Krok przed ciemnością

Mark Strand (ur. w 1934 r.) — poeta, publicysta i tłumacz, laureat nagrody Pulit­zera w 1999 r., uważany za jed­nego z naj­waż­niej­szych współ­czesnych poetów amerykań­skich.(…) Od 1981 roku jest człon­kiem prestiżowej American Academy of Arts and Let­ters, w latach 1990–1991 przy Bibliotece Kon­gresu peł­nił zaszczytną funk­cję Poety Laureata, „oficjal­nego poety” Stanów Zjed­noczonych. Przez wiele lat był profesorem w słyn­nym Com­mit­tee on Social Thought na uniwer­sytecie chicagow­skim. Obec­nie jest profesorem na uniwer­sytecie Colum­bia w Nowym Yorku. – z noty biograficz­nej wydaw­nic­twa „Znak”

Światłocienie tytułów

Nie lada wyzwanie dla każ­dego filologa stanowi oddanie charak­teru całego zbioru wier­szy w kilku słowach. Tłumacz Agnieszka Kołakow­ska stanęła przed trud­nym zadaniem, chcąc nie­banal­nie zatytułować niniej­szy tomik, a nie mając wzorca oryginal­nego (ponie­waż zbiór jest kom­pilacją twór­czo­ści poety, zawierającą wybrane utwory napisane w ciągu całego życia autora), postanowiła wspomóc się cytatem z jed­nego z wier­szy. Miał on być reprezen­tatywny i jed­nocześnie oddawać atmos­ferę poezji Stranda. Krok przed ciem­no­ścią – już nie w świetle, jesz­cze nie w mroku – znaj­dujemy się pomiędzy narodzinami a śmier­cią, tym co oczywiste, a tym co nie­znane. Wyraź­nie odczuwamy nastrój nie­pew­no­ści, oczekiwania. Jego twór­czość balan­suje między światłem i cieniem, bar­dzo wyraź­nie nawiązując do dzieł jed­nego z malarzy – Hoppera…

Malarz i poeta

Zanim postanowił oddać się liryce, Mark Strand studiował sztuki piękne. Cały okres fascynacji malar­stwem znalazł ujście w twór­czo­ści pisarza, która jest w dużej mierze sen­sualistyczna, w szczegól­no­ści opierająca się na zmyśle wzroku. Płót­nami, z których Strand „zdjął” swoje wier­sze, są prace Hop­pera. Oczarowanie było na tyle silne, że pisarz popeł­nił także jego monografię.

Z płócien Hop­pera, pisze Strand, wyłaniają się nie­zliczone sugestie i pytania; jedno z tych pytań, może naj­waż­niej­sze, brzmi ” Co czynimy z czasem i co czas czyni z nami?” – ze wstępu Agnieszki Kołakowskiej

Chop Suey, 1929, obraz z oficjal­nej strony Museum of Fine Arts w Bostonie

Samotne jed­nostki (często mimo przed­stawiania ich pośród tłumu) zanurzone w szarej codzien­no­ści – takie postacie naj­czę­ściej wid­nieją na obrazach z doj­rzałego okresu jed­nego z naj­waż­niej­szych amerykań­skich artystów XX wieku. Zdają się ist­nieć w ode­rwaniu od otaczającej ich rzeczywisto­ści, jakby wiedziały więcej od osoby nań patrzącej. Ich wzrok utkwiony w punk­cie poza prze­strzenią obrazu, stanowi sekret i budzi nie­po­kój przed nieznanym.

Strand pisze: „Na płót­nach Hop­pera wpatrujemy się w naj­bar­dziej znajome sceny i czujemy, że są w jakiś pod­stawowy spo­sób odległe, nawet nie­znane. Ludzie patrzą gdzieś w dal. Zdają się być gdzie indziej, zagubieni w tajem­nicy, której obrazy te nie mogą ujaw­nić i my nie umiemy odgad­nąć”. – ze wstępu Agnieszki Kołakowskiej

Gra w czasoprzestrzeń

Strand pięk­nie kołysze się między pojęciami czasu i prze­strzeni na wahadle odmierzającym kolejne sekundy naszego świata. We wstępie Agnieszki Kołakow­skiej czytamy, że możemy tu odnaleźć sferę fizyczną, duchową i tę znaj­dującą się w naszej wyobraźni. Czasem miałam wrażenie, że poeta bawi się naszym przy­ziem­nym pojęciem czasoprzestrzeni, ustanawiając własny wymiar – wymiar wier­sza. Zaginając, wyginając i każąc nam „prze­nosić się” w chwili czytania w inne nie­znane miej­sca, dodat­kowo roz­drab­nia ją, tworząc iluzję znaj­dywania się w wielu czasoprzestrzeniach jed­nocześnie. Z drugiej strony stosuje zabieg, dzięki któremu „kur­czy” wszyst­kie wymiary tak, że odczytując koń­cowe frag­menty wier­sza zdajemy sobie sprawę, iż tak naprawdę prze­chodząc przez pewną historię znaj­dujemy się ponow­nie tam, gdzie zaczęliśmy (Tunel).

Poetyc­kie wyzwanie

Nawet na pozór naj­prost­sze z tych wier­szy kryją w sobie wielość znaczeń lub sub­telną, złożoną wielopiętrowość. – ze wstępu Agnieszki Kołakowskiej

Nie da się ukryć, że w ten spo­sób można by określić twór­czość więk­szo­ści poetów, jed­nak trzeba przy­znać, że tym razem mamy do czynienia nie z wielopiętrowymi „blokami” znaczeń, lecz z całymi „wieżow­cami”. Odczytując kolejne utwory miałam wrażenie, że wracając do nich kil­kakrot­nie, zawsze odkrywały przede mną jedynie kawałek swojej tajem­nicy – reszta pozostawała w cieniu. Znaj­dziemy w nich mnóstwo aluzji do wier­szy innych poetów (zwłasz­cza Walta Whith­mana, Roberta Frosta czy Stephena Spen­cera) oraz oczywi­ście nawiązania do malar­stwa wspo­mnianego wyżej Edwarda Hop­pera. Jeśli jesteś gotowy na poetyc­kie wyzwanie – ta pozycja czeka na Ciebie.

By nie naruszyć niczego (1964)

Moja obec­ność w polu

to tego pola

brak.

I jest tak

zawsze i wszędzie.

Gdziekol­wiek jestem,

jestem tym, czego brak.

Idąc,

roz­dzieram powietrze,

a ono nieustannie

wypeł­nia owo miejsce,

gdzie było

moje ciało.

Poruszamy się z tego

lub innego powodu.

Ja się poruszam, aby

niczego nie naruszyć.


Mroczna prze­strzeń poezji

Mark Strand
Krok przed ciem­no­ścią
(szczegółowe infor­macje)


Uwolnij swoje rękopisy

W szkole „Pasja pisania” ponow­nie ruszają warsz­taty, na których każdy będzie mógł poznać taj­niki sztuki pisar­skiej. Prowadzący kursy (m.in. Jakub Winiar­ski - pisarz, krytyk literacki, redak­tor naczelny „Nowej Fan­tastyki” oraz Justyna Czechow­ska — poetka, tłumaczka literatury skan­dynaw­skiej, wykładowca IBL PAN) pomogą Ci prze­brnąć przez pierw­sze etapy powstawania publikacji. Dowiesz się skąd czer­pać inspiracje by roz­wijać swoje pomysły oraz jak sobie radzić z blokadami psychicz­nymi a także poznasz pod­stawowe tech­niki pisarskie.

11 września zapraszamy na “Stacjonarny Kurs Pod­stawowy” (War­szawa). Więcej infor­macji tutaj.

Nie masz czasu? Nie miesz­kasz w stolicy? 8 września rusza  „Inter­netowy Kurs Pod­stawowy”.

» więcej infor­macji na www​.pasjapisania​.pl

Trwa VII Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera

28 sierp­nia roz­poczęła się kolejna edycja festiwalu, na który wiele osób czeka cały rok. Kon­certy, warsz­taty, przed­stawienia teatralne i wykłady, czyli wszystko czego dusza zapragnie dla wiel­bicieli szeroko pojętej sztuki judaistycz­nej. Jeśli jesz­cze nie odwiedzili­ście żadnej z atrak­cji, nie mar­tw­cie się, macie szansę do 5 września.

Stworzyliśmy specjal­nie dla Was prze­wod­nik po festiwalu dla miłośnika literatury. Znaj­dziecie go w roz­winięciu newsa. Czytaj dalej

Klucz do zaświatów

.

