Erynie

.

Nie będzie prze­sadą, jeżeli napiszę, że była to jedna z naj­bar­dziej oczekiwanych książek tego roku. Nowy kryminał Krajew­skiego – hasło, na które żywo zareaguje każdy miłośnik tego gatunku. Erynie gosz­czą na pół­kach już od maja, od tego czasu pojawiło się o nich wiele sprzecz­nych opinii. Są i pochwały, i nagany.  Czy Marek Krajew­ski – nazywany Mistrzem pol­skiego kryminału –  sprostał grec­kim boginiom?

Lifting twór­czo­ści

We wcześniej­szej serii o Eber­har­dzie Mocku miej­scem akcji był przed­wojenny Wrocław. Miasto stało się – obok specyficz­nego detek­tywa – znakiem roz­poznaw­czym książek Marka Krajew­skiego. Jed­nak Erynie prze­niosą nas do przed­wojen­nego Lwowa. Ta zmiana nie podobała się nie­którym fanom już przy okazji premiery Głowy Minotaura. Tym­czasem Lwów Krajew­skiego jest mroczny, pociągający i realny; sam autor tłumaczy zmianę miej­sca liftin­giem swojej twór­czo­ści, co bez­sprzecz­nie wyszło na korzyść powieści.

Roszady nastąpiły nie tylko na grun­cie geo­przestrzen­nym: niejaki Edward Popiel­ski, komisarz (a z wykształ­cenia filolog klasyczny i matematyk) który zastąpił zasłużonego Mocka na stanowisku głów­nego bohatera. Dodat­kowo jest on typowym sybarytą, cier­piącym na epilep­sję, ale też oczytanym w starożyt­nych pismach erudytą, o prze­nikliwym umyśle i odwadze, jakiej nie powstydziłby się sam Herakles. Czy to wystar­czy do walki z Boginiami Zemsty?

Jesteśmy ponurymi dziećmi nocy, zwą nas w pod­ziemiu boginiami zemsty”

Zemsta – to słowo na pewno nie będzie obce rodzinie Henia Pytki, zamor­dowanego chłop­czyka. Rany kłute na ciele  dziecka wyglądają jakby ktoś chciał z niego utoczyć krwi. Natych­miast pojawiają się pogłoski o rytual­nych mor­dach dokonywanych przez Żydów. Lwów wrze. Boginie zemsty zaczynają krążyć… To sprawa dla jed­nego człowieka – Edwarda Popielskiego.

Tym­czasem legen­darny komisarz, obrońca uciśnionych, paladyn światło­ści i straż­nik sprawiedliwo­ści… nie chce prowadzić śledz­twa. Zamierza odejść na emeryturę. Zanim jed­nak podanie z prośbą o zwol­nienie ze służby wyląduje na biurku szefa, Popiel­ski opracuje cały plan działania. Zawrze umowę z królem gang­sterów, wymusi na pew­nym alkoholiku piel­grzymkę na Jasną Górę, by wresz­cie odbyć walkę z kryminalistą Antolem Małec­kim w jego złodziej­skiej  chawirze¹. A to dopiero początek całej historii!

Edward Popiel­ski, choć ma wiele cech wspól­nych z Moc­kiem (skłon­no­ści do uciech cielesnych czy alkoholu), to bohater godny zapamiętania. Z jed­nej strony jest bez­litosnym gliną, z drugiej uczuciowym ojcem i dziad­kiem. Mroczne sceny śledz­twa prze­platają się z  ciepłem ogniska domowego familii Popiel­skich (wnuczek Jerzyk jest doskonały). Do tego lubi roz­wiązywanie zawiłych  łaciń­skich kon­struk­cji, zmieniać co jakiś czas styl życia z hedonistycz­nego na ascetyczny (i odwrot­nie), a także wywołać na sobie atak epilep­tyczny (gdyż ma wtedy wizje pomagające śledztwu).

Pan kumisarz mówi, że to on, no to ja gu zamuglił. I tyli”

Pod­czas lek­tury Erynii warto mieć przy sobie słow­nik gwary lwow­skiej: „Cuzamen do kupy trzech”, „Kiedyś robili u jid­negu szmaj­gełesa(…) hary troszku popili”, „Rych­tyk, szanowny paniga”…  to tylko nie­które z przy­kladów. Odszyfrowywanie znaczeń może być nie­złą frajdą. Dla tych, którzy nie­koniecz­nie mają ochotę na zapoznawanie się z gwarą, uspokajam – takich dialek­tal­nych wstawek nie jest wiele, w sam raz, aby odczuć swoisty przed­wojenny, lwow­ski klimat i jed­nocześnie zro­zumieć bez problemu treść.

Jeżeli mam na coś joj­kać², to z kwestii typograficz­nych będzie to czcionka, która męczy oczy. Nocą, kiedy siadamy do książki przy lampce, literki będą skakać po papierze niczym rosyj­scy akrobaci. A z cieszących oko drob­nostek: warto zwrócić uwagę na eleganc­kie wyróż­nione kolej­nych roz­działów za pomocą cytatów m.in. z Eumenid Ajschylosa (za doskonały dobór uznanie dla Krajewskiego).

Lwów przed­wojenny, Wrocław współczesny

Marek Krajew­ski zaser­wował nam wyraziste postacie, akcję trzymającą w napięciu i zapadające w pamięć zakoń­czenie. Dla tęsk­niących za miastem Eber­harda Mocka – Erynie zaczynają się i koń­czą zdarzeniami we współ­czesnym Wrocławiu. Prolog i epilog zgrab­nie się łączą i wywołują nie­małe zdumienie, gdy odkryjemy, że…

Nie­którzy uważają Erynie za schematyczne i wła­ściwie nie wnoszące niczego nowego do twór­czo­ści ich autora. Po czę­ści to prawda: nie ma rewolucji, ale jest to „stary, dobry Krajew­ski”, który wciąga od pierw­szej do ostat­niej strony. Kto polubił Mocka – Popiel­skim się nie roz­czaruje. Kto wcześniej­szych tomów Krajew­skiego nie trawił – nie strawi i Erynii. Mistrz pol­skiego kryminału pokonał grec­kie boginie zemsty!

ocena4

Czytać – na zicher³!

Marek Krajew­ski
Erynie
(szczegółowe infor­macje)
(Krajew­ski czyta frag­ment książki)
(Krajew­ski opowiada o Eryniach)


Po więcej przy­kładów gwary lwow­skiej zapraszamy tutaj:

http://​www​.ulicel​wowa​.webpark​.pl/​g​w​a​r​a​.​htm

¹Chawira – z gwary lwow­skiej: mieszkanie

²Joj­kac – z gwary lwow­skiej: narzekać

³Na zicher – z gwary lwow­skiej: na pewno

Ostrze

Ostrze… czyli co?

Czym jest Ostrze? Kryminałem? Ale mor­dercę poznajemy znacz­nie wcześniej niż na końcu. Powie­ścią historyczną? Nie jesteśmy w stanie określić precyzyj­nie ani czasu, ani miej­sca, o realizmie postaci nie wspominając. To może fan­tastyką, bo prze­cież pojawia się motyw pak­towania z szatanem  i korzystania z jego mocy? Kolejny strzał w poprzeczkę.

Czym więc jest naj­now­sza książka rysow­nika, dzien­nikarza – i oczywi­ście pisarza – Rafała Kotomskiego?

Odpowiedzi udzieli nam sam autor: „Jest to powieść grozy”. Dobrze, mamy się więc spo­dziewać dresz­czyku pod­czas lek­tury, mrocz­nej aury i odpowied­niej nar­racji, a wśród galerii postaci powinien znaleźć się jakiś wyjąt­kowo zły, zły i jesz­cze raz demoniczny bohater. Jak to zostało (czy w ogóle zostało?) zrealizowane w historii opowiedzianej przez Rafała Kotomskiego?

Ostrze… to znaczy karty – na stół!

Śmierć (nie­do­szła) jest początkiem

Zdrowy na ciele i umyśle, w pełni świadomy praw, nadanych mi przez Naj­wyż­szego, a potwier­dzonych przez ludzi, ja – Ludwik Fryderyk Mer­can­tor – zapisuję wszystko, co posiadam na rzecz schroniska dla sierot i szpitala dla ubogich pod wezwaniem świętego Jerzego w książęcym mie­ście C.”

