obrona-b-iext31096544

Perypetie prawnika

Recenzje • Dominik KwaśnikSkomentuj

Eddie Flynn ma problem. Jako adwokat mimo woli rosyjskiego mafiosa ma za zadanie zabić świadka koronnego podczas nadchodzącego procesu. Jeśli tego nie zrobi, zostanie aktywowana bomba, którą nosi na plecach. Sprawę komplikuje fakt, że jeśli Flynn zawiedzie, zginie także jego córka.


Co ważne, w powyższym akapicie nie ma ani jednego spojlera. Akcja książki zaczyna się bowiem od wycelowanego w bohatera pistoletu. Nie ma czasu na zbędne ekspozycje – autor, Steve Cavanagh, od początku spełnia dwa warunki dobrej opowieści: konflikt bohatera (musi on zrobić coś, czego nie chce) i błyskawiczne wprowadzenie w intrygę (nie mamy czasu się zniechęcić). Doprawia ją także sprawdzonym motywem – upływającym czasem. Eddie ma na wykonanie swej misji tylko 48 godzin. Sytuacja bez wyjścia, tykający zegar – to haczyki, na które autor łapie czytelników (dosłownie) od pierwszej strony. I dba, by nie puścić ich już do końca.

obrona-b-iext31096544Oczywiście nie da się nie zauważyć, że elementy, których używa autor w swojej układance, nie są niczym oryginalnym. Różne ich konfiguracje oglądamy w każdym nowym filmie z Liamem Nessonem. Cavanagh stara się jednak uciec od rutyny, zbaczając ze ścieżki czystej sensacji w stronę thrillera sądowego. Sceny na sali sądowej, prawnicze sztuczki Flynna (którymi dąży do wygrania sprawy w mniej wybuchowy sposób, niż wymyślili to Rosjanie) to najlepsze fragmenty książki – wciągają bardziej, niż sceny akcji.

No właśnie, „sztuczki Flynna”. Bohatera poznajemy stopniowo, jego własnymi słowami – autor wykorzystuje bowiem narrację pierwszoosobową. Zabieg to na plus, gdyż dodaje narracji trochę – nie bójmy się tego słowa – literackości. ​Obrona​ nie jest na szczęście złożoną niemal z samych dialogów książką –scenariuszem, jakie nierzadko spotykamy na półkach z literaturą sensacyjną.

Fakt, że poznajemy bohatera w momencie zawiązania akcji ma jednak jeden mankament – otóż jego przeszłość i umiejętności poznajemy „na bieżąco”, przez co niektóre rozwiązania pojawiają się niczym Deus ex machina. Przydałoby się coś niepostrzeżenie zabrać – okazuje się, że Eddie ma taki talent. Przydałaby się czyjaś pomoc – Eddie zna właściwą osobę itd.

Myślę, że w następnych książkach łatwiej będzie przyjąć takie „bieżące rozwiązania”, gdyż będziemy już znali bohatera i jego możliwości. Tak, tak – „następnych książkach”. ​Obrona​ to debiut literacki Steve’a Cavanagha, a pisarz zapewnia na swojej stronie, że zarazem to pierwsza część cyklu o Eddiem Flynnie. Mam nadzieję, że autor przy pisaniu kolejnych książek weźmie przykład ze swojego bohatera-kuglarza i trochę bardziej zabawi się z czytelnikami. Zwroty akcji w książce są, oczywiście, ale mnie, wiernemu czytelnikowi Jeffereya Deavera brakło trochę takich fabularnych przewrotności w jego stylu. A więc – trochę więcej szaleństwa, odważniejszych zwrotów akcji, wkręcania czytelników i następna powieść będzie już w swym gatunku doskonała!