Klucz do młodzieży

Jeśli patrząc na nazwisko autora nie masz powszech­nego wrażenia „że gdzieś je już słyszałeś” –  nie martw się, wszystko jest w porządku, a amnezja jesz­cze nie złapała Cię w swoje nie­widzialne ręce. Dan Poblocki z pomocą doborowej akuszerki –  Naszej Księgarni – ukazuje światu swoje pier­worodne dziecko, Klucz do zaświatów. Historia z początku wydaje się banalna – dwunastoletni chłopiec prze­prowadza się z rodzicami do upior­nego miasteczka, w którym od kil­kunastu lat wydarzają się nie­samowite historie, jed­nak po prze­brnięciu przez pierw­sze roz­działy nawet dorosły czytel­nik ma szansę na ciekawe odkrycia. Oczywi­ście nie należy zapominać, że całość została napisana raczej z prze­znaczeniem dla osób młod­szych, w związku z powyż­szym nie doszukamy się skom­plikowanej fabuły lub filozoficz­nych wywodów. Możemy za to podziwiać piękną klamrę kom­pozycyjną cało­ści utworu, ideal­nie wień­czącą „dzieło” i  kilka zaskakujących pomysłów, których nie zdradzę, aby kosz­towanie lek­tury było przyjemniejsze…

Odwyk i nowe uzależnienie

Myślicie, że tak zwane „książki dla młodzieży” nie mogą zastąpić nastolat­kom nar­kotyzujących mediów? Bohaterem powie­ści jest chłopiec, który wpadł w sidła innego uzależ­nienia – od czytania. W zawoalowany spo­sób pisarz prze­mycił ciche prze­słanie, iż nie musimy zamykać naszej wyobraźni w klatce monitorów, lecz możemy puścić wolno jej wodze i pozostawić pole do działania. Być może nie był to świadomy zamysł Pobloc­kiego, ale pozycja ta staje się bar­dzo sym­boliczna. Eddie, począt­kowo realistycz­nie myślący, powoli daje się prze­nieść w świat książek swojego ulubionego mistrza pióra, w świat, który zaczyna przej­mować kon­trolę nad jego życiem. Fabuła staje się więc odzwier­ciedleniem samego procesu czytania, pod­czas którego pod­świadomie uznajemy za rzeczywistość to, co jest fik­cją. Dzięki tej powie­ści Twoje dziecko zro­zumie jak nieograniczone moż­liwo­ści daje nam nasza wyobraź­nia i być może zapocząt­kuje ona nowe, budujące uzależnienie.

Kon­tro­lowana groza

Autor przez całą historię obdarza nas kon­tro­lowaną dawką grozy. Już od samego początku stajemy się uczest­nikami nie­codzien­nego wypadku, dlatego młody czytel­nik nie będzie miał czasu aby poczuć znużenie  czekaniem na roz­wój wydarzeń.

Nie­bieskie kombi wyłoniło się zza ostrego zakrętu w chwili, gdy stworzenie wypadło z lasu. Pierw­szy zobaczył je Eddie – prze­mknęło na długich i cien­kich łapach jak czarna smuga. (…) Książka, którą czytał chłopiec, wyleciała mu z rąk i uderzyła o opar­cie przed­niego fotela, a mama przy­trzymała się sufitu i jęknęła.

Fabuła usiana jest mnóstwem zwrotów akcji, bar­dziej lub mniej spo­dziewanych, jed­nak zawsze trzymających w napięciu. Dodat­kowo pozytywne wrażenie sprawia ciekawa okładka, wprowadzająca w tajem­niczy nastrój, który nie minie aż do ostat­niej strony.

„Prostojęzycz­ność”

Powieść napisana została językiem bar­dzo prostym, dlatego nie polecałabym jej dorosłym czytel­nikom, gdyż mogliby czuć nie­do­syt i uśmiechać się z politowaniem. Począt­kujący bibliofil może trak­tować tę pozycję jako miłą roz­grzewkę przed czekającym go wyzwaniem (znaj­dującym się na stronach dzieł  wybit­nych twór­ców), która z pew­no­ścią nie znie­chęci go do dal­szych poszukiwań (co mogłoby się stać gdyby wziął do ręki zbyt trudną lekturę).

ocena4

Wytrych do wyobraźni

Dan Poblocki
Klucz do zaświatów

(szczegółowe infor­macje)


Czas na działkę

.
Mar­chewka na smutki

Czy uprawianie ogródka dział­kowego może pomóc w osiągnięciu wewnętrz­nej rów­nowagi? Robin Shel­ton udowad­nia nam, że jest to moż­liwe. Razem ze swym przyjacielem Stevem prze­żywali  kryzys, z którego wyciągnęła ich właśnie praca w ogrodzie.

Ani Steve, ani ja nie znaj­dowaliśmy się w szczegól­nie przyjem­nych momen­tach naszego życia, kiedy przy­stępowaliśmy do tego przed­się­wzięcia, i obaj mamy poczucie, że działka w nie­małym stop­niu była dla nas zbawieniem.

Książka jest bar­dzo dobrym manifestem prze­ciwko stereo­typowi męż­czyzny, który drzemiąc przed telewizorem smutek topi w butelce piwa.  Aby wygrać z poczuciem bez­rad­no­ści i zawodowego wypalenia, bohaterzy podej­mują działanie –przeobrażają zachwasz­czony kawałek ziemi w bogaty ogród. Osiągnięcie celu sprawia, że pod­noszą swoją samoocenę, stając się znów „zdobyw­cami życia”. Afir­macja aktyw­nego spędzania czasu bije z każ­dej strony książki, a brudne dłonie i bolące plecy stają się synonimami szczęścia.

Od laika do ogrodnika

Całość napisana jest w for­mie pamięt­nika, dzięki czemu razem z bohaterem uczymy się powoli sztuki ogrod­nic­twa. W pierw­szym roz­dziale dowiadujemy się, że nie wie on zupeł­nie, co go czeka.

Istotna może być w tym miej­scu rów­nież infor­macja, że w obec­nej fazie Steve i ja nie mamy pojęcia o ogrod­nic­twie, poza tym, że wiemy, za który koniec trzyma się widły. A i tego dowiedzieliśmy się ostrą i bolesną metodą prób i błędów.

Przez tę pozycję spo­koj­nie może więc przejść amator, który z łopatą nigdy nie miał do czynienia. Kolejno poznajemy procesy odchwasz­czania, pielenia, nawożenia, sadzenia (tudzież siania) i wresz­cie zbierania plonów. Ponadto zbudujemy szopę i dowiemy się, czemu cebula powinna rosnąć koło mar­chewki. Czas na działkę… możemy swobod­nie nazwać porad­nikiem w przy­stęp­niej­szej for­mie (pamięt­nika). Jako dodatek do cało­ści znaj­dziemy rów­nież suplementy, które zawierają: Kom­pen­dium wiedzy warzyw­niczej, Historię dział­kow­nic­twa… oraz Sugerowaną bibliografię. Z takim zapleczem infor­macji  każdy preten­dujący do miana począt­kującego ogrod­nika może swobod­nie wybrać się na działkę.

Czas na…

Angiel­ski humor — jedni w nim gustują, inni go nie rozumieją. W zależ­no­ści od grupy, do której byś siebie przy­pisał, taka będzie dla Ciebie lek­tura owej pozycji – zabawna lub hmm… trudno w zasadzie stwier­dzić jaka. Trzeba jed­nak pod­kreślić, że język jest staranny i wręcz czuje się, że autor ma nie­zwykle głęboką jego świadomość. Myślę, że trans­lator musiał nie­mało się natrudzić, żeby oddać wszyst­kie angiel­skie gry słowne. Ponadto Robert Shel­ton często do opisu zwykłych czyn­no­ści pod­chodzi jak do opowiadania o bar­dzo skom­plikowanych procesach, używając przy tym pseudofachowego i pseudonaukowego słow­nic­twa na równi z potocyzmami, co w efek­cie daje ciekawe połączenie.

Zaczęliśmy budować szopę. Jakiś czas temu pojawiły się wąt­pliwo­ści, czy to ma jakiś sens w świetle naszej kon­statacji, że ogrod­nic­two jest idiotyczną stratą czasu (…). Z drugiej strony nie­stabilny i przy­pad­kowy układ desek, który funk­cjonuje pod nazwą „ławka”, nie jest dla takich pionierów z pogranicza jak Steve i ja odpowied­nim miej­scem do picia her­baty i dys­kutowania o fasoli. Do tego potrzebny nam jest nie­stabilny i nie­przypad­kowy układ desek, który funk­cjonuje pod nazwą „szopa”.