Pierw­szy akapit pierw­szego roz­działu. Mer­can­tor, główny bohater naszej historii, do końca zdrowy na umyśle z pew­no­ścią nie jest, skoro pisze testament, i planuje samobój­stwo. O jego smut­nym zamiarze wie tylko wierna towarzyszka życia (wrona Ultima). Życie go roz­czarowało, pieniądze ani status szlach­cica nie cieszą; poważanie w mie­ście C. posiada, ale to dla niego za mało. Już zakłada pętlę na szyję, gdy… przy­chodzi ukojenie w postaci śmierci.

Śmierci dwóch sierot ze schroniska, które jest prowadzone przez znajome zakonnice.

W ostat­niej dosłow­nie chwili Ludwik zostaje powiadomiony o iście bestial­skim mor­dzie (celowo nie podaję szczegółów) na nie­win­nych dziew­czyn­kach. W błyskawicz­nym tem­pie Mer­can­tor prze­chodzi Kathar­sis i składa heroiczne postanowienie odnalezienia i ukarania zbrodniarza.

Zaczyna się interesująco. Potem będzie już tylko lepiej.

Dewianci, piękna aktorka, życiowy filozof i znikająca zakonnica

Naj­więk­szym atutem Ostrza są postacie. Nie­spodzianką może okazać się, że naj­słab­szą z nich jest nasz heros – Mer­can­tor. Ma szlachetne inten­cje i czyste serce, jest waleczny, ale przy pozostałych po prostu nudny. Bohaterowie drugoplanowi i poboczni: matka prze­łożona prowadząca sierociniec (bez­sprzecz­nie moja faworytka), dok­tor Zand czy filozof Mon­talba – to sama przyjem­ność poznać tych pań­stwa razem z ich mrocz­nymi sekretami i frapującą przeszłością.

Ale, ale – skoro o mroku mowa, to nie można pominąć Głów­nego Złego, który z pew­no­ścią nie znalazłby się w gronie zdobyw­ców Słoneczka Pol­satu. Ciężko powiedzieć o nim więcej, nie zdradzając doskonałej fabuły, dlatego dodam tylko, że od chwili jego pojawienia doznajemy uczucia ter­roru i znisz­czenia, a w ostat­nich roz­działach jesteśmy nimi dosłow­nie przy­tłoczeni. Co daje w ogól­nym roz­rachunku kolejny plus na konto Ostrza.

Gdzie my jesteśmy? Którędy do domu?!

Rafał Kotom­ski nie planował chyba nigdy kariery prze­wod­nika dla turystów, bowiem skąpi nam na opisie i historii miast czy innych obiek­tów. Wcale to jed­nak nie prze­szkadza w odbiorze, czasem tylko nasuwa się pytanie: Dobra, ale gdzie to wszystko się dzieje? I kiedy? Naj­bar­dziej praw­dopodobna odpowiedź to: osiem­nastowieczne Włochy. Ale dane nam też jest ujrzeć egzekucję w stylu iście średniowiecz­nym, zaś atmos­fera nie­kiedy przy­wołuje skojarzenia z czasami wcześniej­szymi niż wiek oświecenia. Zain­teresowanie filozofią racjonalizmu Mon­talby z kolei pasuje do osiem­nastowiecz­nych tradycji. Można się nad tym roz­wodzić, ale nie trzeba, bowiem – jak już wspo­mniałam – absolut­nie nie­pew­ność ta nie razi pod­czas pochłaniania kolej­nych przy­gód Mer­can­tora w pogodni za mordercą.

Co nie znaczy, że powieść wypeł­niona jest po brzegi wyłącz­nie dialogami i akcją. Nie zabrak­nie mrożących krew w żyłach (szczegól­nie cenne w tak upal­nym lipcu…) opisów zam­ków, pobojowisk po bitwie usianych trupami czy klasycz­nych karczm rodem z fantasy.

Na zakoń­czenie: G jak Groza

Często recen­zenci zaczynają swoje tek­sty od opisania wrażeń, jakie wywołała na nich książka w pierw­szej chwili za pomocą okładki. W moim przy­padku było tak: dostaję Ostrze („bo to takie Twoje klimaty”), widzę człowieka odzianego w płaszcz koloru rdzy, dzier­żącego prze­pięk­nie i mister­nie wykonany sztylet. Myślę: Inkwizytor? Asasyn? Mniej­sza z tym, pew­nie groza bijąca z ilustracji znik­nie po paru stronach książki. Nie znik­nęła. Jakże miłe zaskoczenie!

Powieść grozy jest to klasyczna. Przy­wodzi na myśl gotyc­kie powie­ści z prze­łomu XVIII/XIX wieku (Wal­pole, Lewis czy rodzimy Krasiń­ski), osobi­ście nasuwały mi się rów­nież skojarzenia z Rękopisem znalezionym w Saragos­sie pod względem budowy napięcia. Współ­cześnie za Mistrza Grozy uważa się naj­czę­ściej Stephena Kinga. Czy Rafał Kotom­ski ma szansę stać się naszym pol­skim Królem? Póki co szanse ma duże (choć kon­kuren­cja nie śpi). Polecam Ostrze każ­demu, kto lubi historyzm, motywy fan­tastyczne, kryminały i eks­perymen­talne łączenie gatun­ków. Teraz czekamy na kolejne przy­gody Ludwika Fer­dynanda Mer­can­tora, bo to dopiero pierw­sza część planowanej trylogii!

ocena4.5

Gatun­kowy kok­tajl Mołotowa

Rafał Kotom­ski
Ostrze
(szczegółowe infor­macje)


Mydlenie oczu

Chur­chil­liada, zwierzęta leśne zakładające spół­dziel­nię produk­cyjną, „patriotyczna giełda”, pod­ręcz­nik do  nauczania naj­młod­szych napisany przez człowieka resocjalizującego prze­stęp­ców, Związek Młodzieży Socjalistycz­nej z Fabryki Samo­chodów śpiewający Bogurodzicę… Komunistycz­nym władzom wyobraźni nie brakowało, kiedy chodziło o propagandę. Przejaskrawienia i sztucz­no­ści także.

Każdy z nas zna zapewne kogoś twier­dzącego, że nie znosi historii. Trauma ta jest naj­czę­ściej wynikiem przy­krych szkol­nych doświad­czeń związanych – na przy­kład – ze zbyt wymagającym nauczycielem prowadzącym ów przed­miot, tudzież kolosal­nymi pod­ręcz­nikami napisanymi językiem zgoła kosmicz­nym. Jak pokazać takim osobom, że prze­szłość może być bar­dziej wciągająca niż niejedna współ­czesna powieść fan­tastyczna?

Mydlenie Oczu Piotra Osęki z pew­no­ścią pomoże prze­łamać pierw­sze „historyczne” lody.

Książka jest zbiorem artykułów publikowanych w latach 2001–2009 na łamach m.in. „New­sweeka”, „Wprost” i „Focus Historii”, podzielonym dodat­kowo na roz­działy o wiele mówiących tytułach tytułach, takich jak: Wrogowie, Bohaterowie, Kłam­stwa… Więk­szość z nich dotyczy propagandy w okresie PRL, pojawiają się rów­nież tek­sty o tym zjawisku w dwudziestoleciu międzywojennym.

Piotr Osęka jest historykiem z zamiłowania, co widać w jego artykułach. Zamiast bom­bar­dować datami, statystykami i suchym myśleniem przyczynowo-skutkowym, opowiada – często z humorem – o tym, jak władza w PRL  próbowała „nastawić obywatela na poprawny tok myślenia”. Indok­trynacja zaczynała się już w przed­szkolu, gdzie pod­czas zabaw choin­kowych naj­młodsi wysłuchiwali bajki pt. Lenin wśród dzieci:

Wokół przy­strojonego drzewka powstało taneczne koło. Lenin sam wśród dzieci bawi się zachwycony, zagradza drogę kot­kowi, ułatwia ucieczkę myszce. Dzieci zro­zumiały, że Lenin, którego widziały po raz pierw­szy, jest ich naj­więk­szym przyjacielem i towarzyszem. Dzieci odłączyły się od dorosłych i poszły wraz z Leninem na her­batkę; nakładały mu kon­fitury, każde chciało sprawić mu przyjemność.

