tu próba Mitznera wpisuje się jednak, jak sądzę, w zamysł Anny Król, która od początku cały tom prowadziła na zasadzie szczerej, niczym nieograniczonej relacji czy rozmowy – i to widać w całej publikacji.

Kolejnym głosem jest Robert Papieski, który opracował także korespondencję Karola Lipińskiego do Jarosława Iwaszkiewicza, zawartą również w Spotkać Iwaszkiewicza. Esej stanowi swoiste summarum tego, co zawiera ta korespondencja. Po nim głos zabrała prawnuczka Iwaszkiewicza, Ludwika Włodek, której narodziny zastały odnotowane w Dzienniku pisarza. Jak można się domyślić, od niej także czytelnik dostaje garść migawek z życia pisarza, oczami małoletniej dziewczynki, ale i pisarki, która swojemu pradziadowi poświęciła książkę.

Justyna Sobolewska oraz Radosław Romaniuk z kolei przekazali czytelnikowi swoje impresje dotyczące twórczości pisarza. Są to ciekawe spostrzeżenia i ujęcia twórczości Iwaszkiewicza oraz jej wpływu na nich samych. Przykładowym wątkiem u Sobolewskiej jest teza o „nie podążaniu autora za swoim czasem”, która jest ciekawym punktem widzenia i zapewne prawdą, lecz nie należy zapominać, że jego „niedopasowanie” miało swoje wyraźnie granice, o czym świadczą choćby autocenzurowane przecież Dzienniki. Romaniuk skupia się natomiast na źródłach swego obcowania z Iwaszkiewiczem, mające swój początek w Tołstoju i właśnie swoistej analizie porównawczej tych dwóch wielkich dla niego pisarzy. Owo „niedopasowanie” Iwaszkiewicza jest także ciekawym wątkiem w tekście biografa Iwaszkiewicza.

Trzecia część książki to wspomniane już fragmenty korespondencji pisarza do różnych adresatów, jak i listy kierowane do niego. Ta część nie wymaga oddzielnego komentarza, poza ciekawym przedstawieniem Iwaszkiewicza jako wielbiciela muzyki (chyba w jednej z najszczerszych części całego dorobku epistolarnego Iwaszkiewicza, korespondencji do Mycielskiego) oraz miłośnika podróży (korespondencja do Szymona Piotrowskiego).

Należy się w tym miejscu zastanowić, czy usłyszeliśmy już wszystkie głosy, które powinny były się pojawić w Spotkać Iwaszkiewicza. Mamy tu bowiem postać przedstawioną jako kochanka, pana domu, ojca, mamy artystę i wspaniałego poetę, mamy admiratora muzyki poważnej i podróżnika. Moim zdaniem brakuje tu jednak jeszcze jednego głosu, jeszcze jednej gombrowiczowskiej „gęby” Iwaszkiewicza, a mianowicie Iwaszkiewicza-polityka. Błędnym jest bowiem twierdzenie, że Iwaszkiewicz od polityki się odcinał, że do niej „nie przystawał”, daleki był także od nie angażowania się w historię, w której przyszło mu żyć i tworzyć. Sam w końcu pisał o sobie: Ciężko być Polakiem, a w dodatku stalinistą. Brakuje w tym tomie wypowiedzi o tragicznym uwikłaniu, o zmaganiach z otoczeniem i o samotności w tłumie, w centrum politycznych i społecznych wydarzeń, i wreszcie o „pisarzu po katastrofie”, jak pisał o nim Marek Radziwon w swej książce Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie. Być może właśnie jego pióra tutaj zabrakło, do domknięcia klamrą pewnej pojemnej całości, utrwalonej na „migawkach” zawartych w omawianej tu książce.

Jaroslaw Iwaszkiewicz (1894-1980) - polski pisarz, poeta, dramaturg, tlumacz, librecista - w swoim mieszkaniu

Anna Król we wstępie napisała, że książka ta to raczej kolaż – który powstał dzięki temu, że klika osób dołożyło do niego swój kolor, własne niedoskonałe maźnięcie pędzlem.

Z wielką przyjemnością nie zgadzam się z nią, ponieważ tomik należy uznać za pozycję o bardzo dobrych proporcjach, jeśli chodzi o wielkość przekazywanych treści oraz delikatność i subtelność formy, w jakiej treści te znalazły swe odzwierciedlenie. Znalezienie złotego środka było przecież tu bardzo trudne, a jednak zamysł, choć ryzykowny, udało się w znakomitej mierze zrealizować.