Dla kogo?

W pod­sumowaniu recen­zji powinna się pojawić sugerowana grupa docelowa odbior­ców, jed­nak w tym przy­padku nie­zwykle ciężko jest ją określić. Gdybym poleciła książkę pasjonatom, to zapew­nie ilość oczywistych infor­macji zanudziła by ich po pierw­szych roz­działach. Z drugiej strony osoby nie interesujące się tematyką nie znajdą tu raczej nic dla siebie – wątek wewnętrz­nej prze­miany bohaterów został blado zakreślony i z pew­no­ścią nie jest dominujący. Muszę wyznaczyć złoty środek, czyli wszyst­kich zaczynających swą przy­godę z ogrod­nic­twem lub nie mających pomysłu na upo­ranie się z dręczącymi ich problemami.

ocena2

Tylko dla zain­teresowanych tematyką

Robin Shel­ton
Czas na działkę. Dwóch facetów, jedna szopa i zero pojęcia.
(szczegółowe infor­macje)


Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwaszkiewicza

.

Zostań gen­tlemanem, bądź damą

.

Kiedy w szlachec­kich domach wznoszono toast na cześć gościa, zaczynano od słów: „ W pań­skie ręce per­swaduję!”. Gość skrom­nie spusz­czał oczy i odpowiadał: „Bynaj­mniej i owszem”. Wten­czas wytworny gospodarz wypowiadał for­mułę: „Pań­ska grzecz­ność jest moim obowiąz­kiem”. Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwasz­kiewicza to cenne źródło wiedzy dla tych wszyst­kich, którzy po staropol­sku uważają, że „Pań­ska grzecz­ność jest ich obowiąz­kiem”.
(ze wstępu prof. Jana Sandomierskiego)

Prof. dr hab. Michał Iwasz­kiewicz, autor Porad­nika dobrych obyczajów wydanego w 2006 roku, ponow­nie dzieli się z nami swoją wiedzą dotyczącą protokołu dyplomatycz­nego, „dobrych obyczajów” i szeroko pojętej kul­tury osobistej. Rów­nie obiecujący jest wstęp prof. zw. dr hab. Jana San­domier­skiego, który chwali nie­wąt­pliwe zalety pozycji. Czy jed­nak tego typu publikacja jest rzeczywi­ście potrzebna?

Kilka kroków do sukcesu

Szkołę dobrych manier… można swobod­nie nazwać pod­ręcz­nikiem, gdyż ma na celu poszerzenie wiedzy czytel­nika. Inter­lokutor profesora zadaje mu pytania, z którymi ten musi się zmierzyć, więc kom­pozycja cało­ści oparta jest na zasadzie: problem — roz­wiązanie.
Książka została podzielona na kilka czę­ści, dotyczących pew­nych sfer działal­no­ści człowieka m.in. obyczajów przy stole, zachowań w prze­strzeni publicz­nej czy stosun­ków międzyludz­kich na uczelni i w szkole. Naj­bar­dziej interesujący dział stanowi (z subiek­tyw­nego punktu widzenia recen­zenta) temat poświęcony modzie. Zapewne męska grupa czytających wes­tchnie: „No jasne, prze­cież ona jest kobietą”. Cóż może zdziwi ich fakt, że w przy­toczonym przeze mnie roz­dziale znajdą jeden mały akapit dotyczący dam­skiego ubioru, reszta zawiera wskazówki dla płci prze­ciw­nej. Czy wiedzieli­ście, że:

(…) Moda męska wywodzi się z tradycji brytyj­skiej i naj­więk­szy wpływ na tę modę mieli dyn­dasi angiel­scy, a szczególną rolę ode­grał książę Ber­tie, czyli póź­niej­szy król Edward VII. Z nim łączą się dwa fakty, które każdy dżen­tel­men powinien znać. Mianowicie po pierw­sze kamizelka zawsze musi mieć odpięty ostatni guzik. (…) Po drugie, na wyścigi w Eton nie można przyjść w spodniach bez man­kietów. (…) Bez względu na to, jaka jest aktualna moda czy ten­den­cja, do eleganc­kiego gar­nituru popołu­dniowego man­kiety są obowiązkowe.

Kosmiczne dywagacje

Czytel­niku, jeśli po prze­czytaniu powyż­szego frag­mentu stwier­dzisz, że oto znalazłeś remedium na swoje dotych­czasowe problemy (wiadomo, że znajomość zasad savoir-vivre pomaga w prze­róż­nych sytuacjach) ochłoń trochę, podążając dalej za mniej pociągającym wywodem autorki tejże recen­zji.
Nie­stety nie mogę zro­zumieć pew­nego faktu — czemu w bar­dzo wielu miej­scach Szkoła dobrych manier… jest pisana dla… no właśnie dla kogo?  Do kogo  kierowane są takie fragmenty:

Parki lub laski to miej­sca szczegól­nie często odwiedzane przez miesz­kań­ców miast. Przy­chodzą tam po lek­cjach i nie tylko po lek­cjach grupy młodych ludzi. Wielu miesz­kań­ców poprawia tam sobie kon­dycję, biegając bądź chodząc z kij­kami, a nie­którzy spacerują chęt­nie z psami. Szczególną formą aktyw­no­ści są też wyprawy konne. Są szlaki, którymi wędrują jeźdźcy, a poza tym wielu młodych ludzi jeź­dzi tam­tędy na rowerach.

Każdy wie po co są parki i co można w nich robić, więc czemu mają służyć obszerne akapity stwier­dzające „oczywiste oczywisto­ści”. Co naj­mniej połowa książki zawiera infor­macje zupeł­nie nie­po­trzebne, których usunięcie mogłoby bar­dzo poprawić odbiór lek­tury. Pozostawiając jedynie ciekawe i warte zapamiętania rady, można by zdecydowanie lepiej wypromować tę pozycję. W tej chwili z ponad dwustu stron mogę polecić zaled­wie kilka tematów, które rzeczywi­ście są interesujące.

I co teraz?

Czytać czy nie czytać – oto jest pytanie. Nie­stety nie udzielę na nie odpowiedzi. Jest to dziwny pod­ręcz­nik — czę­ściowo wciągający, czę­ściowo odrzucający. Jeśli masz czas na szukanie wśród gęstwiny stron zaj­mujących akapitów, możesz się pokusić o kupienie Szkoły dobrych manier…, jed­nak jeżeli należysz do osób nie­cier­pliwych, chyba lepiej ominąć tę książkę i poszukać innego porad­nika savoir-vivre.

ocena3

Pół żartem, pół serio”

Michał Iwasz­kiewicz
Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwasz­kiewicza
(szczegółowe infor­macje)


Noc poetów, czyli… oddychaj poezją w Krakowie

Już 6 sierp­nia Kraków zmieni się w stolicę poezji za sprawą kul­tural­nego przed­się­wzięcia pod nazwą Noc poetów. Poezja nie­zależna 70–89. zor­ganizowanego m.in. przez Instytut Pamięci Narodowej, Stowarzyszenie NZS 1980 oraz Narodowe Cen­trum Kul­tury. Zanurzymy się w atmos­ferze uciskanej Pol­ski, która pomimo komunistycz­nego reżimu (a może właśnie dzięki niemu) rodziła takich twór­ców jak Jerzy Kron­hold czy Adam Zagajew­ski. Będziemy mogli delek­tować się utworami znanymi oraz otrzepanymi z kurzu czasu perełkami.

Oto co nas czeka:

  • Poetyc­kie etiudy w plenerze, czyli…

… hap­peningi przy­gotowane m.in. przez Zbigniewa Hołdysa

Kiedy? Godzina 15.00

Gdzie? Plac Szczepań­ski / Planty

Czytaj dalej

Dziś i jutro warsztaty na Festiwalu Wioska Teatralna

Warsz­taty wraż­liwo­ści słów i nie-słów

Poezję można znaleźć wszędzie, z takim prze­słaniem ruszają warsz­taty prowadzone przez Wei-Yun Lin-Górecką. Chcesz spróbować swoich sił w star­ciu z poezją i teatrem? Dołącz do grupy, która przez kilka dni będzie starała się poszerzyć  horyzonty Waszej twórczości.

Liczba uczest­ników: 6 –10
Czas trwania: 2 dni warsz­tatów po 3 — 4 godziny, w trzeci dzień prezen­tacja.
W pierw­szy dzień warsz­taty odbędą się w sali, w drugi dzień na polu.