Nie spo­sób nie uśmiechać się pod­czas lek­tury, gdy dowiadujemy się, jak pod­czas pochodów pierw­szomajowych runęło podium ze stojącymi na nim przy­wód­cami par­tyj­nymi lub wyobrażając sobie Miodowicza wygrażającego Wałęsie, że „zrobi z niego marmoladę”.

Osęka zwraca rów­nież uwagę na draż­liwe kwestie. Pisze o zacieraniu prawdy o zamor­dowanych pol­skich oficerach przez NKWD w Mied­noje, Piatichat­kach i Katyniu czy przed­stawianiu Oświęcimia jako miej­sca ludobój­stwa Polaków (pomijając Żydów) jako elementu ówczesnej machiny propagan­dowej.. Czytel­nik może dzięki temu wyraź­nie zobaczyć, że władza nie wahała się przed niczym, byle tylko stworzyć  wybielony obraz socjalizmu i rzekomej przyjaźni polsko-radzieckiej.

Miłośników kryminałów szczegól­nie zain­teresuje tekst Mor­derca pali Pall Malle, w którym znajdą zasady kon­struowania „powie­ści milicyj­nych” w PRL-u. Dzięki pew­nym charak­terystycz­nym znakom, można było roz­poznać mor­dercę w zasadzie po kilku zdaniach. Jakie to znaki? Odpowiedź w Mydleniu oczu.

Brakowało mi ilustracji: w publikacjach tego typu są częstym dodat­kiem. Na pewno zdjęcia z pochodu pierw­szomajowego czy pocz­tówek z Pił­sud­skim (które mają swój osobny artykuł w książce) uświet­niłyby Mydlenie oczu. Nie­mniej, wciąż jest to lek­tura wciągająca, którą pochłoniemy błyskawicz­nie i będziemy wracać do ulubionych fragmentów.

Jako pasjonatka-amatorka historii Pol­ski z czystym sumieniem polecam ten zbiór artykułów. Szczegól­nie tym, którzy wciąż uważają, że poznawanie prze­szło­ści nie jest porywające…

ocena4

Ocena bez mydlenia Piotr Osęka Mydlenie oczu (szczegółowe infor­macje)

Spotkanie z Desperado!

Miłośnikom jazzu nie trzeba przed­stawiać Tomasza Stańki, powszech­nie uważanego za jed­nego z naj­lep­szych trębaczy jaz­zowych na świecie. Teraz możecie poznać tego wspaniałego kom­pozytora nie tylko dzięki jego fenomenal­nym utworom, lecz także czytając jego autobiografię Desperado, wydaną nakładem Wydanic­twa Literackiego!

Co więcej, już w naj­bliż­szy czwar­tek,  10 czerwca o 18:00 Tomasz Stanko i Rafał Księżyk spo­tkają się z miłośnikami dobrej książki i dobrej muzyki w Empiku Junior w War­szawie (ul. Mar­szał­kow­ska 116/122).

Obec­ność dla fanów Stańki -  obowiązkowa!

Książkowo i jazzowo

Ledwo ochłonęliśmy po Międzynarodowych Tar­gach Książki, a już jutro na Mariensz­tacie roz­pocz­nie się War­szaw­ski Kier­masz Książki i Prasy.

Przez dwa dni zaprezen­tuje się 65 wydaw­nictw, rów­nież wiele antykwariatów przed­stawi swoje ofety. Organizatorzy przy­gotowali wiele atrak­cji: spo­tkania z autorami i ilustratorami (wśród nich Józef Wil­koń), spek­takl baletowy, warsz­taty plastyczne i literac­kie to tylko nie­które z nich. Nie zabrak­nie rów­nież muzycz­nej oprawy: wystąpi kwad­tet jaz­zowy ze Szkoły Muzycz­nej im. Fryderyka Chopina, planowany jest także kon­cert Włodzimieża Paw­lika, jaz­zowego komp­zytora i pianisty. A to tylko garść nie­spodzianek, które czekają na Was.

Przy­pominamy: War­szaw­ski Kier­masz Książki i Prasy — 29 i 30 maja, Rynek Mariensz­tacki. Od 10.00 do 18.00. Wstęp wolny!

Cykl „Reporter kryminalny”

„Wielu dzien­nikarzy wściekało się na mnie i zastanawiało się, w jaki spo­sób przej­mowałem wszyst­kie ciekawe sprawy. Ale mnie do dziś obowiązuje tajem­nica dotycząca źródeł moich repor­taży” – enig­matyczne słowa Krzysz­tofa Kąkolew­skiego ze wstępu do cyklu Repor­ter kryminalny intrygują i zachęcają do zgłębienia dal­szej czę­ści książki. Cóż to za „ciekawe sprawy”? W jaki spo­sób trafiły do zbiorów Książę oszustówUmarli jeż­dżą bez biletu?

Wła­ściwie stało się to przez… Gomułkę, a dokład­nie przez zwrot polityczny w 1958 r., czyli po pol­skim Paź­dzier­niku. Krzysz­tof Kąkolew­ski był zmuszony szukać nowego miej­sca pracy po likwidacji „Sztan­daru Młodych” i „Po prostu” przez towarzysza Wiesława. W ten spo­sób młody repor­ter trafił do „Kuriera Pol­skiego” i roz­począł współ­pracę ze ze służbą kryminalną. Kąkolew­skiemu udała się sztuka nie­mal magiczna: relacje inspek­torów, raporty MO i suche administracyjne notatki zmieniał w trzymające w napięciu opowiadania. Pod­kreślmy: opowiadania, które bazują na faktach.

Wyobraź sobie, drogi Czytel­niku, że wraca do Twojego domu zaginiony członek rodziny, od którego nie miałeś wie­ści przez kil­kana­ście lat. Chociaż fizycz­nie zmienił się nie do poznania, potrafi przy­wołać takie fakty i drob­nostki z waszego życia, że nie masz wąt­pliwo­ści co do jego toż­samo­ści. Czy na pewno?

Albo wyobraź sobie matkę, która po śmierci kil­kulet­niego synka jest nie­ustan­nie dręczona przez telefony małego chłopca, proszącego jej zmarłe dziecko do telefonu. Okrutny żart czy coś zupeł­nie innego? A co stało się z młodą Alek­san­drą, jej matką i bratem, którzy zaginęli przed kil­koma laty i nie dają znaku życia? Czy uciekli za granicę, czy zostali zamor­dowani przez narzeczonego dziew­czyny, któremu nie na rękę była nie­spodziewana ciąża? Roz­wiązanie zagadki jest wstrząsające…

Zarówno historie o synu ambasadora Australii obrabowanym w Zakopanem, jak i mor­der­stwie bied­nego szewca, który nie miał żadnych wrogów, wciągają dzięki prostej, lakonicz­nej relacji obdar­tej z nad­mier­nych, nużących opisów. Trzeba jed­nak czytać uważ­nie, bo każde zdanie wnosi ważną infor­mację. Ogrom­nym atutem jest wspominana już auten­tycz­ność opisywanych historii. Więk­szość z nich toczy się w War­szawie i jej okolicach, dlatego – o ile stolica nie jest ci obca – możesz ze zdumieniem odkryć, że znasz doskonale miej­sca, w których wydarzyły się opisywane mor­der­stwa czy napady (sama tego doświad­czyłam pod­czas lek­tury Mor­derco, strzeż się roweru!, gdzie zbrodni dokonano nie­daleko stacji kolejowej mojego miasteczka. Piorunujące wrażenie!). Życie układa scenariusze do kryminałów, jakich nie wymyśliliby mistrzowie tego gatunku.

Na okładce Księcia oszustów możemy prze­czytać: „A opowie­ści, które zdarzyły się w odległym, zadawałoby się, PRL-u, mogłyby wydarzyć się cał­kiem blisko nas”. Mogę się z tym zgodzić tylko czę­ściowo – dziś nikt raczej nie zobaczy raczej pędzącej „policyj­nej cytryny” czy mor­der­stwa z pegeerem w tle. Takie drobiazgi są oczywi­ście plusem dla repor­taży, gdyż odtwarzają klimat PRL-u, dzisiaj okresu przez młod­szych (także przeze mnie) nie­znanego z autop­sji.

