images

Świat, na jaki zasłużyliśmy

Filmy i seriale • Dominik KwaśnikSkomentuj


Ten sam twórca i scenarzysta. Nowa obsada. Inna historia. Sprawdzona, kultowa marka. Jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego roku i wielka niewiadoma. Przed drugim sezonem Detektywa jest tyle tajemnic, co w fabule jego pierwszej części.


8 marca zeszłego roku tysiące widzów na blisko godzinę wstrzymało oddechy. HBO wyemitowało finałowy odcinek Detektywa. Fani mieli otrzymać odpowiedź, kto jest tajemniczym Królem w Żółci. Czym jest Carcosa. Wszyscy w napięciu oczekiwali szokujących rozwiązań fabularnych. Internet kipiał od teorii, fani w poszukiwaniu rozwiązań analizowali pojedyncze kadry w scenach i słowa w dialogach. Widzowie otrzymali zakończenie przewrotnie zaskakujące, zamykające jedną z najlepszych serialowych historii ostatnich lat. I jasną informację, że kontynuacji nie będzie.


Dlaczego świat oszalał na punkcie Detektywa? Można wskazać na dwóch głównych bohaterów, brawurowo odegranych przez Matthew McConaugheya i Woody’ego Harrelssona. Rust i Marty to jednak tylko (i aż) dwa elementy intrygującego świata, jaki zaserwował widzom Nic Pizzolatto.

W tym świecie ważniejsze od fabuły było to, co powszechnie nazywamy „klimatem”. Detektyw ujął nas atmosferą klaustrofobicznej tajemniczości, mroczną, ponurą wizją świata godną najczarniejszego kryminału. Atmosferą wręcz tak niepokojącą, że pozazdrościłby jej niejeden horror. Pizzolatto doskonale wykorzystał atrakcyjność tajemnicy, ludzki lęk przed nieznanym. Narracja podszyta nawiązaniami do samej w sobie intrygującej twórczości Roberta Chambersa skłaniała widzów do dodatkowego zaangażowania, poszukiwania własnych interpretacji i tropów.

Ale fanami, którzy, by rozwiązać zagadkę, wczytywali się między wersy XIX-wiecznego dziełka grozy Król w Żółci, wstrząsnęła informacja, że nowy sezon będzie oddzielną całością. Bez powiązań fabularnych, bez znajomych twarzy w obsadzie.

W ŚWIECIE DETEKTYWA WAŻNIEJSZE OD FABUŁY BYŁO TO, CO POWSZECHNIE NAZYWAMY „KLIMATEM”. SERIAL UJĄŁ NAS ATMOSFERĄ KLAUSTROFOBICZNEJ TAJEMNICZOŚCI, MROCZNĄ, PONURĄ WIZJĄ ŚWIATA GODNĄ NAJCZARNIEJSZEGO KRYMINAŁU. ATMOSFERĄ WRĘCZ TAK NIEPOKOJĄCĄ, ŻE POZAZDROŚCIŁBY JEJ NIEJEDEN HORROR.

O nowej serii wiadomo niewiele. Szczątki informacji donosiły o morderstwie z okultystycznym tłem, co pasowałoby do stylu pierwowzoru. Na zdjęciach z planu można było dopatrzeć się strzelaniny, a angaż kilku aktorek porno wskazywał na scenę rytualnej orgii. Następnie jednak ogłoszono, że wątek okultystyczny w serialu się nie pojawi. Pierwszą i drugą serię ma łączyć filozofia pesymizmu i kreacja świata w czarnych barwach (na taki zasłużyliśmy – mówi motto serialu). Dwa zwiastuny pokazały też zmianę scenerii – ponure pustkowia Luizjany zastąpił kalifornijski miejski krajobraz. Nowi bohaterowie też owiani są mgiełką tajemnicy. Vince Vaughn, obsadzony wbrew swemu komediowemu wizerunkowi nowy członek obsady, zapewnia, że postaci są dobrze napisane – interesujące i bardzo skomplikowane. Czwórkę głównych bohaterów – troje policjantów i biznesmena – połączy śledztwo w sprawie morderstwa.



Pizzolatto postanowił opowiedzieć nową historię. Nie osiadł na laurach – szyld „True Detective” będzie zarówno atutem jak i obciążeniem dla nowej produkcji. Rezygnacja z samograja, jakim byłyby nowe śledztwa Rusta i Marty’ego (z marszu zapewniające widownię) kosztem nowej opowieści to odważna decyzja w świecie, w którym najlepiej sprzedaje się to, co sprawdzone. I jest to decyzja słuszna. Pierwsza część była projektem zamkniętym. Rozwleczenie historii na kolejne sezony prawdopodobnie zepsułoby doskonałą całość. Wystarczy spojrzeć na Lost, Prison Break czy nawet drugi, wypełniony zapychaczami sezon kultowego Twin Peaksile razy przyglądaliśmy się powolnym zgonom świetnych seriali, których przyczyną był brak decyzji o zakończeniau go w odpowiednim momencie? Nawet jeżeli nowy Detektyw nie podoła wyzwaniu, czy okaże się po prostu słabą produkcją, nie będzie to w żaden sposób rzutować na wielkość pierwszej serii. Lepiej nawet potknąć się próbując stworzyć coś nowego, niż zniszczyć coś istniejącego. Ale skończmy z tym katastrofizmem. Coś czuję, że będzie wystarczająco pesymistycznie. Mrocznie, ponuro i przygnębiająco. Czyli bardzo dobrze.