Wymagania:

  • znajomość języka pol­skiego, luźne ubranie do ćwiczenia,
  • narzędzia do pisania (zeszyt, długopis czy ołówek),
  • zestaw swoich ulubionych słów (proszę o nich pomyśleć).

Wszel­kie infor­macje znaj­dziecie na stronie free​.art​.pl.

Kobieta do zadań specjalnych

.

Wariacje na wakacje

Kobieta do zadań specjal­nych, czyli szalona Zu (Zuzanna Rosz­kow­ska), bohaterka powie­ści Słomiana wdowa wydanej przez Iwonę Czar­kow­ską w zeszłym roku, ponow­nie wkracza do akcji. Rów­nież tym razem nie zabrak­nie jej nie­kon­wen­cjonal­nych pomysłów, buj­nej wyobraźni oraz… pecha.

Dawno nie spo­tkałam się z książką, w której postać miałaby tysiąc pomysłów na minutę a akcja działaby się w tak zawrot­nym tem­pie. Z pew­no­ścią nie można zarzucić autorce, że zanudza czytel­nika, wręcz prze­ciw­nie – nie mamy nawet czasu, by zastanowić się, co działo się pięć minut temu, ponie­waż Zu co chwilę wpada w nowe kłopoty. Sama fabuła rów­nież nie mie­ści się w ramach stan­dar­dowej powie­ści o „wewnętrz­nych roz­ter­kach kobiety”, co można by sądzić o tej pozycji czytając jej tytuł w księgarni. Nie ma mowy o sen­tymen­tal­nej miło­ści, kryzysie wieku śred­niego czy obciążeniach psychicz­nych. Znaj­dziemy za to wiele groteski i mnóstwo humoru, trafionego bar­dziej lub mniej, ale wszech­obec­nego. Kobieta do zadań specjal­nych jest więc cał­kiem udaną parodią kryminału.

Dynamika akcji nie prze­kłada się jed­nak na dynamizm psychologiczny osób. Nie­stety kreacja bohatera, choć zabawna, jest dość płaska. Rosz­kow­ska nie zadaje sobie trudu myślenia, a sama jej postać też nie pobudza do reflek­sji. Mimo to, przez cały czas trwania powie­ści czujemy sym­patię do Zuzanny, naj­praw­dopodob­niej dlatego, że bohaterka rekom­pen­suje po czę­ści nasze własne wady. Jej dziecięca nie­zarad­ność przy każ­dym z zajęć, którego się podej­muje, sprawia, że widzimy siebie w lep­szym świetle: ja prze­cież nie przy­palam wody w garnku, nie mdleję na widok robaków w mące i nie gubię waż­nych numerów telefonów, gdy wyjeż­dżam do innego miasta. Odnosimy nieod­parte wrażenie, że Iwona Czar­kow­ska chce pod­nieść na duchu każdą kobietę, która sięgnie po ten nie­zakazany środek antystresowy.

Lek­kość pióra pisarki jest w dużej mierze wynikiem języka, jakiego używa – nie stroni od kolokwializmów czy wręcz wul­garyzmów. To właśnie one nadają cało­ści pazura, którego brak zwykle w książ­kach tej kategorii. Bohaterowie nie są wymuskanymi, hiper­popraw­nie mówiącymi odbiciami samego autora, lecz postaciami, których charak­ter krystalizuje się w dużej mierze poprzez ich wypowiedzi.

– Dobrze, że jesteś – krzyk­nęła do słuchawki, gdy z drugiej strony usłyszała głos młod­szej siostry.

– Masz szczę­ście, że pada deszcz, a ja zapo­mniałam parasola i musiałam wrócić się sprzed bloku – usłyszała w odpowiedzi.

– A odkąd ty się desz­czu boisz? – zdziwiła się star­sza siostra. – Prze­cież nawet parasola nigdy nie miałaś.

– Nie miałam, bo zawsze pożyczałaś moje i je gubiłaś ty jełopo! A desz­czu to ja się nie boję. Ale moja sąsiadka wyjechała na kilka dni i poprosiła mnie, żebym wyprowadzała jej jam­nika. A ta łajza na deszcz nie wyj­dzie, no to wróciłam po parasol dla niego. No co rżysz, wariatko?

Nie jest to literatura naj­wyż­szych lotów, ale też nie tego oczekujemy po Kobiecie do zadań specjal­nych. Cał­kowicie speł­nia rolę przyjem­nej pozycji na monotonny dzień, jed­nak myślę, że nie sięgniemy po nią drugi raz – podob­nie jak powtarzanie starych kawałów, często koń­czy się znaczącym mil­czeniem, tak i w tym wypadku zapewne nie uśmiech­nęlibyśmy się ponow­nie. Jed­nak jako jed­norazowa dawka humoru i ucieczka przed nudą, spraw­dzi się doskonale (nie tylko dla kobiet).

ocena3.5

Środek antystresowy dla każ­dego

Iwona Czar­kow­ska
Kobieta do zadań specjal­nych
(szczegółowe infor­macje)






Zapasy z życiem

Ilość czy jakość?

Eric-Emmanuel Schmitt pracuje pełną parą. Wiosną tego roku wydaw­nic­two „Znak” wypu­ściło powieść Ulis­ses z Bag­dadu, a już w lecie możemy zakupić Zapasy z życiem. Czy autor kul­towego Oskara i pani Róży nie nazbyt się spieszy? Czy kolejny pisarz znów uraczy nas zasadą – ilość, a nie jakość? Nie­stety, odpowiedź jest twierdząca.

Nowelka Zapasy z życiem trak­tuje o japoń­skim chłopcu, który po śmierci ojca uciekł z rodzin­nego domu od swej matki. Prowadzi życie włóczęgi i sprzedawcy tan­det­nych towarów, jakich nawet on nigdy by nie zakupił. Schmitt znów podej­muje wątek wędrówki tułacza, który musi odnaleźć cel ist­nienia, jed­nak tym razem jest to historia mocno naciągana. Jun poznaje pew­nego dnia starca (który dziw­nie przy­pomina Yodę z sagi Gwiezdne Wojny) i zostaje zaproszony do… szkoły sumo. Cóż, w tak krót­kim opowiadaniu autor nie prze­konał mnie do owego roz­wiązania. Począt­kowo bohater widzi w zawod­nikach opasłych męż­czyzn w pieluchach, jed­nak po jed­nym wieczorze diametral­nie zmienia zdanie, a owe „grubasy” zaczynają w jego oczach być „pociągającymi męż­czyznami”. Czy jed­nej nocy ktokol­wiek miesz­kający latami na ulicy mógłby prze­war­to­ściować swój dotych­czasowy świat? Szczytem jest naiwne roz­wiązanie całej akcji w koń­cowym frag­men­cie noweli, które staje się po prostu zabawne.

Naj­pięk­niej­szy moment opowiadania stanowi wątek korespon­den­cji głów­nego bohatera z matką. Schmitt zaskoczył czytel­ników nowator­skim pomysłem – nie znaj­dziecie tu tkliwych frazesów czy lirycz­nych zwierzeń, kobieta, która wysyłała listy swojemu synowi była… analfabetką.

W pierw­szym liście była biała kartka. Odwróciłem ją, przy­sunąłem do twarzy, odsunąłem, potem, badając ją pod światło, zauważyłem okrągłą plamkę, która roz­mięk­czyła struk­turę papieru, przez co jego kolor ściem­niał. Roz­poznałem łzę: mama płakała po moim wyjeździe.

Czy zapasy z życiem zapamiętamy na resztę życia? Z pew­no­ścią nie. Jest to jedna z książek, które mogą umilić nam wieczór, gdyż czyta się ją szybko i przyjem­nie, jed­nak nie­stety wiele do życzenia pozostawia spo­sób, w jaki Schmitt nakreślił całą akcję. Autor, poprzez naiw­nie prze­prowadzoną nar­rację, nie daje moż­liwo­ści reflek­sji nad tre­ścią. Uważam, że jest to nie­do­pracowana pozycja, która w prze­ci­wień­stwie do Pana Ibrahima i kwiatów Koranu, Oskara i pani Róży, a nawet now­szego Ulis­sesa z Bag­dadu, nie pociąga czytel­nika tą specyficzną Schmit­tow­ską magią. Jak powszech­nie wiadomo, każdy pisarz ma swoje lep­sze i gor­sze powie­ści, pozostaje nam czekać na powrót starej formy fran­cuskiego filozofa.

ocena3.5

Yoda w wer­sji sumo

E.E. Schmitt
Zapasy z życiem
(szczegółowe infor­macje)

Wiersze dla dzieci

Dlaczego ogórek nie śpiewa?

