bibliotek

Pulowerek 2.0

Felietony • Tomasz Osiński6 komentarze

Może najpierw należałoby wyjść od pojęcia wizerunek, bardzo przydatnego, jak okaże się w dalszej części artykułu. Podążając za słownikiem języka polskiego, słowo to oznacza ni mniej ni więcej „sposób, w jaki dana osoba lub rzecz jest postrzegana i przedstawiana”. Mamy więc przedmiot, narażony permanentnie na obserwację oraz permanentnie obserwującego. Idźmy dalej – jako przedmiot obserwacji obierzemy bibliotekarza, jako obserwującego – nas samych. Czytam więc z wyobraźni: on w brązowym, trochę spranym i za dużym sweterku, z za dużymi i zupełnie nieraybanowskimi okularami z parodniowym zarostem, siedzący za starym drewnianym biurkiem z odrapanymi rogami blatu. To tak na pierwszy rzut oka. Mówi wolno, trochę sennie, trochę przez nos. Ona z kolei to dość głośna, korpulentna pani, z lekko opadłą ondulacją, w szarej spódnicy i żakiecie. Wszędzie jej pełno, tonem głosu przypomina skrzypiące drzwi.

bibliotek

Jak widać powyżej zastosowano przejaskrawienie pewnego, i tu kolejne słowo klucz: stereotypu. Słowo, które w Polsce robi ciągle i niezmiennie zawrotną karierę, a jego obecność bardzo łatwo dostrzec na wielu polach, a w tym konkretnym przypadku bardzo głęboko potwierdza ono swą aktualność (wbrew twierdzeniom niektórych przedstawicieli tego środowiska, biorąc jako podstawę perspektywę użytkowników i czytelników, a nie uczestników). Rzeczywiście przeciętny Polak, bez względu na to czy jest czytelnikiem niepoprawnym, wchłaniającym ogromne ilości słowa pisanego, czy też niemającym z zaczernionym papierem wiele wspólnego, właśnie tak wyobraża sobie wizerunek bibliotekarza bądź bibliotekarki.

A jaka jest prawda? Niestety, należy posłużyć się tu dziennikarskim bon motem, leży ona jak zwykle po środku. Z jednej strony dzisiejszy bibliotekarz (pojęcie stosowane tu będzie w odniesieniu do ogółu osób pracujących w tej profesji) potwierdza powyższe wyobrażenia, niestety, bardzo często. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze kadra. W tej chwili, gdyby chcieć określić średnią wieku pracowników bibliotek (trudno tu o dokładny rachunek), to na pewno byłaby to jedna z najwyższych średnich wśród innych grup zawodowych. W pełni świadomie należy stwierdzić, że to rodzaj pewnego domysłu, niemniej skala pomyłki wydaje się mimo to stosunkowo niewielka. Sytuacja taka jest wynikiem przestarzałych przepisów gwarantujących dożywotnie piastowanie stanowisk kierowniczych w bibliotekach. Na szczęście w 2012 roku nastąpiła nowelizacja Ustawy o bibliotekach z 1997 roku przewidująca konkursy na dyrektorów bibliotek. Ma to o tyle duże znaczenie, iż pojawiła się szansa na wtłoczenie nowej, świeżej krwi do kadr pracujących w bibliotekach. Po drugie – inicjatywy własne. Środowisko bibliotekarzy ciągle za mało poświęca energii i czasu na promowanie miejsca, w którym pracuje oraz siebie samych, jako gospodarzy tego miejsca (są oczywiście wyjątki, o których później). Z drugiej jednak strony należy nadmienić, iż powyższa argumentacja nie ma na celu piętnowania ludzi starszych, którzy zapewne dobrze wykonują swoją pracę. Jednakże nie od dziś wiadomo, że aby cokolwiek zmieniać trzeba być na te zmiany otwartym, a co do tego czy potrzebne są zmiany w polskich bibliotekach i w ich wizerunku nie ma przecież najmniejszej wątpliwości. Prawda jest taka, że starsze osoby pracujące w zawodzie już wiele lat skłonne są raczej do spokojnego i bezpiecznego oczekiwania emerytury, a nie do podejmowania nowych wyzwań i projektów, które wymagałyby od nich dodatkowej inicjatywy i energii. Świadectwem może być kwestia instalacji oraz aktualizacji systemów informatycznych i zarządzających zbiorami w bibliotece. Każdy, kto ma do czynienia z biblioteką od wewnątrz, zgodziłby się, iż zmiany te potrzebowały i nadal potrzebują czasu, by być zaakceptowanymi i zrozumianymi przez starsze pokolenia bibliotekarzy. Oto wypowiedź instruktora ds. bibliotek z jednego z podwarszawskich powiatów:

