694px-Star_Wars_Logo.svg

Moc przebudzi się w chwale

Filmy i seriale • Dominik KwaśnikSkomentuj

Premiera Przebudzenia mocy już jutro (lub dziś w nocy). Niecierpliwość fanów sięgnęła zenitu, odliczanie minut i sekund trwa, bilety już przygotowane. Oczekiwania są wielkie. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym fanem sagi, a rozmowę streścić można dialogiem między Obi-Wanem a Qui-Gonem z Mrocznego Widma:

– Mam złe przeczucia.

– Ja nic nie czuję.

Przy reaktywacji takiej legendy jak Gwiezdne wojny, zawsze gdzieś majaczy mroczne widmo Mrocznego Widma, a prawa komercyjnego rynku rodzą uzasadnione obawy, że nowy film będzie – niczym admirał Ozzel – równie niezdarny co głupi, okaże się zrobioną na siłę (skuteczną) maszynką do zarabiania pieniędzy.

Ale przed nowym filmem, podobnie jak Qui-Gon, „nic nie czuję”. Jestem dziwnie spokojny, że Moc przebudzi się w chwale.


Sieroty po Lucasie

To bardzo przykre stwierdzenie, ale… w tym momencie przejęcie od Lucasa Gwiezdnych Wojen to gwarant bezpieczeństwa. Lucas to postać dla kina bardzo zasłużona, jego wkład w rozwój efektów specjalnych i dźwięku jest niezaprzeczalny. To on zapoczątkował tzw. Kino Nowej Przygody i jego nazwisko zapisze się w podręcznikach filmoznastwa. Był też geniuszem marketingu i na zawsze zmienił sposób zarabiania na filmie, ale… reżyserem nie był najlepszym, aktorów prowadzić nie umiał, a zachłyśnięcie efektami specjalnymi pogrążyło nową trylogię w zielonych odmętach green screenu. Najważniejszym jednak jego grzechem było namiętne grzebanie i poprawianie starej trylogii w kolejnych „special editions” (wywołujących zdumienie u nowych widzów, którzy zauważają w filmie z lat 80. młodziutką twarz Haydena Christensena).

Nowa ekipa pracowała z użyciem tradycyjnych efektów specjalnych (makieta Sokoła Millenium w skali 1:1!), zwiastuny sprawiają dobre wrażenie (choć wiadomo – do tego służą), a reżyser J.J. Abrams to rzetelny fachowiec, który przypadkową osobą na planie nie jest (o Abramsie mogliby wypowiedzieć się fani Star Treka – to uniwersum twórca Lost reaktywował wcześniej). Ważny jest także fakt, że scenarzystą znów jest Lawrence Kasdan.


Imperator była kobietą

W Imperium kontratakuje po raz pierwszy, w postaci hologramu, widzimy Imperatora Palpatine’a. Ian McDiarmid wcielił się w tę postać dopiero w Powrocie Jedi. W oryginalnej wersji Imperium Palpatine’a zagrała… Elaine Baker, żona jednego z charakteryzatorów. W wersji Special Edition George Lucas podmienił ujęcia z dubbingowaną przez Clive’a Revilla Baker na dokrętki z udziałem McDiarmida.


Powrót starej gwardii

George Lucas nie pracował nad Przebudzeniem Mocy, ale saga nie trafia w zupełnie nowe ręce. Nad tekstem czuwał bowiem Lawrence Kasdan, współscenarzysta Imperium Kontratakuje i Powrotu Jedi. To dobra wiadomość, gdyż jest on osobą, która nie przychodzi z zewnątrz, a sagę zna doskonale. Nazwisko Kasdana daje nadzieję, że w Przebudzeniu zobaczymy tę wyważoną dawkę przygody, humoru oraz powagi i mroku, jak w Impreium Kontratakuje. A wielkości tego scenariusza nie neguje to, że to  improwizacji Harrisona Forda saga zawdzięcza najsłynniejszy dialog miłosny w historii kina:

Starych fanatyków Gwiezdnych Wojen najbardziej cieszy fakt, że zobaczą swoich ulubionych bohaterów, a przede wszystkim Hana Solo, Luka i Leię. W epizodach 1-3 lubiane postacie także się pojawiały. Chronologia wydarzeń uzasadniała występy Obi Wana i Yody, ale inni sprawiali wrażenie piątego koła u wozu. C-3PO, R2-D2 czy Chewbacca zostali wepchnięci do scenariusza w celach komercyjnych. Nagle okazało się, że złotego droida zbudował w czasach dzieciństwa Darth Vader, Chewbacca walczył w Wojnach Klonów u boku Yody, a Obi-Wan na starość nie pamięta „biegającego” za nim przez trzy filmy R2-D2.

Występ ulubionych bohaterów w Przebudzeniu Mocy będzie przynajmniej uzasadniony… A nieobecność Jar-Jara została już dawno potwierdzona przez reżysera. A to tego typu postaci obawiali się fani w gwiezdnej sadze made by Disney.


fot:https://www.flickr.com/photos/manuelsagra/1988902113


Disney to nie tylko kreskówki

Informacja, że Walt Disney Company kupiło Lucasfilm była szokująca i rodziła pytanie o kształt nowych Gwiezdnych Wojen. Czy nie będzie im bliżej do Mrocznego Widma? Czy nie staną się uproszczone i dziecinne? Zapominamy często, że Disney to nie tylko kreskówki (zresztą kreskówki świetne). Z tego koncernu wyszli m.in. Piraci z Karaibów, a więc udany kontynuator kina nowej przygody. Do Disneya należy też Marvel, którego udany projekt wielkiego filmowego uniwersum będzie teraz kontynuowany w ramach świata Gwiezdnych Wojen.

Na początek nowa odsłona sagi, ale już za rok premiera pierwszego spin-offu, zatytuowanego Rogue One (w sieci krąży pierwszy, klimatyczny teaser). W planach filmy o Hanie Solo i Boba Fetcie. Coś nowego ma pojawiać się w kinach co rok.

I te spin-offy to także argument za tym, że tegoroczny film się uda. To proste. Disney chce wykorzystać markę Star Wars do maksimum. Po pierwsze, nie może zrazić do siebie starych fanów już na starcie. Po drugie, nie musi, wzorem Lucasa, robić z Przebudzenia rażącej starszych widzów produkcji dla dzieciaków. Dzisiejszym 10-, 12-latkom dedykowane są animowane seriale Star Wars: Rebelianci czy Wojny Klonów, a także – prawdopodobnie – kilka przyszłych spin-offów.

Nowa część sagi będzie więc filmem zrobionym przez fanów dla fanów. Dla 10-, 12-latków z lat 70, 80 i 90. I to sprawia, że jej tytuł –Przebudzenie mocy – nabiera nowego znaczenia.