Twór­czość Kon­stan­tego Ildefonsa Gał­czyń­skiego zawsze zaskakuje swoją absur­dalną fan­tazją, dlatego bar­dzo dobrze wpasowuje się w nurt literatury dziecięcej. Z owej magicz­nej skarb­nicy skorzystało wydaw­nic­two „Zysk i Spółka”, wypusz­czając piękne wydanie wier­szy znanego poety.

Gał­czyń­ski stawia przed dziećmi wiele pytań wymagających odpowiedzi: Kto wymyślił choinki?, Dlaczego ogórek nie śpiewa?, co bym zrobił Gdybym miał jedena­ście kapeluszy? W świecie małych odkryw­ców zwykle każde zagad­nienie jest rów­nie ważne, dlatego w książeczce porusza się sprawy, które z per­spek­tywy naj­młod­szych są naj­wyż­szej wagi. Pisarz stara się wyjaśnić w zabawny spo­sób zarówno roz­pacz ogórka, jak i prze­biegłość Ander­senow­skiej wiedźmy. Opowiada rów­nież o czym śnią psy oraz co się stanie z urzęd­nikiem, jeśli spo­tka lwa. Czytel­nik razem z poetą podąża krainą nie­samowitych zdarzeń i nie­real­nych roz­wiązań, bo wszystko się może wydarzyć, gdy pióro trzyma autor Zielonej gęsi.

Nieobca jest rów­nież Gał­czyń­skiemu sama zabawa war­stwą językową, o czym świad­czy wesoły wiersz Strasna zaba:

Pewna pani na Marsałkowskiej

kupowała synkę z groskiem

w towazystwie swego meza, ponurego draba;

wychodzą ze sklepu, pani w sloch,

w ksyk i w lament: — Męzu, och, och!

popats, popats, jaka strasna zaba! (…)

Bez­troskie naśladow­nic­two języka używanego w przed­szkolu dodaje wier­szowi uroku, dzięki któremu szybko zapada w pamięć. Dziecko łatwo wyłapie nie­po­prawne dźwięki, które wyczyta rodzic i wspól­nie będą uczyć się wzor­cowej wymowy. Jest to znakomity stymulator do przyjem­nej nauki.

Czy książeczka dla naj­młod­szych może się obejść bez pięk­nej oprawy graficz­nej? Z pew­no­ścią nie dowiecie się tego, sięgnąw­szy po Wier­sze dla dzieci, gdyż ilustracje Katarzyny Czerner-Wieczorek fan­tastycz­nie wkom­ponowują się w całość tomiku i sprawiają, że oglądanie obraz­ków z waszą pociechą będzie samą przyjem­no­ścią. Żywe kolory i ładna kreska w połączeniu z wier­szami otworzą każ­demu małemu czytel­nikowi drzwi wyobraźni, które nie­raz zamyka telewizja. Chwyć­cie więc książeczkę w rękę i wybierz­cie się w podróż po nie­samowitym świecie nie­zwykłego pisarza.

ocena4.5

Ogór­kowy absurd

Kon­stanty Ildefons Gał­czyń­ski
Wier­sze dla dzieci
(szczegółowe infor­macje)


In nomine mortis

(…) Opiszę, jak doszło do tego, że zawiodłem wielu. I jak sczezło dobre miasto Paryż, a wraz z nim cały zachodni świat. Opowiem, jak rodzice porzucali swoje dzieci, a dzieci rodziców (…). Opowiem o tym, jak wśród szalejącej Apokalipsy, grupka fanatyków zawiązała spisek – tak potężny, że być może prze­trwał do dziś, a może będzie odnawiał się przez całe wieki.

Ową deklaracją Cay Rademacher wprowadza nas w pełen tajem­nic świat średniowiecz­nego Paryża, do którego bram puka „czarna śmierć”. Siejąc wokół ziarno strachu, które w klimacie nad­chodzących Dni Ostatecz­nych powoli kieł­kuje, sprawia, że plony nie­po­koju wzrastające w ser­cach miesz­kań­ców, zaczynają wydawać owoce zła. Dokonują się bunty spo­łeczne, samosądy oraz ogólny roz­kład moralny – do miasta wkracza chaos.

Wśród tych wydarzeń roz­grywa się pewna zagad­kowa intryga, w którą nasz bohater – młody mnich imieniem Ranulf – zostaje przy­pad­kowo wplątany. Zmieni ona całe jego życie, a w czytel­niku roz­budzi ukrytego detek­tywa. Kiedy tylko weź­miesz do ręki tę książkę, zostaniesz średniowiecz­nym inkwizytorem, uzbrój się więc w cier­pliwość i dobądź ukryte pokłady bez­względ­no­ści, ponie­waż będą ci one potrzebne przy czytaniu podob­nych fragmentów:

Teraz widziałem na żywo sam akt zadawania bólu. (…) Stół (…) był w rzeczywisto­ści łożem tor­tur. Jeden z pachoł­ków włożył cięż­kie, okrągłe drzewce w żelazne walce umocowane na dębowym łożysku pod blatem. Póź­niej jeden pod­szedł od strony nóg, drugi od strony głowy i zaczęli kręcić kor­bami w prze­ciw­nych kierun­kach. W ten spo­sób roz­suwali blat i roz­ciągali ciało więźnia.

Utoż­samiając się z nar­ratorem, młodym dominikaninem, stop­niowo zdobywamy różne etapy wtajem­niczenia w inkwizytor­skim fachu. Począt­kowo jesteśmy bez­radni i słab­niemy przy oglądaniu zwłok, by na końcu stać się świad­kami mor­der­czych tor­tur. Rademacher powoli zmienia psychikę bohatera, który – przy­byw­szy do Paryża – był młodym, nie­do­świad­czonym chłop­cem, nie­znającym cier­pienia i moral­nych roz­terek. W czasie naszej lek­tury staje się męż­czyzną, który nie­wiele ma wspól­nego z osobą z przeszłości.

Autor wnikliwie przed­stawia rów­nież ewolucję duchową bohatera, który zaczyna z każ­dym roz­działem popeł­niać coraz więk­sze grzechy. Paryż pochłania jego nie­winną duszę, zostawiając mu w zamian wyłącz­nie zmar­twienia i wyrzuty sumienia. Jego nie­zachwiana pew­ność swoich uprzed­nich sądów zostaje zgładzona przez moc pokus, które oferuje mu zepsute miasto. W pokor­nym mnichu rodzi się bunt i nie­po­słuszeń­stwo, kierujące w kon­sekwen­cji jego spoj­rzenie od krzyża do kobiecego ciała. Pod koniec powie­ści zrezygnowany Ranulf zdaje sobie sprawę, że pogrążył się w ciem­no­ściach, z których nie ma już wyjścia.

Cay Rademacher operuje prostym językiem i obrazowaniem, dzięki czemu jego powieść czyta się szybko i przyjem­nie. Czasem przez war­stwę językową prze­bija trochę naiw­no­ści, co powoduje na ustach bar­dziej wymagającego czytel­nika ironiczny uśmiech, jed­nak nie prze­kreśla war­to­ści całej książki. Jest to dobra lek­tura dla osób pragnących ode­tchnąć od codzien­nego pędu przy ciekawym kryminale, który zanurzy ich w mrocz­nym świecie średniowiecza.

ocena4

Zostań inkwizytorem

Cay Rademacher
In nomine mor­tis
(szczegółowe infor­macje)

Paddington i spacerek literek

Zabawa w literki

Pad­ding­ton i spacerek literek to kolejna książeczka ze znanej serii Michaela Bonda, opowiadającej historię peruwiań­skiego misia, znalezionego przez rodzinę Brow­nów na stacji Pad­ding­ton w Anglii. Tym razem nasz niedź­wiadek wybrał się na festyn do Małej Wenecji, jed­nej z dziel­nic Lon­dynu, gdzie jak zwykle prze­żywa ciekawe przygody.

Michael Bond pod­suwa rodzicom dobry pomysł na kreatywne spędzenie czasu pod­czas spaceru. Jeśli znudziły się wam tradycyjne gry w berka i chowanego, możecie po prze­czytaniu tego opowiadania przy­łączyć się do zabawy w Literki. Na czym ona polega? Tego dowiecie się z kart książeczki i zapew­niam, że choć jest bar­dzo prosta, będzie potrafiła dostar­czyć wam i waszym pociechom wiele radości.