Jeżeli jeste­ście gotowi, by dowiedzieć się, w jaki spo­sób butelka rumu Jamaica pomogła odnaleźć zbrod­niarza, skąd wziął się na ścianie plebanii ślad krwawej dłoni i czemu obrabowani kasjerzy ukrywają pudełeczka po zapał­kach w kamizel­kach, to naj­wyż­szy czas na prze­czytanie cyklu Repor­ter kryminalny Krzysz­tofa Kąkolew­skiego! Pozycja obowiąz­kowa i dla miłośników powie­ści kryminal­nych, i dla koneserów literatury faktu.

ocena5

Książę repor­taży kryminalnych

Krzysz­tof Kąkolew­ski
Repor­ter kryminalny. Książę oszustów
(szczegółowe infor­macje)

Krzysz­tof Kąkolew­ski
Repor­ter kryminalny. Umarli jeż­dżą bez biletu
(szczegółowe infor­macje)



Nike po raz czternasty

20 maja 2010 roz­poczęły się w War­szawie Międzynarodowe Targi Książki. Tego samego dnia poznaliśmy też kan­dydatów do prestiżowej nagrody Nike.

Oto oni:

POEZJA

Czarny kwadrat Tade­usza Dąbrowskiego,

Dni i noce Piotra Sommera,

Ekran kon­tro­lny Jacka Dehnela,

Inten­cje codzienne ks. Jana Sochonia,

Jasne niejasne Julii Hartwig ,

Powietrze i cień Piotra Matywieckiego

Tutaj Wisławy Szymborskiej

LITERATURA FAKTU

Frascati Ewy Kuryluk,

Jerzy Giedroyc. Do Pol­ski ze snu Mag­daleny Grochowskiej,

Nocni wędrowcy Woj­ciecha Jagielskiego,

Proszę bar­dzo Andy Rot­ten­berg,

Wyspa klucz Mał­gorzaty Szejnert,

Śmiech Demokryta. Un presque rien Ryszarda Przy­byl­skiego

DRAMAT

Nasza klasa Tade­usza Słobodzianka

Sied­miu finalistów jury wyłoni na początku września, a zwycięzca uhonorowany zostanie statuetką skrzydlatej bogini w pierw­szą nie­dzielę października.

Spotkanie z Dickensem na żywo!

mg_0609119631_pisarz_matthew_pearl_warszawa_m

19 maja 2010 – tę datę powinni już znać wszyscy miłośnicy kryminałów Mat­thew Pearla. W tym dniu nie tylko będzie można nabyć jego naj­now­szą książkę Zagadka Dic­kensa, ale rów­nież spo­tkać na żywo jej autora. Pearl spo­tka się z fanami w War­szawie i w Krakowie. Oto szczegóły:

Spo­tkanie w War­szawie
czwar­tek, 20 maja, godz. 18.00 – War­szawa, Empik Junior
prowadzi Olga Sobolewska

Spo­tkanie w Krakowie
sobota, 22 maja, godz. 16.00 – Kraków, Empik Megastore
prowadzi Mag­dalena Miśka-Jackowska

Zapraszamy wszyst­kich zainteresowanych!

Pod kopułą

Powrót króla Kinga?

Autor Miasteczka Salem oferuje nam ponad 900-stronicowego kolosa z Hitch­coc­kow­skim „trzęsieniem” na początku. Wydawca kusi, że wszystko, czego się boimy, znaj­dziemy właśnie tam. Pod kopułą. A czytel­nik wciąż ma wąt­pliwo­ści – w końcu ilu królów literac­kiego świata chciało powrócić z tar­czą, by potem roz­czarowanie ich naj­now­szą książką sprawiało, że lądowali na tar­czy. Znie­śmy więc na chwilę klosz i zaj­rzyjmy – tam, do prowin­cjonal­nego miasteczka Chester’s Mill, odciętego od świata za pomocą tajem­niczej bariery.

Pod kopułą – okładka

Kopuła

pojawia się nagle, bez uprzedzenia. Nikt nie potrafi ziden­tyfikować jej pochodzenia ani wykonawcy. Panika wybucha w chwili, gdy miesz­kańcy uzmysławiają sobie, że NIKT nie potrafi jej przejść. Pokonać. Prze­nik­nąć. Znieść. Nikt z wewnątrz, nikt z zewnątrz (łącznie z siłami zbroj­nymi USA). Prze­zroczysta kopuła, ledwo prze­pusz­czająca powietrze. Cał­kowita izolacja.

Atmos­fera nie­mal jak w Dżumie Alberta Camusa. Idealna okazja na wprowadzenie bez­prawia i przejęcie władzy.

Pod kopułą

To, co zaczyna się dziać w małym Chester’s Mill określa rzeczywi­ście naj­lepiej słowo: horror.

Jim Ren­nie, „Duży Jim”, ma aspiracje zdobycia naj­wyż­szej władzy w miasteczku drogą autorytarną, w tym celu pod­porząd­kowuje sobie policję, rekrutując do niej dodat­kowo działających na każde skinienie oprysz­ków. Funk­cjonariusze policji kryzysowej dopusz­czają się grabieży i gwał­tów na zwykłych miesz­kań­cach – wszak nie spo­tka ich za to żadna kara wewnątrz kopuły. Zaczynają ginąć w nie­wyjaśniony spo­sób ludzie prze­ciwni Dużemu Jimowi, mor­der­stwa się mnożą, ludzie odczuwają podwójny strach: przed kopułą i despotyzmem „wymiaru sprawiedliwości”.

Oczywi­ście, nawet w takiej chwili powstaje opozycja. Tworzy ją galeria cał­kiem interesujących postaci, od lekarza zwanego „Ryżym”, przez redak­tor naczelną lokal­nej gazety, po kucharza-weterana wojny w Iraku. Próby, jakim zostaną pod­dani, zanim odnajdą przy­czynę powstania klosza i spo­sób pozbycia się samozwań­czego Prze­wod­niczącego Rady Miej­skiej, obejmą m.in. takie „atrak­cje” jak szan­taż, wtrącenie do więzienia, pożary czy stanięcie oko w oko z uzbrojonym szaleń­cem (lub synem Dużego Jima – jak kto woli).

A to tylko garstka bohaterów. Poznamy alkoholika-farmera, narkomankę-radną (uff, ciężko znaleźć tutaj bohatera bez nałogów), profesora literatury zain­teresowanego medycyną i młodymi student­kami, trzynastolet­niego geniusza kom­puterowego, fanatycz­nego wieleb­nego z masochistycz­nymi skłon­no­ściami… Aż chce się sparafrazować znamienne słowa i rzec: „oj, będzie się działo!”.

Poza kopułą

toczy się nor­malne życie. Może z wyjąt­kiem żołnierzy pod dowódz­twem generała Coxa, który został wyznaczony do zbadania sprawy kopuły nad Chester’s Mill. Przy­padek, nagłośniony za pomocą mediów na cały świat, jest analizowany i roz­trząsany, trwają bez­ustanne próby uwol­nienia miesz­kań­ców. Metody są różne… i raczej nie­skuteczne. Kto stoi za powstaniem kopuły? Czy to eks­peryment szalonych naukow­ców? Działania amerykań­skiego rządu? A może jej twórca znaj­duje się wśród mieszkańców?

Zdej­mujemy klosz

Napięcie, które pojawia się prak­tycz­nie od pierw­szego pod­roz­działu, będzie naszym towarzyszem przez dziewięć­set stron. Czasami mniej wyczuwalne, ale nigdy nie da zapo­mnieć o swojej obec­no­ści, nie pozwoli prze­rwać lek­tury. Mnogość wąt­ków, postaci, miejsc może z początku przy­tłaczać, ale z pomocą przy­chodzą takie dodatki, jak mapa miasteczka czy spis osób uwięzionych w Chester’s Mill (są nawet psy bohaterów!). Stephen King daje nam czas na zapoznanie się z każ­dym bohaterem. Są sceny, które długo pozostaną w pamięci, jak choćby odkrycie tajem­nicy pew­nej spiżarni czy póź­niej­sze sceny z autobusem i Ollim Dinsmorem.

