„Poszłem” już poprawne?

0
20
poszłem

Jakiś czas temu powszechną radość wzbudzał mejl pewnego systemu pośredniczącego w e-płatnościach, który zachwalał swoje legendarne bezpieczeństwo. Internauci natychmiast wyczuli ową zabawną „przesadność” i zaśmiewali się, czy ktoś doświadczył owej legendy. A wystarczyło zmienić jeden przymiotnik na inny. Ot, choćby niezrównane czy doskonałe. Albo pełne czy całkowite. Nawet jeśli bezpieczeństwo owego systemu takie nie jest, na pewno nie wzbudziłoby aż takiej fali docinków i żartów.

A może właśnie o to chodziło?

Już powyższy krótki akapit daje pretekst do wielu językowych debat. Spolszczona forma mejl czy angielskie mail? Napisać e-płatności czy zaryzykować powtórzenie formą internetowe z rozpoczynającymi następne zdanie internautami? Wybrać swojską przesadę czy bawić się w innowacje z przesadnością? Zdecydować się na wtrącenie nawiasowe ze slangiem graczy, ulegając chęci pokazania, jakiej grupy środowiskowej jest się członkiem? 

Komukolwiek nieobce są takie refleksje (rzecz jasna, nie non stop – bo chyba wtedy nikt z nas nic by nie napisał) – powinien jak najszybciej zaopatrzyć się w książkę Wszystko zależy od przyimka. Nie będę tym razem usilnie kreatyzować, eufemizmować czy stosować marketingu szeptanego (zwłaszcza, że leksyka z tej branży niezbyt mi znana), tylko powtórzę: rozmowy profesorskiego tria – Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski i Jan Miodek – prowadzone przez Jerzego Sosnowskiego to absolutne must have poprawnościowych nerdów aka polonistów, redaktorów, gramatycznych nazistów… I tak dalej.

Żyję z błędów innych ludzi

Są kulturystami ćwiczącymi układanie stosów z listami wyrażającymi zaniepokojenie kondycją języka polskiego. Podczas spotkania promocyjnego książki Jerzy Sosnowski zapytał półżartem, czy cieszy ich, gdy znajdują błąd. Podobnie można zapytać korektorską brać: przecież żyje ona z „innowacji funkcjonalnie nieuzasadnionych” innych ludzi. Profesorom daleko jest do postawy „pełnego satysfakcji wytykania błędów zwykłym śmiertelnikom” (cechująca niektórych pierwszorocznych studentów filologii polskiego po kursie kultury języka). Niektóre usterki irytują bardziej (prof. Miodka obecnie szczególnie razi brak wyczucia stylistycznego), inne trzeba w jakimś stopniu przynajmniej zaakceptować (tu prof. Bralczyk mówił o zapożyczeniu public relations i braku jego zgrabnego spolszczenia – chyba że podoba się wam poprawa reputacji). 

Dziewczyneczki, etyczki i loszki

O jakich językach polskich rozmawiają profesorowie we Wszystko zależy od przyimka? Książka rozpoczyna się rozważaniami o polszczyźnie internetowej (zabrakło mi uwag o tym, jaki jest język na portalach społecznościowych czy na blogach), kolejne dyskusje dotyczą tematów często powracających w kontekście poprawności językowej: wulgaryzmy (czy są nadużywane i w ogóle po co są), gwara młodzieżowa, odmiana nazwisk, język reklamy czy żeńskie formy (o psychologiczkach i szpieżkach). Znajdzie się też rozdział dla osób poszukujących odpowiedzi na pytanie: jak żyć i uczyć języka polskiego? Ze zjawisk bardzo-na-czasie: polityczna poprawność (Murzyni, Żydzi i homiki), język nienawiści oraz ten straszny gender. Zakończenie bardzo szeleszczące, bo o tym, za co kochamy naszą polszczyznę (a na co pomstują uczący się jej obcokrajowcy). 

Tekst zaczął się od poszłem i na nim skończy. Prof. Markowski usłyszał kiedyś, jakoby prof. Miodek twierdził, że można użyć tej formy, kiedy ktoś udał się gdzieś blisko, a poszedłem – daleko. Oficjalnie zainteresowani dementują tę pogłoskę.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here