Opowiadanie o Pad­ding­tonie, pomimo swych małych roz­miarów, zawiera sporą por­cję moral­nej nauki. Miś przez cały spacer własnymi siłami pracuje na wygraną w kon­kur­sie, jed­nak obok ciągle czai się osoba, która pod­gląda jego poczynania i wykorzystuje je na własną korzyść. W ostatecz­nym roz­rachunku pracowitość i uczciwość zwyciężają, a bohater otrzymuje zasłużoną nagrodę. Czytając historię misia, rodzic ma ułatwioną drogę do wpojenia swojemu dziecku w przyjemny i łatwy spo­sób owych war­to­ści. Często w dorosłym życiu stykamy się z podob­nymi sytuacjami, dlatego warto przy­gotowywać do nich nasze pociechy już od naj­młod­szych lat.

Naj­pięk­niej­szą część opowiadania stanowi sentencja:

Czasami naj­trud­niej jest zobaczyć to, co jest najbliżej.

Mogłoby się wydawać, że przed­szkolaki nie zro­zumieją tak głębokiego prze­słania, jed­nak autor bar­dzo umiejęt­nie wplata je w bajkę. Wprowadzając poważne tre­ści do świata małego misia, modyfikuje je i  dostosowuje do swego bohatera, dzięki czemu okazuje się, że nawet trudna prawda jest dziecin­nie prosta w odbiorze.

Dodat­kowy atut tej pozycji stanowi piękna oprawa graficzna. Obrazki R.W. Alley sprawiają, że dziecko chęt­niej prze­nosi się w świat książki, której bogata kolorystyka i znane z poprzed­nich opowiadań postaci, wprowadzają czytel­nika w charak­terystyczny klimat twór­czo­ści Bonda.

Pad­ding­ton i spacerek literek to świat pełen nie­spodzianek, kreatyw­nej zabawy i przyjem­niej nauki. Nie ma w nim prze­mocy ani okrucień­stwa, którymi naj­młodsi atakowani są w dzisiej­szych czasach z każ­dej strony.

Weź przed­szkolaka za rękę i chodź­cie razem z misiem na Spacerek Literek.

ocena4

Poczytaj mi mamo, poczytaj mi tato!

Michael Bond
Pad­ding­ton i spacerek literek
(szczegółowe infor­macje)


Muzyka pana Chopina

Rodem War­szawianin, ser­cem Polak  a talen­tem – świata obywatel” – C.K. Norwid

Słuchowisko Muzyka pana Chopina, mające przy­bliżyć naj­młod­szym Polakom wiedzę o kom­pozytorze, powstało z okazji Roku Chopinow­skiego. Zostało stworzone na pod­stawie tek­stów wier­szy i opowiadań dla dzieci i młodzieży znanej pisarki Wandy Chotom­skiej. Twórcy projektu postawili sobie trudne pytanie – jak zachęcić kil­kulat­ków do słuchania muzyki poważ­nej? Trzeba przy­znać, że poradzili sobie z tym problemem śpiewająco… a może grająco?

W małej książeczce dołączonej do dwóch płyt znaj­dziemy nie­wiele infor­macji dotyczących pianisty, jed­nak trzeba pamiętać, że stanowi ona jedynie dodatek do samych nagrań.  Pierw­sza płyta zawiera przy­stęp­nie opowiedzianą biografię Fryderyka Chopina, począw­szy od lat naj­młod­szych aż do przed­wczesnej śmierci. Do słuchowiska zostali włączeni nie tylko aktorzy tacy jak Zbigniew Zamachow­ski czy Agnieszka Warachul­ska, lecz rów­nież dzieci, które dodają cało­ści szczyptę fan­tazji i animuszu. Historyczne fakty prze­platane są scen­kami przed­stawiającymi frag­menty z życia pianisty, a dodat­kowe efekty dźwiękowe (jak stukot jeż­dżącej karety) sprawiają, że nagrania słucha się z zaciekawieniem.

Poza omówionymi elemen­tami, nie można zapo­mnieć o utworach samego Chopina. Znakomicie wkom­ponowane w słuchowisko dopeł­niają je i stają się jego integralną czę­ścią. Do oprawy muzycz­nej zostały wykorzystane frag­menty z dwudziestu jeden kon­cer­tów, dlatego płyta jest nie­zwykle róż­norodna i przy­bliża dorobek całego życia naszego narodowego pianisty. Co więcej, zostały one wykonane na historycz­nych instrumen­tach. Dla osób, którym nie wystar­czą „ułamki” zawarte w słuchowisku, prze­znaczona jest druga płyta zatytułowana: Wybrane kom­pozycje.

O pięk­nych wier­szach Wandy Chotom­skiej nie trzeba wiele pisać, gdyż same bronią się przed krytyką:

Wanda Chotom­ska (1929)

Preludium desz­czowe

Naj­pierw były

plakaty na mieście,

sto pięć­dziesiąt,

może i dwieście,

na plakatach

litery metrowe:

Wielki kon­cert –

Preludium Desz­czowe”.

Ludzie stali,

plakaty czytali,

nie pytali,

gdzie będzie ten koncert,

tylko biegli

pod pomnik Chopina,

do Łazienek,

gdzie wierzby płaczące.

Pół War­szawy pobiegło do parku,

więc ja także ruszyłam tą trasą,

a że każdy parasol miał w ręku,

więc ja także przyniosłam parasol.

…Tak się właśnie to wszystko zaczęło –

był pan Chopin na swoim cokole,

a dokoła tłum ludzi ogromny

i wetknięte w ten tłum parasole.

For­tepianu  wła­ściwie nie było.

Jeden pan nawet o to się czepiał,

ale dziecko, bo z dziec­kiem przyszedł,

powiedziało, że widzi fortepian.

– Widzisz?

– Widzę, klawisze grają.

– Słyszysz?

– Słyszę, deszcz w liściach dzwoni.

Pod wierz­bami w Łazien­kach Chopin

krople desz­czu kołysze w dłoni.

Parasole zakryły niebo,

roz­kwitają w jesien­nym zmierzchu.

– Słyszysz?

– Słyszę Preludium Deszczowe.

– Widzisz?

– Widzę początek deszczu…

Dodat­kowo poezja ta daje  moż­liwość każ­demu ze słuchaczy odgrywania ze swoim dziec­kiem podob­nych lirycz­nych dialogów. Z pew­no­ścią obie strony będą czer­pać dużą przyjem­ność z tak prze­prowadzonej „roz­mowy”, a wspo­mnienie o piani­ście nie prze­pad­nie w pamięci malca.

Wanda Chotomska na Międzynarodowych Targach Książki (2010)

Wanda Chotom­ska na Międzynarodowych Tar­gach Książki (2010)

Muzyka pana Chopina jest w dzisiej­szych czasach nie­zwykle potrzebną pozycją. Dzieci nie chcą przy­swajać wiedzy podanej w spo­sób tradycyjny, szybko się nudzą i znie­chęcają. Ponadto gubią się w natłoku róż­nych infor­macji, których dostar­czają im współ­czesne media, nie potrafią wybrać tych war­to­ściowych. Rodzice natomiast załamują ręce nad nie­wiedzą swoich pociech i starają się za wszelką cenę sprawić, by stały się małymi geniuszami. Słuchowisko to łączy oba pragnienia – dziecięce, by nauka sprawiała przyjem­ność i dorosłych – by budować w maluchach pod­stawy wiedzy na naj­waż­niej­sze tematy. Słuchając ze swoim dziec­kiem jed­nej płyty, zaznajomisz je jed­nocześnie z muzyką, poezją i magią teatru radia, a czas spędzony w ten spo­sób na pewno nie będzie stracony.

ocena4.5

Historia pew­nego Frycka

Wanda Chotom­ska
Muzyka pana Chopina
(szczegółowe infor­macje)


Targujemy się (w Arkadach Kubickiego)

0

Od 7 do 9 maja 2010 odbywały się Targi Wydaw­ców Katolic­kich, na których nie zabrakło i naszej redak­cji. Cała impreza, oprócz samego kier­maszu, obej­mowała mnóstwo innych atrak­cji m.in. spo­tkania z autorami, pokazy fil­mów, wystawy i konferencje.

Stoiska miesz­czące się w Arkadach Kubic­kiego odwiedziło naprawdę wiele osób, lecz poza nie­wąt­pliwą estetyką wnętrz (zabyt­kowa architek­tura pod­ziemi Zamku Królew­skiego z jej pięk­nymi drew­nianymi pod­łogami) organizatorzy powinni pomyśleć bar­dziej prak­tycz­nie — tego typu spo­tkania muszą odbywać się w miej­scu, gdzie jest trochę więcej prze­strzeni. Ścisk panujący między regałami i stolikami nie wpływał pozytyw­nie na samo­poczucie osób chcących w spo­koju delek­tować się literaturą.