Co roz­czarowuje? Mimo wszystko sama kopuła, a dokład­nie przy­czyna jej powstania. Wierni czytel­nicy Kinga być może już wiedzą, w czym rzecz. Tak naprawdę jed­nak to nie owa bariera jest naj­waż­niej­sza, ale rodzące się przez nią w ludz­kich umysłach fobie i lęki. A ze spraw czysto prag­matycz­nych – całość czyta się dość nie­wy­god­nie. Siłą rzeczy taki gigant jest ciężki, na grzebiecie pojawiają się zagniecenia, bo mamy miękką okładkę. Przy­dałoby się jakieś usztywnienie.

Na szczę­ście, pod­czas wciągającej lek­tury to wszystko prze­staje być istotne. Król powrócił z krwawym, wciągającym thril­lerem. Król powrócił z tar­czą – absolutnie!

ocena5


Pod wrażeniem!
Stephen King
Pod kopułą
(szczegółowe infor­macje)


Zbieracz Burz. Tom 1

12 kwietnia 2010 Recenzje Komentarze są wyłączone Agnieszka Kochańska

Anioł? Brzdąkający na lirze czy innej har­fie her­mafrodytyczny osob­nik z roz­pusz­czonymi, złotymi włosami w roman­tycz­nym nie­ładzie. W skrom­nych, zwiew­nych szatach skacze całymi dniami po chmur­kach i chwali swojego Stwórcę.  Zjawiskowo piękny, wyposażony stan­dar­dowo w parę śnie­żnobiałych skrzydeł, które są obiek­tem zazdro­ści śmier­tel­ników marzących od zarania dziejów o takim środku lokomocji. Czy taki wizerunek nie­biań­skich istot ma dominować we współ­czesnej literaturze? Maja Lidia Kos­sakow­ska mówi: Nie. W cyklu o Daimonie Freyu, Burzycielu Światów pisarka ser­wuje nam anioły dalekie od powyż­szego opisu.

Z recen­zowaniem Zbieracza Burz wiążę się pewne nie­bez­pieczeń­stwo, a mianowicie – choć na okładce wid­nieje pod­tytuł Tom 1, to jest on już kon­tynuacją wcześniej­szego Siewcy Wiatru. Nie wszyscy czytel­nicy mieli okazję się z nim zapoznać. Mając to na uwadze zdecydowałam się napisać eks­perymen­talną, podzieloną na dwie czę­ści recen­zję: Dla tych, którzy czytali Siewcę wiatru i dla tych, którzy z Freyem  nie mieli stycz­no­ści, aby każdy mógł poznać zarys naj­now­szego tomu „Świętej Mai od Grabież­ców” bez względu na stopień zaznajomienia z jej twórczością.

Zbieracz Burz – okładka

Dla tych, którzy nie poznali jesz­cze potęgi Gwiazdy Zagłady…

Anioły zdjęte z piedestału święto­ści, odbrązowione, naszpikowane gamą ludz­kich przy­war. Potężne, choć wywołujące raczej grozę, niż poczucie bez­pieczeń­stwa. I wcale nie wojujące z zastępami piekiel­nymi, ba – utrzymujące wcale przy­zwoite stosunki z Lucyferem. Wśród nich wybrany przez Stwórcę Abad­don, Anioł Zagłady, Burzyciel Światów, Tań­czący na Zglisz­czach. Prywat­nie Daimon Frey. Osob­nik o ciętym języku i potęż­nych zdol­no­ściach klasy Armaged­donu. Jest „na Ty” z naj­więk­szymi osobisto­ściami Siód­mego Nieba – do dowódcy Zastępów zwraca się per Michasiu (tak, tak, to właśnie TEN archanioł Michał). Sam Frey budzi siłą rzeczy szacunek… i strach, wszak jest samym Aniołem Znisz­czenia, który w każ­dej chwili może unicestwić wszystko, jeśli tylko otrzyma taki roz­kaz od Pana. Nawiasem mówiąc, sam Stwórca nie pojawia się ani razu, odkąd bez­ceremonial­nie opu­ścił Biały Tron i swoje ukochane Zastępy, wobec czego regent „Gabryś” (archanioł Gabriel do usług) i naj­bliżsi mu przyjaciele starają się ukryć przed światem fakt, że Naj­wyż­szego chwilowo NIE MA. Jed­nocześnie pytanie o powód odej­ścia będzie prze­wijać się przez całą serię i zapewne długo jesz­cze  nie poznamy na nie odpowiedzi.

Akcja, walki, akcenty humorystyczne i potężna magia – oto główne zręby fabuły. Wszystko zaprawione lek­kim stylem pisania Kos­sakow­skiej, który skutecz­nie nie pozwoli prze­rwać lek­tury przed ostat­nią stroną. Uniwer­sum przez nią stworzone zyskało wiele dzięki zain­teresowaniom autorki obrazom aniołów i bóstw w róż­nych wierzeniach. Nie zabrak­nie więc ani Asmode­usza, ani nor­dyc­kich Asów, pojawią się rów­nież egip­scy Boż­kowie. Teo­retycz­nie Zbieracz Burz, którego akcja toczy się po wydarzeniach z Siewcy Wiatru, nie powinien być czytany jako pierw­szy, choć z drugiej strony odwrócona kolej­ność nie przyniesie wiel­kiej szkody. Nie­które wątki w Zbieraczu są enig­matyczne bez prze­czytania Siewcy, ale general­nie można sobie poradzić ze zro­zumieniem bez znajomo­ści wcześniej­szych zdarzeń. Nie­zależ­nie, od którego tomu zaczniemy, ogar­nie nas ochota na poznanie kolej­nego. Trzeba przy­znać, że Siewca wiatru jest lep­szy pod względem fabular­nym, lecz Zbieracz Burz to dopiero początek innej historii, która może nas niejed­nym zaskoczyć w pozytywny sposób.

Dla kogo jest ten cykl? W zasadzie dla każ­dego fana pol­skiej (i nie tylko) fan­tastyki, oczekującego akcji,  klasycz­nych walk w otoczeniu ciekawego magla bóstwowo-anielskiego. Szczegól­nie polecam roz­czarowanym po Kłamcy Jakuba Ćwieka.

Zbieracz Burz – okładka (2)

Dla tych, którzy wiatr już siali i burze zbierać by chcieli…

Zaczyna się ostro i krwawo,  jak na Daimona Freya przy­stało. Pod­czas walki z jed­nym z nor­dyc­kich Asów doznaje pew­nego przy­rostu mocy, być może od samego Naj­wyż­szego. Dodajmy: bar­dzo SILNEGO przy­rostu, nawet jak na Anioła Zagłady, przez który traci przy­tom­ność. Po prze­budzeniu w swoim luk­susowym apar­tamen­cie rusza po poradę do starego kum­pla Gabriela, który wciąż jest jaśnie oświeconym regen­tem po odej­ściu Pana. „Gabryś” jak zwykle mar­twi się o czar­nopiórego i postanawia mu pomóc… w dość nadopiekuń­czy spo­sób. Ponie­waż uważa, że po ostat­nich wrażeniach Frey stał się nie­po­czytalny, wysyła go na terapię. Pogląd ten podziela rów­nież Pan Magów Razjel, a także Michał — dowódca zastępów. Krótko mówiąc, dawni przyjaciele knują za plecami Daimona (ale prze­cież w „dobrej wierze”!). Frey, zdradzony i roz­żalony (a wiemy, jak swoje roz­żalenie okazuje), po „małym” zamieszaniu w Siód­mym Nie­bie ucieka na Ziemię, jed­nak bez wier­nego rumaka Piołuna i Gwiazdy Zagłady, w dodatku chory i zmęczony po walce. Dla Gabriela i jego świty jest to dowód na to, że ich nie­dawny kum­pel został opętany przez cień. Czy na pewno? A może ktoś inny zaczyna mu ulegać?  Do jakiś środ­ków posuną się, aby schwytać Abaddona?