W dobie szeroko rozwiniętej informatyzacji wydawałoby się, że wypożyczanie komputerowe książek jest oczywistością. Niestety małe biblioteki (szkolne, dzielnicowe czy publiczne gminne) nadal prowadzą wypożyczanie kartkowe. Brak katalogu komputerowego (lokalnie), nie mówiąc już o katalogu internetowym (on-line), jest dla dzisiejszych użytkowników ogromnym utrudnieniem i powoduje zaskoczenie wśród czytelników, którzy zmuszeni są prosić bibliotekarza o pomoc.
Nie sztuką jest przekazać bibliotece jeden czy dwa komputery. Trzeba je utrzymywać, aktualizować a przede wszystkim wykorzystywać w pracy. Są biblioteki, w których nie ma Internetu, a pracownicy… cóż, nie zawsze chcieliby go mieć. Prawdopodobnie jest to związane z obawą przed odpowiedzialnością za sprzęt: trzeba będzie przecież wykazywać go na zewnątrz, prowadzić może stronę WWW, BIP a to przecież, według większości pracowników, nie należy do obowiązków bibliotekarza.
Owszem, brak komputerów w bibliotekach związany jest przede wszystkim z kosztami, jakie instytucja musiałaby ponieść, zatrudniając informatyka oraz kupując system biblioteczny. Niemniej bibliotekarze nie czują potrzeby takich zmian, obawiają się automatyzacji i nowości technologicznych. Brak informatyka w bibliotekach można porównać choćby do braku księgowej, która w instytucjach kultury powinna być zatrudniona chociaż na część etatu.

book-283251_640

A gdzie miejsce na inicjatywy z dziedziny animacji wydarzeń kulturalnych? Promocji kultury i czytelnictwa? To tylko pokazuje, na jak wielu polach potrzebna jest otwartość i elastyczność w pracy bibliotekarza. Reasumując, dochodzi zatem do ewidentnej konfrontacji: doświadczenie i wiedza kontra kreatywność i działanie. Odpowiedź na to, która strona w obecnych czasach, tak szybko się zmieniających i nieobliczalnych, nastawionych na rozwój i kreatywność, powinna przeważyć szalę, wydaje się tutaj oczywista.

Powyższą tezę zdaje się potwierdzać debata nad wizerunkiem bibliotekarza 
w dzisiejszych czasach, której autor był uczestnikiem, w ramach zajęć akademickich na Uniwersytecie Warszawskim. Na pytanie prowadzącego czemu biblioteki na przestrzeni lat utraciły swoją bardzo ważną rolę dostrzegalną jeszcze dwie, trzy dekady temu, ze strony bibliotekarek (de facto raczej starszych pań) padła jedna, poprawna odpowiedź: pieniądze. Pełna zgoda. To, że polskie biblioteki są niedokapitalizowane jest tezą jak najbardziej prawdziwą i faktowi temu, póki co, nic nie jest w stanie zaprzeczyć. Brakuje pieniędzy na modernizację i unowocześnianie placówek oraz na nowości wydawnicze, który to czynnik ma także niebagatelne znaczenie (choć to się w ostatnich latach zmienia – od 2010 roku z 10 mln zł do 20 mln zł w roku 2014). Nie zasadność jednak tego argumentu była zastanawiająca, ale to, że wymieniono go dobitnie i w pierwszej kolejności. Tymczasem żadna 
z uczestniczek nie zastanowiła się nad tym, iż żyjemy w takich czasach a nie innych i dla współczesnych społeczeństw system wartości uległ znacznym przemianom, zmieniła się wiedza, która jest najbardziej wartościowa oraz źródła pozyskiwania tej wiedzy. Nie suma tej wiedzy jest teraz najważniejsza, ale umiejętność jej szybkiego i skutecznego wyszukania. Utożsamić to przecież łatwo z gwałtownym rozwojem Internetu, mediów i w ogóle kultury. Zasadnicze pytanie brzmi: Czy bibliotekarze także dostrzegają te zmiany? I wreszcie: czy sami bibliotekarze pracują nad tym co zrobić, by nie pozostać w tyle za pędzącymi społeczeństwami, którym przecież służą? Ergo czy wiedzą, że trzeba zmieniać swój wizerunek i czy wiedzą jak mają to zrobić? Ciekawą wskazówką byłaby ankieta wśród obecnych pracowników bibliotek, co uczynili, w przeciągu ostatnich miesięcy, by zwiększyć atrakcyjność biblioteki, jako miejsca kulturalnego i takiego, w którym chętnie i – co najważniejsze – efektywnie można by spędzać czas. Ustalenie dokładnego wyniku w tej chwili byłoby niemożliwe, ale odpowiedzi przeczących byłoby, jak się wydaje, i tak za dużo.