1a

Zdecydowanie dobrym posunięciem było umoż­liwienie czytel­nikom kon­taktu z autorami. Pisarze siedzieli naj­czę­ściej obok stoiska kon­kret­nego wydaw­nic­twa i z wielką chęcią podej­mowali kon­wer­sacje z zain­teresowanymi osobami — czuć było nie­mal familiarną atmosferę.

fot. Henryk Bejda

na zdjęciu: Hen­ryk Bejda

Czytaj dalej

Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.









Losowy cytat


Byłem nikim, więc mogłem sobie pozwolić na wszystko.
Witold Gombrowicz
 

Recenzje

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji

7 września 2010 0

Pod­tytuł książki Michała Kruszony wskazuje, że czytel­nik ma przed sobą osobliwą opowieść ezoteryczną, naznaczoną wiedzą tajemną. Czy tak jest w istocie? (Ocena 3/5)

Krok przed ciemnością

6 września 2010 0

Krok przed ciem­no­ścią” – już nie w świetle, jesz­cze nie w mroku – znaj­dujemy się pomiędzy narodzinami a śmier­cią, tym co oczywiste, a tym co nie­znane. Wyraź­nie odczuwamy nastrój nie­pew­no­ści, oczekiwania. Jego twór­czość balan­suje między światłem i cieniem, bar­dzo wyraź­nie nawiązując do dzieł jed­nego z malarzy – Hop­pera… (Ocena 5/5)

Igły i grzechy

5 września 2010 0

Gdyby ktoś poprosił mnie, żebym jak naj­krócej stre­ściła mu zbiór opowiadań Johna Ever­sona, byłoby to zadanie banalne. „Zbrod­nia i kara” — powiedziałabym. Autor bowiem postanowił przed­stawić bar­dzo dokład­nie (anatomicz­nie można powiedzieć) złą i okrutną stronę natury ludz­kiej. (Ocena 5/5)

Powrót do Stumilowego Lasu

4 września 2010 0

Czy zdarzyło Ci się kiedyś przy­pad­kiem – choćby pod­czas sprzątania – natknąć się za szafą na zapo­mnianego, wyświech­tanego misia, ukochaną zabawkę z dzieciń­stwa lub tą starą, zde­zelowaną lokomotywę, która wiozła cię przez tyle krain wyobraźni? Jakie to uczucie? Czyż nie przyjem­nie wsiąść w ten magiczny wehikuł czasu, zatopić się we wspo­mnieniach smakujących watą cukrową, łzami wywołanymi stłuczonym kolanem pod­czas pierw­szych jazd na rowerze? Takie odczucia towarzyszyły mi, gdy sięgnęłam po Powrót do Stumilowego Lasu. (Ocena 5/5)

Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych

3 września 2010 2

Dziw­nologia” Richarda Wisemana począt­kowo wydała mi się kolej­nym porad­nikiem typu – jak manipulować ludźmi. Takie przy­naj­mniej wrażenie odniosłam, gdy prze­czytałam blurb. Ha! Nic bar­dziej myl­nego. (Ocena 4/5)

Tajny agent Jaime Bunda

2 września 2010 0

Książka autora z Angoli o agen­cie taj­nej policji Jaime Bun­dzie została wydana nakładem nowej oficyny Claroscuro. Jeżeli wszyst­kie publikowane przez nie pozycje będą tak ciekawie napisane jak ta, to nic, tylko się cieszyć! (Ocena 4+/5)

Jak nie umrzeć. Opowieści patologa sądowego

1 września 2010 1

Książka pani patolog składa się ze wstępu, dwunastu roz­działów (swoistych odcin­ków) oraz epilogu – mogłabym zaryzykować twier­dzenie, że kom­pozycja Jak nie umrzeć. Opowie­ści patologa sądowego przy­pomina miniserial. We wstępie Garavaglia wyjaśnia między innymi róż­nicę między patologiem a koronerem, infor­muje o „narzędziach” lekarza sądowego czy wresz­cie przy­bliża czytel­nikom pod­stawowe ter­miny związane z patologią sądową. (Ocena 3+/5))

Klucz do zaświatów

31 sierpnia 2010 0

Jeśli patrząc na nazwisko autora nie masz powszech­nego wrażenia „że gdzieś je już słyszałeś” – nie martw się, wszystko jest w porządku, a amnezja jesz­cze nie złapała Cię w swoje nie­widzialne ręce. Dan Poblocki z pomocą doborowej akuszerki – Naszej Księgarni – ukazuje światu swoje pier­worodne dziecko, Klucz do zaświatów. (Ocena 4/5)

Mechanizm serca

30 sierpnia 2010 0

Mechanizm serca” mnie zauroczył. Magiczną okładką, baśniowym opisem, nie­banal­nym pomysłem. Chęcią połączenia dwóch tak odległych sfer: uczuciowej (serce) i material­nej (zegar). Można powiedzieć: zostałam kupiona. Ale w miarę czytania okazywało się, że w samej tre­ści coś zgrzyta, skrzypi, chrzę­ści. (Ocena 3/5)

Gorzka czekolada

29 sierpnia 2010 1

Mówiąc szczerze, miałam pewne obawy co do tego, jak będzie wyglądać moja przy­goda z tą pozycją. Wąt­pliwo­ści te wynikały z tego, że w rekomen­dacji „Daily Mail” wyłowiłam szybko słowo „czytadło”. Dotych­czas wydawało mi się, że na tego typu powie­ści jestem uczulona do tego stop­nia, że nie będę w stanie przez Gorzką czekoladę prze­brnąć. A tu proszę! Zdziwienie! (Ocena 3/5)

Dzicy detektywi

27 sierpnia 2010 0

Zdarza się czasem, że czytając książkę, czujesz, jak­byś ślizgał się po powierzchni. Widzisz tylko wierz­chołek góry lodowej, ze strzępów słów próbujesz złożyć obraz, ale brakuje w nim szczegółów, zostaje tylko niejasne, ogólne wrażenie. Wiesz, że ten sam tekst prze­czytasz za rok, dziesięć, pięć­dziesiąt lat i za każ­dym razem odsłoni inne oblicze. Dopasuje się do twojej wiedzy, twoich prze­żyć i doświad­czeń. Po tym chyba poznaje się wiel­kie dzieła. (Ocena 4+/5)

Wszystkie boże dzieci tańczą

25 sierpnia 2010 0

Zbiór opowiadań Wszyst­kie boże dzieci tań­czą to kolejny z wielobarw­nych kwiat­ków, wyhodowany przez intrygującego Harukiego Murakamiego. Tym razem zostaliśmy uraczeni sze­ścioma historiami. Każda z nich jest zaskakująca i zdecydowanie różni się od pozostałych. (Ocena 4/5)

Zapiski z wielkiego kraju

24 sierpnia 2010 0

Jeśli chodzi o książkę Billa Brysona Zapiski z wiel­kiego kraju, to naczelne gazety Wiel­kiej Brytanii chwalą, chwalą i jesz­cze raz chwalą. W pełni zgadzam się z opinią brytyj­skich gazet, bowiem Zapiski… to literatura bar­dzo dobra; sar­kastyczna, ale przy tym inteligentna i skłaniająca do reflek­sji. (Ocena 5/5)

Czas na działkę

23 sierpnia 2010 1

Czy uprawianie ogródka dział­kowego może pomóc w osiągnięciu wewnętrz­nej rów­nowagi? Robin Shel­ton udowad­nia nam, że jest to moż­liwe. Razem ze swym przyjacielem Stevem prze­żywali kryzys, z którego wyciągnęła ich właśnie praca w ogrodzie. (Ocena 2/5)

Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin

22 sierpnia 2010 2

Chang Jung (zgod­nie ze zwyczajem, między innymi chiń­skim, nazwisko poprzedza imię) urodziła się w Yibin (Yibin znaj­duje się w prowin­cji Syczuan), w Chinach, w 1952 roku. Jej pierw­sze imię brzmi Erhong (znaczy tyle, co ‘drugi łabędź’, bowiem pierw­szym łabędziem była jej matka). W czasach wzmożonego kultu Mao (tuż przed Chiń­ską Rewolucją Kul­turalną), za namową Erhong, ojciec nadał jej imię Jung (Rong). Jung (Rong) to starochiń­skie słowo używane na „zmagania wojenne”, a wów­czas, u progu Rewolucji Kul­tural­nej, popularne było nadawanie imion związanych z walką i wojną.

