Philip Marlowe – Ostatni sprawieliwy

0
118
Philip Marlowe

14 lutego 1929 roku nie był w Chicago dniem romantycznym. O 10.30 przy North Clark Street doszło do strzelaniny – choć może lepszym określeniem byłaby „egzekucja”. Zginęło siedmiu mężczyzn należących do gangu Bugsa Morana. Szybko stało się jasne, że napastnikami byli ludzie rywalizującego z Moranem Ala Capone, najsłynniejszego gangstera tamtych czasów. Amerykańskie miasta nie były wówczas oazami spokoju.

Podczas gdy po angielskich wioskach uganiali się ultrainteligentni detektywi, grający z mordercą w grę pod tytułem „śledztwo”, Stany Zjednoczone tonęły w odcieniach czerni, których najjaśniejszymi punktami były szarości. Literackim odbiciem kryzysu, bezrobocia i bezprawia stały się melancholijne powieści kryminalne, których bohater stara się choć na chwilę coś naprawić.

Jeden z takich bohaterów to Sam Spade. Jego najsłynniejszym śledztwem było poszukiwanie cennego posążka, Sokoła Maltańskiego. Tego prywatnego detektywa powołał do literackiego życia dawny agent Pinkertona, Dashiell Hammett. To właśnie Hammetta można uważać za twórcę nowego stylu pisania kryminałów. Do tego brutalnego, mrocznego świata wkroczył później inny detektyw, Philip Marlowe.

DETEKTYW I JEGO OJCIEC

Philip Marlowe wyszedł na ulice Los Angeles w 1939 roku. Ten grywający sam z sobą w szachy samotnik, prywatny detektyw, ostatni sprawiedliwy, odwiedzał luksusowe rezydencje bogaczy i podłe speluny, bywał goszczony i więziony. Na swojej drodze spotykał różnych ludzi – skorumpowanych gliniarzy, femme fatale, brutalnych gangsterów. Ta droga nigdy nie była prosta. Marlowe, w przeciwieństwie do swoich kolegów po fachu, nie mógł siąść w fotelu i „ćwiczyć umysłu”. Częściej niż szare komórki, w ruch szły pięści. Taki właśnie ponury los wymyślił dla Marlowe’a jego twórca, Raymond Chandler.

Życie Chandlera też nie było proste. Na pisarstwo postawił, za namową swojej żony Cissy, dopiero w latach trzydziestych, gdy zwolniono go z pracy. Był już wówczas po czterdziestce. Wcześniej imał się różnych zawodów. Pracował w sklepach, był księgowym, dziennikarzem; walczył też na froncie I wojny światowej. Pomysł na zawodowe pisanie nie wziął się jednak znikąd. Gdy mieszkał w Londynie (jako dziecko wyemigrował z rodzinnego Chicago wraz z matką po rozwodzie rodziców), publikował teksty w kilku gazetach. Nie takiej kariery chciała dla niego rodzina – bogaty wuj sponsorował mu studia prawnicze, ale Chandler nie chciał być urzędnikiem.

Na początku lat 30. stał się bezrobotny – trochę przez kryzys, trochę z własnej winy. Nie stronił od kobiet i kieliszka, zdarzało mu się też po prostu nie przychodzić do pracy. Karierę zawodowego pisarza rozpoczął od publikacji opowiadań w pismach detektywistycznych. W 1933 roku w magazynie Black Mask ukazał się tekst Szantażyści nie strzelają. Marlowe’a objawił światu sześć lat później w Głębokim śnie. Ta postać towarzyszyła pisarzowi aż do śmierci w 1959 roku. Ostatni raz Marlowe pojawił się w Tajemnicach Podle Spring. Schorowany pisarz nie zdążył już dokończyć tej powieści – zrobił to za niego Robert Parker w 1989 roku.

PONURE ŚLEDZTWA I CHWILOWY TRIUMF

Zasadnicza różnica między klasyczną powieścią detektywistyczną a czarnym kryminałem to przedstawienie świata i roli zbrodni w tym świecie. W skrócie można powiedzieć, że czarny kryminał z całym swoim pesymizmem jest… realistyczny. Celem detektywa nie jest przywrócenie pierwotnego stanu równowagi w miłym miejscu, wyjątkowo tylko skalanym przez zbrodnię. To raczej beznadziejna harówka, której efektem jest szybko ginący w mroku krótkotrwały rozbłysk światła. Chwilowy triumf.

Inspirujący się Hammetem Chandler wprowadził do kryminału nową jakość. Chodzi tu głównie o jakość stylu pisania. Nagle zaczął liczyć się opis, tło wydarzeń, psychologia. Znalazło się także miejsce na refleksję. Zagadka zeszła na dalszy plan. Była ważna jako element fabuły, ale nie stanowiła, jak w powieści detektywistycznej, wartości samej w sobie.