Żeby być sprawiedliwym, należałoby, chociaż pobieżnie, przedstawić te inicjatywy, które w ostatnim czasie wpływają pozytywnie na środowisko bibliotek. Organizowany jest szereg inicjatyw, jak chyba najważniejszy Program Rozwoju Bibliotek wspierający unowocześnienie i rozwój bibliotek, kolejne edycje „Tygodnia Bibliotek”, organizowane przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, warto też wspomnieć o jednej z ciekawszych inicjatyw niezwiązanych bezpośrednio z użytkowaniem bibliotek, ale za to przez to środowisko zainicjowanej – akcja „Odjazdowy bibliotekarz”, rozwijająca się z roku na rok, która zrzesza miłośników rowerów, jednocześnie promując czytelnictwo i instytucję biblioteki, jako przyjaznej i potrzebnej wszystkim. Do tego oczywiście dodać należy liczne inicjatywy nadrzędnych instytucji publicznych w rodzaju „Biblioteka+” czy liczne inicjatywy Instytutu Książki.

W rozważaniach na temat stereotypów, dotyczących środowiska bibliotekarzy, ich wizerunku w dzisiejszym społeczeństwie, sytuacji finansowej i kondycji społecznej, nasuwa się zatem kilka twardych wniosków:

  1. Wizerunek bibliotek. Sposób, w jaki widzimy biblioteki jako instytucje oraz bibliotekarzy jako ich pracowników, leży, co należy podkreślić z całą mocą, również w rękach samych bibliotekarzy. To ich własne działanie musi zostać wzmocnione, aby skutecznie móc ten wizerunek zmieniać, a to, jak będziemy widzieć biblioteki 
i ich pracowników będzie zależało od tego, co oni sami będą w stanie nam pokazać.
    Przemiany obserwowane w rozwoju społeczeństw (tu dobrym przykładem jest Polska, która znajduje się od 25 lat w dobie permanentnego rozwoju), 
w szczególności w społeczno-kulturalnym zakresie muszą po pierwsze być zauważane przez biblioteki, po wtóre muszą motywować biblioteki do podążania za zmianami, by w końcu nie zostać wyeliminowanym z uczestnictwa w życiu kulturalnym zarówno młodzieży, jak i dorosłych.
  2. Struktury kadrowe bibliotek. Tak jak rynek nie znosi stagnacji, tak w bibliotekach muszą zachodzić ciągłe roszady, inwestowanie w młodych, pomysłowych ludzi 
a także zachęcanie do aktywności i kreatywności starszych pracowników. Ktoś może stwierdzić, iż w sektorze bibliotek nie ma mowy o jakichkolwiek mechanizmach rynkowych. Gdyby jednak potraktować rynek jako walkę o uwagę użytkownika czy konsumenta różnych podmiotów, to dochodzimy do celu bardzo zbieżnego z tym, jakie współczesne biblioteki powinny sobie stawiać za najważniejszy. Receptą na to może okazać się łączenie otwartości i dynamiki osób młodych z doświadczeniem i wiedzą starszych pracowników.
  3. Finansowanie. Jak już wcześniej wspomniano infrastruktura biblioteczna jest obecnie mocno niedokapitalizowana. Chodzi tu zarówno o modernizację 
i informatyzację bibliotek, jak i środków na bieżącą działalność (spotkania autorskie, animacje kulturalne itd.). Cieszy fakt, że środki przeznaczane na zakup nowości czytelniczych dla bibliotek rosną (choćby przytoczona powyżej pula środków pieniężnych, która zwiększyła się w ostatnich 4 latach przeszło dwukrotnie). Środków tych jednak ciągle jest za mało, dotacje nie pokrywają zapotrzebowania na różne akcje i przedsięwzięcia. Potrzebne jest ciągłe lobbowanie środowiska na systematyczne powiększanie tej puli oraz próba samoorganizowania środków pieniężnych na działalność poszczególnych jednostek.

Podsumowując, głównym zamiarem artykułu było wskazanie problemu nie zawsze na pierwszy rzut oka widocznego dla użytkowników i czytelników oraz marginalizowanego (niestety) przez środowisko bibliotekarzy. Problem ten polega na degradacji (bo z takim procesem, zdaje się, mamy do czynienia) roli bibliotekarzy i bibliotek oraz bierności samych zainteresowanych, w życiu kulturalnym i edukacyjnym w dzisiejszym społeczeństwie. Zdaje się on mieć nie tylko negatywne skutki dla samych bibliotekarzy i ich pracy, ale także, a może przede wszystkim, dla nowych pokoleń, w których rola książki w procesie socjalizacyjnym i ogólnorozwojowym stopniowo, niestety, zanika. To powinno być zasadniczym bodźcem do działania na rzecz odzyskania powagi i roli bibliotek oraz jej pracowników w naszym życiu kulturalnym i społecznym.