_MG_4373-kopia

Bez szufladek, bez rutyny

Rozmowy • Dominik KwaśnikSkomentuj

Na koncie ma już dziesięć książek, a w szufladzie – kilkadziesiąt, które czekają na wydanie. Sensacja, historia czy fantastyka naukowa – nie ma znaczenia. Właśnie ukazała się jego nowa sensacyjna powieść – Przewieszenie, ale Remigiusz Mróz nie zwalnia pisarskiego tempa. Znalazł jednak chwilę, by opowiedzieć nam trochę o swoim pisarstwie.

 

Słyszałem o Pańskim szaleńczym tempie pisarskim, o kilkudziesięciu powieściach czekających w szufladzie na wydanie. Jak wyglądała praca nad serią o Forście? Może napisał Pan całą tę historię na raz i podzielił na tomy – czytelnicy z niecierpliwością oczekują rozwiązań, a kolejna część i jej tajemnice spokojnie czeka na premierę?

Remigiusz Mróz: Po skończeniu pierwszego tomu kusiło mnie, żeby od razu zasiąść do kontynuacji – właściwie zawsze na tym etapie mnie kusi. Buzują jeszcze we mnie emocje, jestem ciekaw dalszego rozwoju fabuły i nie mam dość ani historii, ani bohaterów. To wszystko zmienia się jednak, kiedy zaczynam redagować tekst. Po wielogodzinnym cyzelowaniu każdego zdania, układaniu akapitów, szukaniu właściwego brzmienia czy słowa, mam zazwyczaj dosyć całego materiału i potrzebuję odskoczni. Najlepiej takiej, która wystrzeli mnie gatunkowo jak najdalej od powieści, nad którą skończyłem pracę.

Ekspozycja – czyli pierwszy tom – powstała w marcu i kwietniu 2014 roku, a za Przewieszenie zabrałem się dokładnie rok później. Chciałbym powiedzieć, że przez ten czas porządnie odpocząłem od Forsta, ale nie byłaby do końca prawda, bo przynajmniej raz na dwa tygodnie zastanawiałem się, co poprawić, zmienić i jak ostatecznie ustawić figury na szachownicy drugiego tomu.

 

Remigiusz Mróz opublikował już dziesięć powieści, m.in. historyczny cykl Parabellum, dwa tomy serii o komisarzu Forście czy powieść science-fiction Chór zapomnianych głosów. Kolejne jego książki czekają na wydanie, ale autor pisze dalej – jak sam mówi, po 10-15 stron dziennie.

Fot. Sławomir Mielnik/Wydawnictwo Filia

 

Nie ogranicza się Pan do jednego gatunku – pisał Pan powieści historyczne, science-fiction, sensacje… Podejrzewam, że owe ukończone powieści także są różnorodne. Skąd ten rozmach – czy szuka Pan jeszcze idealnego dla siebie gatunku, czy raczej nie chce popaść w rutynę?

Unikam rutyny, jak tylko mogę, bo z samej definicji jest immanentnym elementem pisania. Jeśli ktoś chce wykonywać ten zawód na poważnie, musi dzień w dzień powtarzać ten sam schemat, w którym konsekwencja i determinacja są dwoma najważniejszymi elementami. Jak ma on wyglądać? To już leży w gestii każdego autora. Ja piszę do rana przez kilka godzin, potem biegam, oglądam serial, piszę znowu, a na koniec dnia czytam. I tak przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku.

Zmiana gatunków to więc pewnego rodzaju ucieczka. Pozwala mi zachować świeżość i dystans wobec tego, co piszę.

Różnorodność gatunkowa to pewnego rodzaju ucieczka. Pozwala zachować świeżość i dystans wobec tego, co piszę

 

Czy, w nawiązaniu do tej różnorodności, wyobraża Pan sobie sytuację, że wydawca mówi: „Czytelnicy uwielbiają Forsta, zamawiam jedną książkę o nim na rok”. Mógłby Pan „zaszufladkować” się z jedną serią kilkunastu-kilkudziesięciu książek, jednym bohaterem, jak Marek Krajewski i Eberhard Mock czy Jo Nesbo i Harry Hole? Czy woli Pan jednak opowiadać zamknięte historie?

Podobnie jak chyba każdy inny autor, nie przywiązuję wielkiej wagi do szufladek – siłą rzeczy nie darzę ich też przesadną sympatią. Dlaczego tak jest? Może ze względu na to, że w jakimś stopniu stanowią one próbę odgórnego ograniczenia wolności twórczej. A może dlatego, że każdy z nas lubi myśleć, iż to, co pisze, wymyka się ramom konkretnego gatunku.

Nie potrafiłbym więc odłożyć na bok wszystkich innych gatunków i dać się zamknąć wyłącznie w jednym. Wszystko sprowadza się do tego, że zarówno w konwencji SF, jak i kryminalnej czy historycznej, tło jest dla mnie tylko… tłem. Chcę przede wszystkim opowiedzieć ciekawą historię. Koniec końców trudno byłoby mi to robić, gdybym wciąż miał to dyspozycji te same narzędzia, tych samych bohaterów.

Bohaterowie przejmują dowodzenie nad fabułą, albo to ona nad nimi – rola pisarza właściwie kurczy się jedynie do protokołowania dziejącej się historii

282715_kf-przewieszenie_606

Czytałem, że nie tworzy Pan konspektów powieści, nie planuje ich uprzednio. Jednak tak złożona forma, jak kryminał, musi kryć za sobą jakiś szkielet – zaskakujące zwroty akcji (jakich w Ekspozycji i Przewieszeniu nie brakuje) i ich konsekwencje muszą być wpisane w większy plan?

Przypuszczam, że rzeczywiście muszą. Najczęściej jednak ten większy plan zmienia się wraz z rozwojem opowieści. Bohaterowie przejmują dowodzenie nad fabułą, albo to ona nad nimi – rola pisarza właściwie kurczy się jedynie do protokołowania dziejącej się historii. Dlatego staram się nie spisywać żadnych planów, nie tworzyć konspektów czy schematów. Powstają one oczywiście samorzutnie w umyśle, ale dopóki nie przyjmą fizycznej formy, mogą się zmieniać tak, jak im się żywnie podoba – nieraz zaskakując autora. A jeśli on będzie zaskoczony, istnieje spore prawdopodobieństwo, że czytelnik także.

 

Pytanie na koniec – czy jest jakiś twórca, dzieło, czy może film, który szczególnie na Pana wpłynął, na którym wzoruje się Pan jako pisarz?

Z pewnością trylogia Stiega Larssona, bo to właśnie po jej zakończeniu cierpiałem na tak przemożnego literackiego kaca, że sam postanowiłem zasiąść do pisania. Podobnie było w przypadku Dallas `63 Stephena Kinga. Do obu tych książek podchodziłem z pewnym dystansem, bo naczytałem się wystarczająco wiele kryminałów, thrillerów i fantastyki, by błędnie sądzić po synopsach, że książki te zasadzają się na ogranych schematach. Podróż w czasie? Panie King, spod pióra tuzów SF wyszło już wszystko na ten temat. Tajemnicze zniknięcie dziewczyny i dziennikarskie śledztwo po latach? To też już gdzieś było. A jednak nie. Obie te książki przewróciły mój czytelniczy świat do góry nogami i kazały samemu usiąść do klawiatury. Ale gdybym miał wymienić wszystkie tytuły, które systematycznie dokładały do tego cegiełki, moglibyśmy rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać…


Poczytaj o „Przewieszeniu”