W pewnej norze ziemnej

0
65
hobbit

J. R. R. Tolkien pracował na stanowisku profesora języka staroangielskiego w Oksfordzie od 1925 roku – wtedy też zaczął pisać Hobbita, którego większa część powstała w ciągu siedmiu lat. Maszynopis kończył się w momencie śmierci smoka Smauga i w takiej wersji przeczytała go absolwentka Oksfordu, Susan Dagnall, pracująca w tym czasie dla wydawnictwa Allen & Unwin. W 1936 roku, zaledwie dwa dni po wysłaniu ukończonego maszynopisu do wydawnictwa, jego założyciel i prezes Stanley Unwin odpowiedział Tolkienowi, podkreślając swoje wielkie zainteresowanie książką. Wystarczyło tylko poczekać na dodatkowe ilustracje samego profesora, zaakceptować jego dość nagłe i liczne poprawki, ustalić termin publikacji najkorzystniejszy dla akademickiego kalendarza i pierwsza książka Tolkiena mogła iść do druku.

ILUSTRACJE

Profesor sam tworzył ilustracje do Hobbita. Nie uważał ich za wystarczająco dobre, by tam się znalazły, wolał, by zajęli się tym profesjonaliści – jednak wydawnictwo nalegało. Pierwsze wydanie książki zawierało czarno-białe ilustracje, wydania kolejne (tak samo jak pierwsze amerykańskie) były już w kolorze. Tolkien, przy okazji wydania amerykańskiego, postawił w liście weto wobec wszystkiego, co pochodzi ze studia Disneya, którego produktów, jak przyznał, szczerze nie znosił.

NIESPODZIEWANY SUKCES

Wydany we wrześniu 1937 roku Hobbit odniósł ogromny sukces: cały nakład 1500 książek został sprzedany w grudniu. Entuzjastyczne recenzje mówiły o jednej z najlepszych opowieści dla dzieci, z jaką można było się zetknąć od dłuższego czasu i o tym, że niewielu pisarzy potrafi ugruntować swoją pozycję zaledwie jedną publikacją. Sam Tolkien był zaskoczony tym sukcesem, a wręcz zaniepokojony tym, że czytelnicy i wydawnictwo zaczęli domagać się kontynuacji opowieści o hobbitach. Twierdził on, że wszystkie swoje najlepsze pomysły o małych ludziach z owłosionymi stopami już wykorzystał i nie miał pojęcia, o czym mógłby dalej pisać. Zresztą, profesorowi bardziej zależało na wydaniu materiałów, składających się dziś na Silmarillion, a temat Bagginsów i Tuków uważał za wyczerpany.

ZMIANA WERSJI

Najwięcej problemów przy pisaniu kontynuacji Hobbita sprawiło połączenie opowieści dla dzieci z o wiele poważniejszym dziełem, jakim był Władca Pierścieni. Pomostem między dwoma opowieściami stał się znaleziony przypadkiem przedmiot, który okazał się Jedynym Pierścieniem. Tolkien zmienił rozdział Hobbita pod tytułem Zagadki w ciemnościach, aby ukazać destrukcyjną moc Jedynego: Gollum nie oddaje swojego skarbu Bagginsowi po przegranej w grze. Bilbo znajduje pierścień (według wersji Golluma: kradnie go) i wcale nie chce oddać go właścicielowi, powoli pochłaniany mocą niegroźnie wyglądającej błyskotki.

HOBBIT JACKSONA

Film Petera Jacksona zdecydowanie lepiej oddaje klimat tej drugiej, późniejszej wersji Hobbita, a scena z Gollumem wyraźnie pokazuje mroczną moc, jakiej może ulec właściciel Pierścienia. Został też wzbogacony o kilka smaczków dla fanów. Opinie o jednej z najbardziej wyczekiwanych tegorocznych premier są podzielone: a to 48 klatek na sekundę sprawia, że film wygląda jak brazylijska telenowela, a to akcja za długo się rozwija, a to Gandalf za często ratuje sytuację, a to film zrobiono tylko dla pieniędzy, stąd trzy części… Przyznam, że 48 klatek mnie męczyło (choć większość ludzi, z którymi rozmawiałam, nie zauważyła różnicy), jednak z pozostałymi argumentami się nie zgadzam. Gandalf miał taką rolę w książce, a Jackson i tak ją rozwinął: przecież czarodziej sam przyznaje, że się boi! Wolno rozkręcająca się akcja jest zaletą, którą niewielu ludzi potrafi docenić: niepotrzebnie przyzwyczailiśmy się do produkcji, gdzie wszystko leci na łeb, na szyję, wpada główny bohater, zabija wszystkich, gotowe, popcorn zjedzony, idziemy do domu. W tego typu filmach fantasy przecież nie chodzi o akcję, tylko o stworzenie świata, w którym możemy zapomnieć o codzienności. Jackson doskonale to rozumie. Jedno jest pewne: trudno nazwać jego film bajką dla dzieci.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here