Jak wyglądało rozwiązywanie spraw przez Philipa Marlowe’a? Czekał (sam, nie zatrudniał sekretarki) na klientów w małym biurze na 6. piętrze biurowca, gdzie trzymał na podorędziu butelkę mocniejszego trunku. Każde zlecenie wydawało się proste: a to odnaleźć zaginionego brata albo jakąś zagubioną cenną rzecz, albo pośredniczyć w negocjacjach… Na pierwszy rzut oka rutyna dla prywatnego detektywa z doświadczeniem w pracy policyjnej. Zawsze jednak to początkowe zlecenie stawało się preludium głębszej historii. Sprawę komplikuje pojawienie się trupa (albo trupów), spotkanie kobiety lub – w gorszym przypadku – niesympatycznych gangsterów. Fabuła jest wielopoziomowa. Od pierwszej zagadki przechodzimy do kolejnej, śledztwu towarzyszy wiele pomniejszych przestępstw – nikogo nie dziwi wszechobecna korupcja czy prosta brutalność. Nie znajdziemy tu szufladek „dobro-zło”, Marlowe tak naprawdę nigdy nie wie, komu może ufać, a komu nie. Najlepiej nie ufać nikomu, a już na pewno nie tajemniczym pięknym kobietom – femme fatale.

SŁAWNY FAN

Jednym z najbardziej znanych miłośników prozy Raymonda Chandlera był Ian Fleming, twórca Jamesa Bonda. Pisarze spotkali się w 1958 roku i odbyli przy drinku rozmowę o swojej twórczości, bohaterach i ich przeciwnikach. Konwersacja została nagrana przez radio BBC. Jest to prawdopodobnie jedyne istniejące nagranie głosu Chandlera.

Żyjąc w takim świecie Marlowe stał się zgorzkniałym cynikiem, przynajmniej z pozoru. Wewnątrz to wciąż wrażliwy gość, ostatni sprawiedliwy, który szuka winnego nawet wtedy, gdy delikatnie wyperswaduje mu to policja, czy – dosadniej – gangsterzy.

Faktem jest, że kłopoty to jego specjalność. Nieraz zostaje pobity, uwięziony, nawet torturowany. Zawsze jednak wychodzi z opresji obronną ręką, nie porzuca obranej drogi, a dodatkowo znajduje ciętą ripostę na każdą okazję. Ponury humor, ironiczna pierwszoosobowa narracja Marlowa – po tym można poznać powieści Chandlera.

CHLUBA HOLLYWOODU I SMUTNE ZAKOŃCZENIE

Chandler nie napisał tak naprawdę wiele książek – Marlowe pojawił się w zaledwie ośmiu (siedmiu plus jednej niedokończonej). Autor znany był jednak także z publicystyki. Był autorem m.in. słynnego eseju znanego u nas jako Skromna sztuka pisania powieści kryminalnych (dosłowne tłumaczenie tytułu to Prosta sztuka zabijania). Po osiągnięciu sukcesu prozatorskiego parol na jego usługi zagięło Hollywood. Chandler zajął się tworzeniem scenariuszy filmowych.

Pisał dla studia Paramount. Był autorem m.in. Podwójnego ubezpieczenia (kłócił się niemiłosiernie ze współautorem, Billym Wilderem) czy Błękitnej Dalii. Jego Nieznajomych z pociągu sfilmował sam Alfred Hitchcock. Chandler był dwukrotnie nominowany do Oscara, statuetki jednak nie zdobył.

Gdy on pisał scenariusze, inni filmowali jego powieści. Chyba najsłynniejszą ekranizacją jest Wielki Sen z 1946, którego współscenarzystą był sam William Faulkner, a Marlowe’a zagrał Humphrey Bogart (wcześniej był też Samem Spadem w Sokole maltańskim). Jego wizerunek w prochowcu i kapeluszu stał się niemal ikonicznym przedstawieniem kryminału noir.

Detektyw miał coś ze swojego twórcy – zamiłowanie do palenia fajki, niestety też do kieliszka. Alkoholizm i depresja Chandlera pogłębiły się po śmierci jego żony, sporo od niego starszej Cissy. Stało się to w 1954, zaledwie rok wcześniej pisarz opublikował swą bodaj najlepszą powieść – Długie pożegnanie.

Będący w depresji autor podjął nieudaną próbę samobójczą, stał się częstym gościem szpitali. Umarł w 1959 roku. Na pogrzeb przyszło tylko kilkanaście osób. Los Angeles upamiętniło jednak swojego wybitnego mieszkańca. Imieniem Chandlera nazwano plac w pobliżu miejsca, w którym pisarz umiejscowił biuro Philipa Marlowe’a.

JEST NADZIEJA

Raymonda Chandlera trzeba zapamiętać jako człowieka, który zakotwiczył literacką zbrodnię w realnym świecie, czym uszlachetnił gatunek powieści kryminalnej. Ale było też coś więcej. Jego książki dawały trochę nadziei czytelnikom, którzy na ten mroczny świat spoglądali przez okna swoich domów. Nadziei? Skorumpowana policja, bezkarni gangsterzy, strzały w biały dzień… Gdzie tu nadzieja? Uosabia ją Marlowe. Marlowe ze swym ironicznym uśmiechem i kodeksem honorowym. Żaden superbohater. Człowiek z krwi i kości, który dostanie w szczękę, ale się podniesie i uparcie będzie szedł do końca obranej ścieżki. I zawsze na końcu wygra.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here