Zbieracz Burz w porów­naniu do Siewcy wiatru wypada słabiej – intryga toczy się znacz­nie wol­niej, roz­łam wśród starych druhów smuci, wielu bohaterów występuje tylko epizodycz­nie. Objęto­ściowo Zbieracz rów­nież jest uboż­szy, lek­tura koń­czy się błyskawicz­nie. Odczuwalny jest brak wyśmienitej glosy (chociaż przy znacz­nie mniej­szej licz­bie nowych postaci brak komen­tarza o ich etymologii wydaje się czę­ściowo uzasad­niony), która w Siewcy była doskonałym dopeł­nieniem do historii i intrygującym, naukowym dodat­kiem ukazującym inspiracje autorki.  Prze­minęło z Siewcą wiatru? Nie­koniecz­nie.

Nie można zapominać, że jest to dopiero pierw­szy tom, a więc zaled­wie cześć więk­szego projektu Mai Lidii Kos­sakow­skiej. Całość Zbieracza Burz może nadać zupeł­nie inną wizję chwilowej stagnacji fabular­nej. Zresztą sam pierw­szy tom, pomimo kilku ciem­nych, burzowych chmur, które się nad nią zbierają, jest dobry. Nieco nie­do­ceniany Lampka będzie miał okazję pokazać swoją „tward­szą” stronę osobowo­ści, także Raj­zel dokona czegoś, o co nigdy byśmy go nie posądzali… Pod­sumowując: warto, choć trzeba pamiętać, że roz­machu na skalę Siewcy Wiatru nie będzie, oraz że to dopiero początek historii o Zbieraczu Burz. Zapowiadającej się naprawdę obiecująco historii.

ocena45n

Nie-sielskie, aniel­skie

Maja Lidia Kos­sakow­ska
Zbieracz Burz. Tom 1
(szczegółowe infor­macje)


Śmierć Bunny’ego Munro

Smierc-Bunny-ego-Munro_Nick-Cave,images_product,27,978-83-7648-231-6

Infor­macje

Autor:
Tytuł:
Tytuł oryginału:
Tłumaczenie:
Wydaw­nic­two:
Rok wydania:
Gatunek:
Cena:
Ocena:


Nota wydawcy

Bunny jest komiwojażerem poszukującym własnej duszy. Wkrótce odkryje, że jego dni są policzone… Bunny, sprzedawca kosmetyków i marzeń dających nadzieję samot­nym gospodyniom domowym, po nagłej, samobój­czej śmierci żony, wyrusza wraz z 9-letnim synem w podróż przez połu­dniową Anglię. Za każ­dym razem, gdy sek­sowny komiwojażer puka do kolej­nych drzwi, jego syn cier­pliwie czeka w samo­chodzie, poznając świat ze stronic swojej ulubionej encyklopedii. W pew­nym momen­cie sielan­kową podróż prze­rywa realne zagrożenie, z jakiego zaczyna zdawać sobie sprawę Bunny Senior: pałające zemstą duchy, zazdrośni mężowie i szaleni psychopaci wyłaniają się z cienia…
„Śmierć Bunny’ego Munro” to stylowy, zwariowany i brutalny obraz relacji pomiędzy ojcem i synem.

Nasze tek­sty

Wyznania gejszy

20091228504-Wyznania_gejszy

Infor­macje

Autor:
Tytuł:
Tytuł oryginału:
Tłumaczenie:
Stron:
Rok wydania:
Oprawa:
Gatunek:
,
Cena:
Ocena:


Nota wydawcy

Młoda japoń­ska dziew­czyna zostaje sławną gej­szą i prze­żywa wielką miłość. Jej nie­zwykła opowieść, pełna humoru, patosu i nie­zapo­mnianych charak­terów, to głośny literacki debiut amerykań­skiego pisarza, bogaty w wiedzę historyczną i obyczajową.

Nasze tek­sty

Życie trudne, lecz nie nudne

Postać Władysława Bar­toszew­skiego pojawia się ostat­nio w mediach przy okazji dys­kusji o biografii Kapu­ściń­skiego. Kon­tro­wer­syjna wypowiedź profesora na temat książki Domosław­skiego nie powinna jed­nak przy­słaniać innych wydarzeń związanych z byłym ministrem spraw zagranicz­nych. Po nie­samowitym wywiadzie-rzece i jego kon­tynuacji, prze­prowadzonych przez Michała Komara, czytel­nicy otrzymują ogromną, ponad pięć­set­stronicową, opowieść Władysława Bar­toszew­skiego, przy której asystuje (i którą spisuje) Andrzej Fiszke. Czytaj dalej

Fortepian we mgle

Sied­miogród (…) już sama nazwa brzmi jak baśń”

Czytaj dalej

Z komputerowego uniwersum na karty książek

Jak wielką popular­ność zdobyły gry kom­puterowe w ostat­nim dziesięcioleciu nie muszę nikogo (zwłasz­cza graczy) prze­konywać. Oprócz fali gadżetów związanych ze światem gry (figurek, plakatów, koszulek, pod­kładek pod mysz, czy nawet specjal­nych gryzoni z dodat­kowymi klawiszami ułatwiającymi grę), nie­które tytuły doczekały się ekranizacji fil­mowych (BloodRayne, Silent Hill czy Doom) oraz – oczywi­ście – książ­kowych odpowied­ników. Ale czy warto sięgnąć po te ostat­nie? Czy nawet jeśli gra posiada wciągającą i wielowar­stwową fabułę, uda się ją odtworzyć na kar­tach książek?  Czy świat gry można w ogóle przed­stawić w innej for­mie, niż w samej roz­grywce, aby nie utracił on swojej magii i nie­po­wtarzal­nego klimatu? A może to jedynie kolejne, produkowane masowo gadżety dla fanów, którzy kupią wszystko, co wiążę się z ich ulubionym tytułem?

diablobook

Czytaj dalej

Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.









Losowy cytat


Każdy człowiek staje się pajacem byle go pociągnąć za odpowiednią nitkę.
Tadeusz Boy-Żeleński
 

Recenzje

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji

7 września 2010 0

Pod­tytuł książki Michała Kruszony wskazuje, że czytel­nik ma przed sobą osobliwą opowieść ezoteryczną, naznaczoną wiedzą tajemną. Czy tak jest w istocie? (Ocena 3/5)

Krok przed ciemnością

6 września 2010 0

Krok przed ciem­no­ścią” – już nie w świetle, jesz­cze nie w mroku – znaj­dujemy się pomiędzy narodzinami a śmier­cią, tym co oczywiste, a tym co nie­znane. Wyraź­nie odczuwamy nastrój nie­pew­no­ści, oczekiwania. Jego twór­czość balan­suje między światłem i cieniem, bar­dzo wyraź­nie nawiązując do dzieł jed­nego z malarzy – Hop­pera… (Ocena 5/5)

Igły i grzechy

5 września 2010 0

Gdyby ktoś poprosił mnie, żebym jak naj­krócej stre­ściła mu zbiór opowiadań Johna Ever­sona, byłoby to zadanie banalne. „Zbrod­nia i kara” — powiedziałabym. Autor bowiem postanowił przed­stawić bar­dzo dokład­nie (anatomicz­nie można powiedzieć) złą i okrutną stronę natury ludz­kiej. (Ocena 5/5)

Powrót do Stumilowego Lasu

4 września 2010 0

Czy zdarzyło Ci się kiedyś przy­pad­kiem – choćby pod­czas sprzątania – natknąć się za szafą na zapo­mnianego, wyświech­tanego misia, ukochaną zabawkę z dzieciń­stwa lub tą starą, zde­zelowaną lokomotywę, która wiozła cię przez tyle krain wyobraźni? Jakie to uczucie? Czyż nie przyjem­nie wsiąść w ten magiczny wehikuł czasu, zatopić się we wspo­mnieniach smakujących watą cukrową, łzami wywołanymi stłuczonym kolanem pod­czas pierw­szych jazd na rowerze? Takie odczucia towarzyszyły mi, gdy sięgnęłam po Powrót do Stumilowego Lasu. (Ocena 5/5)

Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych

3 września 2010 2

Dziw­nologia” Richarda Wisemana począt­kowo wydała mi się kolej­nym porad­nikiem typu – jak manipulować ludźmi. Takie przy­naj­mniej wrażenie odniosłam, gdy prze­czytałam blurb. Ha! Nic bar­dziej myl­nego. (Ocena 4/5)

Tajny agent Jaime Bunda

2 września 2010 0

Książka autora z Angoli o agen­cie taj­nej policji Jaime Bun­dzie została wydana nakładem nowej oficyny Claroscuro. Jeżeli wszyst­kie publikowane przez nie pozycje będą tak ciekawie napisane jak ta, to nic, tylko się cieszyć! (Ocena 4+/5)

Jak nie umrzeć. Opowieści patologa sądowego

1 września 2010 1

Książka pani patolog składa się ze wstępu, dwunastu roz­działów (swoistych odcin­ków) oraz epilogu – mogłabym zaryzykować twier­dzenie, że kom­pozycja Jak nie umrzeć. Opowie­ści patologa sądowego przy­pomina miniserial. We wstępie Garavaglia wyjaśnia między innymi róż­nicę między patologiem a koronerem, infor­muje o „narzędziach” lekarza sądowego czy wresz­cie przy­bliża czytel­nikom pod­stawowe ter­miny związane z patologią sądową. (Ocena 3+/5))

Klucz do zaświatów

31 sierpnia 2010 0

Jeśli patrząc na nazwisko autora nie masz powszech­nego wrażenia „że gdzieś je już słyszałeś” – nie martw się, wszystko jest w porządku, a amnezja jesz­cze nie złapała Cię w swoje nie­widzialne ręce. Dan Poblocki z pomocą doborowej akuszerki – Naszej Księgarni – ukazuje światu swoje pier­worodne dziecko, Klucz do zaświatów. (Ocena 4/5)

Mechanizm serca

30 sierpnia 2010 0

Mechanizm serca” mnie zauroczył. Magiczną okładką, baśniowym opisem, nie­banal­nym pomysłem. Chęcią połączenia dwóch tak odległych sfer: uczuciowej (serce) i material­nej (zegar). Można powiedzieć: zostałam kupiona. Ale w miarę czytania okazywało się, że w samej tre­ści coś zgrzyta, skrzypi, chrzę­ści. (Ocena 3/5)

Gorzka czekolada

29 sierpnia 2010 1

Mówiąc szczerze, miałam pewne obawy co do tego, jak będzie wyglądać moja przy­goda z tą pozycją. Wąt­pliwo­ści te wynikały z tego, że w rekomen­dacji „Daily Mail” wyłowiłam szybko słowo „czytadło”. Dotych­czas wydawało mi się, że na tego typu powie­ści jestem uczulona do tego stop­nia, że nie będę w stanie przez Gorzką czekoladę prze­brnąć. A tu proszę! Zdziwienie! (Ocena 3/5)

Dzicy detektywi

27 sierpnia 2010 0

Zdarza się czasem, że czytając książkę, czujesz, jak­byś ślizgał się po powierzchni. Widzisz tylko wierz­chołek góry lodowej, ze strzępów słów próbujesz złożyć obraz, ale brakuje w nim szczegółów, zostaje tylko niejasne, ogólne wrażenie. Wiesz, że ten sam tekst prze­czytasz za rok, dziesięć, pięć­dziesiąt lat i za każ­dym razem odsłoni inne oblicze. Dopasuje się do twojej wiedzy, twoich prze­żyć i doświad­czeń. Po tym chyba poznaje się wiel­kie dzieła. (Ocena 4+/5)

Wszystkie boże dzieci tańczą

25 sierpnia 2010 0

Zbiór opowiadań Wszyst­kie boże dzieci tań­czą to kolejny z wielobarw­nych kwiat­ków, wyhodowany przez intrygującego Harukiego Murakamiego. Tym razem zostaliśmy uraczeni sze­ścioma historiami. Każda z nich jest zaskakująca i zdecydowanie różni się od pozostałych. (Ocena 4/5)

Zapiski z wielkiego kraju

24 sierpnia 2010 0

Jeśli chodzi o książkę Billa Brysona Zapiski z wiel­kiego kraju, to naczelne gazety Wiel­kiej Brytanii chwalą, chwalą i jesz­cze raz chwalą. W pełni zgadzam się z opinią brytyj­skich gazet, bowiem Zapiski… to literatura bar­dzo dobra; sar­kastyczna, ale przy tym inteligentna i skłaniająca do reflek­sji. (Ocena 5/5)

Czas na działkę

23 sierpnia 2010 1

Czy uprawianie ogródka dział­kowego może pomóc w osiągnięciu wewnętrz­nej rów­nowagi? Robin Shel­ton udowad­nia nam, że jest to moż­liwe. Razem ze swym przyjacielem Stevem prze­żywali kryzys, z którego wyciągnęła ich właśnie praca w ogrodzie. (Ocena 2/5)

Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin

22 sierpnia 2010 2

Chang Jung (zgod­nie ze zwyczajem, między innymi chiń­skim, nazwisko poprzedza imię) urodziła się w Yibin (Yibin znaj­duje się w prowin­cji Syczuan), w Chinach, w 1952 roku. Jej pierw­sze imię brzmi Erhong (znaczy tyle, co ‘drugi łabędź’, bowiem pierw­szym łabędziem była jej matka). W czasach wzmożonego kultu Mao (tuż przed Chiń­ską Rewolucją Kul­turalną), za namową Erhong, ojciec nadał jej imię Jung (Rong). Jung (Rong) to starochiń­skie słowo używane na „zmagania wojenne”, a wów­czas, u progu Rewolucji Kul­tural­nej, popularne było nadawanie imion związanych z walką i wojną.

Wielki bazar kolejowy

21 sierpnia 2010 1

Odkąd pamiętam, uwiel­białam podróżować pociągami. Lubiłam dworce, uczucie oczekiwania, tar­ganie ze sobą zapasów na drogę, ciekawe książki, które się czytało w trak­cie podróży, interesujące (lub nie) widoki za oknem, moż­liwość obser­wacji i ewen­tual­nej interak­cji z innymi podróż­nymi, nawet wagony restauracyjne.

Dopóki mamy twarze

20 sierpnia 2010 0

W pew­nym starożyt­nym bar­barzyń­skim królestwie rządzi poryw­czy król, którego bogowie nie obdarzyli synem. Ma nie­stety same córki — aż trzy. Jedna nie­rząd­nica, druga brzydka, a trzecia prze­piękna. Ta brzydka prak­tycz­nie wychowuje tę naj­pięk­niej­szą, ponie­waż matka zmarła przy porodzie. Siostry łączy nie­zwykła więź — kochają się bar­dzo, miło­ścią siostrzano-matczyną. Trudno nawet określić granice tego uczucia.

Złodzieje piasku

19 sierpnia 2010 0

Złodzieje piasku to historia porwania w Bag­dadzie w 2004 roku dzien­nikarza, słyn­nego korespon­denta wojen­nego – Daniela Lowen­steina. Jed­nak jest ona gęsto poprzetykana także wspo­mnieniami jego przyjaciół z kilku poprzed­nich wypraw w rejony naj­niebez­piecz­niej­szych działań wojen­nych: z Sarajewa, Gomy, Groznego. (Ocena 4/5)

Droga do raju

16 sierpnia 2010 1

Dokument ukazujący sur­realistyczną sytuację: kobieta, Żydówka, żona, matka, eks­pert do spraw ter­roryzmu, służąca armii Izrael­skiej. Naprzeciwko jej dwoje roz­mów­ców: mężczyzna-morderca, organizator ataków ter­rorystycz­nych, ich uczest­nik lub kobieta: złapana przed próbą dokonania samobój­czego zamachu czy rezygnująca z niego. Cel: dowiedzieć się, dlaczego Arabowie chcą zabijać (bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu) cywilów izrael­skich, amerykań­skich – kogokol­wiek, kto zawadza. (Ocena 5/5)

Erynie

14 sierpnia 2010 0

Nie będzie prze­sadą, jeżeli napiszę, że była to jedna z naj­bar­dziej oczekiwanych książek tego roku. Nowy kryminał Krajew­skiego – hasło, na które żywo zareaguje każdy miłośnik tego gatunku. Erynie gosz­czą na pół­kach już od maja, od tego czasu pojawiło się o nich wiele sprzecz­nych opinii. Są i pochwały, i nagany. Czy Marek Krajew­ski – nazywany Mistrzem pol­skiego kryminału – sprostał grec­kim boginiom? (Ocena 4/5)

