Laura

Brutalne miasteczka

Artykuły, Recenzje • Dominik KwaśnikSkomentuj

helsinki

Co stało się z Laurą? Piękną dziewczyną, uwielbianą przez całą miejscową społeczność? Podczas śledztwa na jaw wychodzą mroczne sprawy, rzucające na Laurę nowe – nomen omen – światło. Czyżby pozory myliły? Kto w miasteczku wiedział o dziewczynie więcej, niż chce przyznać?

W powyższym opisie nie chodzi wbrew pozorom o Laurę Palmer, ale o jej imienniczkę, tytułową bohaterkę książki J.K. Johanssona. Fińską i amerykańską Laurę łączy więcej niż imię. Także smutna historia. I życie w małym miasteczku.

Zakłócona sielanka

Akcja kryminału nie może toczyć się w przypadkowym miejscu. Dla gatunku, w którym tak wiele zależy od klimatu opowieści, wybór odpowiedniej lokacji jest bardzo ważny. Może decydować o tym, czy czytelnik da się porwać fabule, czy uwierzy w historię.

W kryminałach idealnie sprawdzają się małe miasteczka. Dlaczego? Ponieważ w takim miejscu wszyscy się znają i nikogo nie można wykluczyć z grona podejrzanych. A to daje autorowi cały wachlarz możliwości fabularnych.

Clou klasycznego kryminału jest właśnie zakłócenie sielanki. W książkach tego typu zbrodnia niszczy uprzedni porządek, równowaga zostaje zachwiana, ale ingerencja detektywa przywraca wszystko do poprzedniego stanu. Oczywiście z czasem zaczęło się to zmieniać. W czarnym kryminale miasto – Los Angeles, Wrocław – jest jednym z bohaterów opowieści, szarym labiryntem, w którym trudno odróżnić dobro od zła, a rozwikłanie zagadki jest tylko jednym, niezauważalnym błyskiem światła.

Może też być tak, że śmierć wstrząsa miasteczkiem i jest wydarzeniem prowadzącym do demaskacji – kamykiem rozpoczynającym lawinę, która ujawnia tajemnice mieszkańców. Sprawia, że społeczność czeka trwała zmiana i nic już nie będzie jak dawniej.

Tak właśnie było ze śmiercią Laury Palmer.

twin-peaks-laura-palmer1

Sowy nie są tym, czym się wydają

Na początku lat 90. pytanie „kto zabił Laurę Palmer” padało wszędzie: w biurach, podczas domowych obiadów i na stacjach benzynowych. Miasteczko Twin Peaks, kultowy serial jednego z najoryginalniejszych filmowych twórców, Davida Lyncha, było pierwszym serialem nowego typu, angażującym widza w globalne śledztwo. Serial będący mieszanką gatunków, o specyficznym klimacie łączącym tajemnicę z absurdem i oniryzmem, stał się po latach wzorem dla innych twórców. Bez Twin Peaks nie byłoby później Lost z jego tajemniczą otoczką (inna sprawa, że całkiem zmarnowaną), nie byłoby Forbrydelsen i The Killing, czy hitu ostatnich miesięcy – Detektywa.

Fundamentem Twin Peaks był wspomniany specyficzny klimat. Unosząca się tajemnica. Widz nic nie wiedział, a padające z ekranu poważne stwierdzenia w stylu „sowy nie są tym, czym się wydają”, dodatkowo go dezorientowały. Sprytnym zagraniem było rozpoczęcie historii od odnalezienia ciała Laury. Widzieliśmy reakcje innych bohaterów na jej śmierć, ale ją samą poznawaliśmy wraz z agentem Dalem Cooperem. On, zewnętrzny czynnik, z każdym odcinkiem odkrywał kolejne tajemnice i Laury, i całego miasteczka. Bo kolejną świetną decyzją było ulokowanie akcji w małej miejscowości i „zasiedlenie” jej serią intrygujących postaci. Kobieta bez oka, dama z pieńkiem, szeryf, miejscowy brutal, psychiatra i uczniowie liceum – każdy miał do odegrania swą rolę i nie wszyscy byli tym, kim się wydawali. Tak samo jak sowy.

Miasteczko Palokaski

Johansson_Laura_mDo sprawdzonych wzorców Twin Peaks – może za wyjątkiem wątków nadnaturalnych – nawiązują Finowie. Autor (autorzy) kryminalnej trylogii nie ukrywa swej inspiracji. Nazwanie zaginionej dziewczyny Laurą nie jest przypadkiem.

Podobnie jak w serialu, Laurę poznajemy wraz z prowadzącą śledztwo bohaterką. Różnica polega na tym, że Mia Pohjavirta w Palokaski się wychowała i do tego miasteczka powraca. Dlatego pamięta podobną sprawę sprzed lat (przywodzącą na myśl pierwszy tom Millenium)… Książka bazuje na tajemniczości – zaginiona dziewczyna i jej sekrety, stara, nierozwiązana do dziś zagadka i grupa mieszkańców (choć nie tak szeroka jak w Twin Pe-aks), w której nie wszyscy mówią prawdę, a każdy ma jakiś powód, by kłamać. Jaką rolę odgrywa w sprawie zdziwaczały nauczyciel muzyki? Co ukrywa szkolny psycholog, brat Mii? A do wszystkiego miesza się też… Facebook. Książka w świetny sposób ukazuje (negatywną) siłę me-diów społecznościowych, gdzie łatwo rzuca się oskarżenia, które zaczynają potem żyć własnym życiem.

Na okładce książki można przeczytać informację, że J.K. Johansson to pseudonim, pod którym ukrywa się grupa scenarzystów serialowych. Rzeczywiście, styl książki i jej budowa przypomina filmowy montaż. Akapity kończą się tam, gdzie ujęcie uciąłby montażysta, nie ma żadnej zbędnej sceny czy kwestii. Przeciwnie; czujemy, że to, co napisane przygotowuje nas do jakiegoś przyszłego wydarzenia fabularnego. Na przykład w dialogach co jakiś czas pada imię Velma. Narrator oczywiście nie wyjaśnia o kogo chodzi, trzyma w niepewności, gra naszą ciekawością. Książkę czyta się szybko i aż żal, że całość nie jest dłuższa… Z drugiej strony w obecnym kształcie utrzymuje dobre tempo, po którym także można wyczuć sprawną rękę scenarzystów. Aby poznać rozwiązanie całej historii, trzeba poczekać na kolejne tomy. Laura kończy się małym cliffhangerem. Zupełnie jak – znowu do tego wracam – sezon dobrego serialu.