jaskinipwiec

Jorn Lier Stoch

Recenzje • Dominik KwaśnikSkomentuj

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Norweska policja znajduje dwa ciała – jedno w prywatnym domu, drugie ukryte w lesie – które, jak się okazuje, leżały tam już od kilku miesięcy. My czujemy, że to nie przypadek. Policja, dla dobra fabuły – nie.

Mistrz i następca

Na początku muszę wyznać pewną rzecz – mimo mojego zamiłowania do kryminałów, nie przeczytałem jeszcze żadnej książki Jo Nesbo. Znam twórczość wielu skandynawskich autorów, ale powieści Nesbo jakoś mi w ręce nie wpadły. To spore niedopatrzenie, zważywszy na to, jak bardzo ceniony to pisarz.

Nie wiem więc, czy Jorn Lier Horst jest „Nowym Nesbo”. W taki sposób reklamowany jest jego właśnie obpulikowany w Polsce nakładem wydawnictwa Smak Słowa Jaskiniowiec. Pamiętam, jak kilka lat temu zawsze pytano Kamila Stocha, czy jest następcą Adama Małysza. Nasz obecny dwukrotny mistrz olimpijski odpowiadał, że oczywiście Małysz jest wzorem, ale on pracuje na swoje nazwisko. To taka dygresja, ale nasunęła mi się taka analogia. Nesbo – wielokrotnie nagradzany mistrz i Horst, pretendent, który być może nie potrzebuje porównań, a wybroni się sam? Jaskiniowiec zdobył prestiżowe wyróżnienie – Nagrodę Rivertona za najlepszy kryminał w roku 2012. Jej laureatami byli wcześniej i Nesbo, i Anne Holt.

jaskinipwiec

Dwa w jednym

Choć tytuł może sugerować kryminał prehistoryczny, nie chodzi tu bynajmniej o kradzież ognia. Fabułę zarysowałem już na początku; najprościej powiedzieć, że stanowią ją dwa przeplatające się śledztwa – policyjne i dziennikarskie. Łączy je, co ciekawe, rodzina – córką policjanta Williama Wistinga jest reporterka Line. Pracuje ona nad artykułem o mężczyźnie, którego znaleziono martwego siedzącego w fotelu przed telewizorem. Okazało się, że zmarły mieszkał sam – po prostu umarł przed ekranem, a że wcześniej żył w samotności, to nikt nie zauważył jego zniknięcia… Znieczuclica, czy zamknięcie na innych – świetny temat na artykuł do świątecznego wydania gazety. I ciekawy punkt wyjścia kryminału – kto chciałby śmierci takiego odludka jak Viggo Hansen? Policja twierdzi, że nikt i zapomina o sprawie.

Stróże prawa mają bowiem inne zajęcie. Wisting z ekipą próbują rozwiązać zagadkę morderstwa, którego ofiara także leżała na miejscu zbrodni przez wiele miesięcy. Śledztwo przyjmuje ogromne rozmiary, a do akcji wkracza także FBI.

W tej mieszance dziennikarsko-policyjnej górą wypada wątek reporterski. To Line jest ciekawszą postacią, to ona wybija się na pierwszy plan. Głębi dodaje temu wątkowi kontekst społeczny. Śledztwo Line, w trakcie którego coraz lepiej poznaje ofiarę, zmusza nawet do pewnej refleksji. Czy my wiemy, kim jest nasz sąsiad? Czy zauważylibyśmy jego zniknięcie? A czy jesteśmy pewni, że sami nie skończymy jak Viggo Hansen?

Jorn Lier Horst

800px-Jørn_Lier_Horst,_tegelstensvegg

Urodził się w 1970 roku. Jako pisarz zadebiutował w 2004 książką Nøkkelvitnet. Był to początek serii o Williamie Wistingu. Co ciekawe, wydany właśnie u nas Jaskiniowiec jest… ostatnim, jak na razie, tomem cyklu. Horst tworzy także detektywistyczne książki przeznaczone dla młodszych czytelników. Mieszka w Stavern, niedaleko opisywanego w powieściach Larviku.

Wątek policyjny jest poprowadzony w solidny, typowy sposób, zgodnie ze wszelkimi prawidłami rządzącymi gatunkiem. Wisting nie wyróżnia się zbytnio jako bohater. Jego osobowość nie przysłania zagadki; jego prywatne życie nie jest tak rozbudowane jak jest to np. w książkach o Wallanderze. Wisting wtapia się po prostu w śledztwo. To ono, a nie śledczy, gra tu główną rolę.

Złoty środek

Horst wykorzystuje całkiem pokaźny arsenał chwytów fabularnych, mających uatrakcyjnić akcję – dwie zagadki, tajemnica z przeszłości, seryjny morderca. Narracji także nie sposób nic zarzucić. Autor umiejętnie przeplata wątki – gra z nami, wzmaga naszą ciekawość, po czym stopuje jedno śledztwo i przechodzi do drugiego. Sprawnie komplikuje fabułę, tak by nic nie było zbyt oczywiste. Wzorem klasycznego kryminału zostawia także dla nas ślady, ale czasem sugeruje pewne rozwiązania zbyt wyraźnie, by się na to złapać – to taka przestroga.

Jednak na koniec karuzela Horsta kręci się zbyt mocno, co trochę psuje efekt końcowego zakończenia. Niemniej, choć Jaskiniowiec gatunku nie rewolucjonizuje, jest dobrą lekturą. Ma bowiem to, co w kryminałach najważniejsze, czyli coś, co nazywamy klimatem. Nie jest książką ani najmroczniejszą, ani najbrutalniejszą, ani wyjątkowo rozbudowaną psyhologicznie, ale tym właśnie tworzy swój charakter. Horst w swoim pisarstwie pod nikogo się nie podszywa. Nie próbuje być mroczny, brutalny czy psychologiczny, ale tworzy taką mieszankę elementów, dzięki której czytelnik otrzymuje dokładnie to, czego od takiej lektury oczekiwał.

Czy jednak jest Horst nowym Nesbo – odpowiedzieć nie mogę. Wydaje mi się, że jest raczej norweskim Stochem. Czyli wybroni się sam.