Podróż na koniec świata

13 sierpnia 2010 1

Podróż na koniec świata wień­czy czterotomowy cykl przy­gód rezolut­nego Joela. Wydawca na okładce umie­ścił infor­mację, jakoby lek­tura była adresowana do czytel­ników powyżej dwunastego roku życia; mnie jed­nak nie opusz­cza wrażenie, że domniemany tar­get wiekowy dla tej pozycji nie ist­nieje. (Ocena 3/5)

Złodziejka książek

12 sierpnia 2010 1

Publikacji dotykających tematyki II wojny światowej, holocaustu, a także samej śmierci powstało już tysiące. Dlatego Mar­kus Zusak dokonał rzeczy o ile nie nie­moż­liwej, to na pewno nie­zwykle trud­nej. Bo mistrzostwem jest pisanie na powtarzany wiele razy temat w nie­po­wtarzalny i zaskakujący spo­sób. (Ocena 5/5)

Dziewczyna w złotych majtkach

11 sierpnia 2010 0

Głów­nym bohaterem jest Luys Forest, pisarz, który namięt­nie oddaje się tworzeniu autobiografii. Nie­spodziewanie przy­bywa do niego Mariana, córka jego szwagierki, sprowadzając do domu tajem­nicze towarzystwo, nocne roz­mowy i dość luźne obyczaje… (Ocena: 4+/5)

Poradnik domowy kilera

7 sierpnia 2010 0

Znakomita książka Hal­l­grimura Hel­gasona, która nie pozwala się od siebie ode­rwać i ser­wuje por­cję roz­rywki w stylu Quen­tina Taran­tino, wspominanego zresztą na jej kar­tach. Błyskotliwie skon­struowana opowieść o zabójcy z wiel­kim sercem.

Nie kończąca się historia

3 sierpnia 2010 1

Mały chłopiec imieniem Bastian trafia do antykwariatu pana Korean­dera i zabiera stam­tąd książkę. Gruby, nie­śmiały, wyśmiewany przez kolegów i (jakby się zdawało) nie­kochany przez ojca chłop­czyk za jedyną swoją umiejęt­ność uważa wymyślanie historii. Uwiel­bia czytać, ponie­waż książki prze­noszą go w inny świat. W przy­padku tej opowie­ści prze­nosi się naprawdę. Ma jedyną w życiu szansę zrobić wszystko, czego tylko zapragnie. (Ocena: 5/5)

U2 The Name of Love

2 sierpnia 2010 1

Przed napisaniem recen­zji próbowałem policzyć wydawane na całym świecie książki poświęcone U2. Straciłem rachubę przy sześć­dziesiątej pozycji. Taka liczba nie powinna nikogo dziwić. W moje ręce wpadła ostat­nio naj­now­sza z nich. Panie i Panowie: Andrea Morandi, U2 The Name Of Love.

Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwaszkiewicza

31 lipca 2010 3

Prof. dr hab. Michał Iwasz­kiewicz, autor Porad­nika dobrych obyczajów wydanego w 2006 roku, ponow­nie dzieli się z nami swoją wiedzą dotyczącą protokołu dyplomatycz­nego, „dobrych obyczajów” i szeroko pojętej kul­tury osobistej. Rów­nie obiecujący jest wstęp prof. zw. dr hab. Jana San­domier­skiego, który chwali nie­wąt­pliwe zalety pozycji. Czy jed­nak tego typu publikacja jest rzeczywi­ście potrzebna? (Ocena 3/5)

Wagon Rosja

28 lipca 2010 0

Chociaż Natalii Kluczariowej nie można nazwać pisarką oryginalną, kiedy znamy pol­skie prze­kłady między innymi powie­ści Zachara Prilepina czy opowiadań Iriny Dienież­kinej, bo tupanie młodej Rosji usłyszeć można było w „Sań­kji” czy „Daj mi”, jest jed­nak „Wagon Rosja” książką ważną i przejmującą.

Kobieta do zadań specjalnych

26 lipca 2010 0

Kobieta do zadań specjal­nych, czyli szalona Zu (Zuzanna Rosz­kow­ska), bohaterka powie­ści Słomiana wdowa wydanej przez Iwonę Czar­kow­ską w zeszłym roku, ponow­nie wkracza do akcji. Rów­nież tym razem nie zabrak­nie jej nie­kon­wen­cjonal­nych pomysłów, buj­nej wyobraźni oraz… pecha. (Ocena 3+/5)

Rozkoszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycznych

25 lipca 2010 0

Roz­koszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycz­nych to … właśnie. Długo myślałam, jak dokoń­czyć to zdanie i chyba nie jestem w stanie określić, czym jest ta antologia. Zbiorem opowiadań erotycz­nych, ale… Po tytule oczekiwałam czegoś więcej, że będę czytała tę książkę z wypiekami na twarzy, a jeśli nie, to chociaż z żywym zain­teresowaniem. (Ocena 2/5)

Zapasy z życiem

24 lipca 2010 0

Eric-Emmanuel Schmitt pracuje pełną parą. Wiosną tego roku wydaw­nic­two „Znak” wypu­ściło powieść Ulis­ses z Bag­dadu, a już w lecie możemy zakupić Zapasy z życiem. Czy autor kul­towego Oskara i pani Róży nie nazbyt się spieszy? Czy kolejny pisarz znów uraczy nas zasadą – ilość, a nie jakość? Nie­stety, odpowiedź jest twier­dząca. (Ocena 3+/5)

Skarby w cieniu swastyki

23 lipca 2010 1

O w mordę, bursz­tynowa kom­nata! Ale suuupeeer! Tak mniej więcej wyglądała moja wczesnogim­nazjalna reak­cja na książkę, której recen­zję właśnie czytacie. Pozycja nazywa się Skarby w cieniu swastyki, a ten zło­wrogi tytuł nadał jej oczywi­ście autor, którym jest Leszek Adam­czew­ski. (Ocena 4/5)

Ostrze

22 lipca 2010 0

Czym jest Ostrze? Kryminałem? Ale mor­dercę poznajemy znacz­nie wcześniej niż na końcu. Powie­ścią historyczną? Nie jesteśmy w stanie określić precyzyj­nie ani czasu, ani miej­sca, o realizmie postaci nie wspominając. To może fan­tastyką, bo prze­cież pojawia się motyw pak­towania z szatanem i korzystania z jego mocy? Kolejny strzał w poprzeczkę. (Ocena 4+/5)

Moje pierwsze samobójstwo

21 lipca 2010 1

Przy­padek Jerzego Pil­cha pokazuje, jak ambiwalentną war­tość ma ustalony spo­sób pisania. Barokowość stylu, nawiązywanie do ustalonych motywów – to wszystko sprawiło, że jego pisar­stwo zyskało z biegiem lat ustaloną renomę. Pilch w swej twór­czo­ści nie jest ambiwalentny. Albo się podoba, albo nie.

Doktor Karolina

20 lipca 2010 1

Młoda, ambitna, ze świeżo obronionym dyplomem magistra weterynarii – cała dok­tor Karolina. Wyruszyła na siel­ską i aniel­ską wieś do dziadka – emerytowanego leśniczego. Pech chciał, że zepsuł się jej samo­chód, taka drob­nostka, ale nie dla praw­dziwej kobiety! Albowiem – jak na praw­dziwą kobietę przy­stało – bohaterka uważa, że poradzi sobie sama i tym samym odrzuca pomoc przy­stoj­nego bruneta… z którym będzie jej dane spo­tkać się jesz­cze nie jeden raz. (Ocena 4+/5)

Najnowsze komentarze

  • agnieszkach: raz dwa trzy! szczescie mamy dzis my!...
  • pawlolg: Chcę tę książkę ,pozdrawiam...
  • Adzek: lubię :)...
  • toldi: lubię jak można coś wygrać;)...
  • karino71: Ja też to lubie i liczę,ze tym razem to bedę ja :-)...