Wielki bazar kolejowy

21 sierpnia 2010 1

Odkąd pamiętam, uwiel­białam podróżować pociągami. Lubiłam dworce, uczucie oczekiwania, tar­ganie ze sobą zapasów na drogę, ciekawe książki, które się czytało w trak­cie podróży, interesujące (lub nie) widoki za oknem, moż­liwość obser­wacji i ewen­tual­nej interak­cji z innymi podróż­nymi, nawet wagony restauracyjne.

Dopóki mamy twarze

20 sierpnia 2010 0

W pew­nym starożyt­nym bar­barzyń­skim królestwie rządzi poryw­czy król, którego bogowie nie obdarzyli synem. Ma nie­stety same córki — aż trzy. Jedna nie­rząd­nica, druga brzydka, a trzecia prze­piękna. Ta brzydka prak­tycz­nie wychowuje tę naj­pięk­niej­szą, ponie­waż matka zmarła przy porodzie. Siostry łączy nie­zwykła więź — kochają się bar­dzo, miło­ścią siostrzano-matczyną. Trudno nawet określić granice tego uczucia.

Złodzieje piasku

19 sierpnia 2010 0

Złodzieje piasku to historia porwania w Bag­dadzie w 2004 roku dzien­nikarza, słyn­nego korespon­denta wojen­nego – Daniela Lowen­steina. Jed­nak jest ona gęsto poprzetykana także wspo­mnieniami jego przyjaciół z kilku poprzed­nich wypraw w rejony naj­niebez­piecz­niej­szych działań wojen­nych: z Sarajewa, Gomy, Groznego. (Ocena 4/5)

Droga do raju

16 sierpnia 2010 1

Dokument ukazujący sur­realistyczną sytuację: kobieta, Żydówka, żona, matka, eks­pert do spraw ter­roryzmu, służąca armii Izrael­skiej. Naprzeciwko jej dwoje roz­mów­ców: mężczyzna-morderca, organizator ataków ter­rorystycz­nych, ich uczest­nik lub kobieta: złapana przed próbą dokonania samobój­czego zamachu czy rezygnująca z niego. Cel: dowiedzieć się, dlaczego Arabowie chcą zabijać (bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu) cywilów izrael­skich, amerykań­skich – kogokol­wiek, kto zawadza. (Ocena 5/5)

Erynie

14 sierpnia 2010 0

Nie będzie prze­sadą, jeżeli napiszę, że była to jedna z naj­bar­dziej oczekiwanych książek tego roku. Nowy kryminał Krajew­skiego – hasło, na które żywo zareaguje każdy miłośnik tego gatunku. Erynie gosz­czą na pół­kach już od maja, od tego czasu pojawiło się o nich wiele sprzecz­nych opinii. Są i pochwały, i nagany. Czy Marek Krajew­ski – nazywany Mistrzem pol­skiego kryminału – sprostał grec­kim boginiom? (Ocena 4/5)

Podróż na koniec świata

13 sierpnia 2010 1

Podróż na koniec świata wień­czy czterotomowy cykl przy­gód rezolut­nego Joela. Wydawca na okładce umie­ścił infor­mację, jakoby lek­tura była adresowana do czytel­ników powyżej dwunastego roku życia; mnie jed­nak nie opusz­cza wrażenie, że domniemany tar­get wiekowy dla tej pozycji nie ist­nieje. (Ocena 3/5)

Złodziejka książek

12 sierpnia 2010 1

Publikacji dotykających tematyki II wojny światowej, holocaustu, a także samej śmierci powstało już tysiące. Dlatego Mar­kus Zusak dokonał rzeczy o ile nie nie­moż­liwej, to na pewno nie­zwykle trud­nej. Bo mistrzostwem jest pisanie na powtarzany wiele razy temat w nie­po­wtarzalny i zaskakujący spo­sób. (Ocena 5/5)

Dziewczyna w złotych majtkach

11 sierpnia 2010 0

Głów­nym bohaterem jest Luys Forest, pisarz, który namięt­nie oddaje się tworzeniu autobiografii. Nie­spodziewanie przy­bywa do niego Mariana, córka jego szwagierki, sprowadzając do domu tajem­nicze towarzystwo, nocne roz­mowy i dość luźne obyczaje… (Ocena: 4+/5)

Poradnik domowy kilera

7 sierpnia 2010 0

Znakomita książka Hal­l­grimura Hel­gasona, która nie pozwala się od siebie ode­rwać i ser­wuje por­cję roz­rywki w stylu Quen­tina Taran­tino, wspominanego zresztą na jej kar­tach. Błyskotliwie skon­struowana opowieść o zabójcy z wiel­kim sercem.

Nie kończąca się historia

3 sierpnia 2010 1

Mały chłopiec imieniem Bastian trafia do antykwariatu pana Korean­dera i zabiera stam­tąd książkę. Gruby, nie­śmiały, wyśmiewany przez kolegów i (jakby się zdawało) nie­kochany przez ojca chłop­czyk za jedyną swoją umiejęt­ność uważa wymyślanie historii. Uwiel­bia czytać, ponie­waż książki prze­noszą go w inny świat. W przy­padku tej opowie­ści prze­nosi się naprawdę. Ma jedyną w życiu szansę zrobić wszystko, czego tylko zapragnie. (Ocena: 5/5)

U2 The Name of Love

2 sierpnia 2010 1

Przed napisaniem recen­zji próbowałem policzyć wydawane na całym świecie książki poświęcone U2. Straciłem rachubę przy sześć­dziesiątej pozycji. Taka liczba nie powinna nikogo dziwić. W moje ręce wpadła ostat­nio naj­now­sza z nich. Panie i Panowie: Andrea Morandi, U2 The Name Of Love.

Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwaszkiewicza

31 lipca 2010 3

Prof. dr hab. Michał Iwasz­kiewicz, autor Porad­nika dobrych obyczajów wydanego w 2006 roku, ponow­nie dzieli się z nami swoją wiedzą dotyczącą protokołu dyplomatycz­nego, „dobrych obyczajów” i szeroko pojętej kul­tury osobistej. Rów­nie obiecujący jest wstęp prof. zw. dr hab. Jana San­domier­skiego, który chwali nie­wąt­pliwe zalety pozycji. Czy jed­nak tego typu publikacja jest rzeczywi­ście potrzebna? (Ocena 3/5)

Wagon Rosja

28 lipca 2010 0

Chociaż Natalii Kluczariowej nie można nazwać pisarką oryginalną, kiedy znamy pol­skie prze­kłady między innymi powie­ści Zachara Prilepina czy opowiadań Iriny Dienież­kinej, bo tupanie młodej Rosji usłyszeć można było w „Sań­kji” czy „Daj mi”, jest jed­nak „Wagon Rosja” książką ważną i przejmującą.

Kobieta do zadań specjalnych

26 lipca 2010 0

Kobieta do zadań specjal­nych, czyli szalona Zu (Zuzanna Rosz­kow­ska), bohaterka powie­ści Słomiana wdowa wydanej przez Iwonę Czar­kow­ską w zeszłym roku, ponow­nie wkracza do akcji. Rów­nież tym razem nie zabrak­nie jej nie­kon­wen­cjonal­nych pomysłów, buj­nej wyobraźni oraz… pecha. (Ocena 3+/5)

Rozkoszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycznych

25 lipca 2010 0

Roz­koszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycz­nych to … właśnie. Długo myślałam, jak dokoń­czyć to zdanie i chyba nie jestem w stanie określić, czym jest ta antologia. Zbiorem opowiadań erotycz­nych, ale… Po tytule oczekiwałam czegoś więcej, że będę czytała tę książkę z wypiekami na twarzy, a jeśli nie, to chociaż z żywym zain­teresowaniem. (Ocena 2/5)

Zapasy z życiem

24 lipca 2010 0

Eric-Emmanuel Schmitt pracuje pełną parą. Wiosną tego roku wydaw­nic­two „Znak” wypu­ściło powieść Ulis­ses z Bag­dadu, a już w lecie możemy zakupić Zapasy z życiem. Czy autor kul­towego Oskara i pani Róży nie nazbyt się spieszy? Czy kolejny pisarz znów uraczy nas zasadą – ilość, a nie jakość? Nie­stety, odpowiedź jest twier­dząca. (Ocena 3+/5)

Skarby w cieniu swastyki

23 lipca 2010 1

O w mordę, bursz­tynowa kom­nata! Ale suuupeeer! Tak mniej więcej wyglądała moja wczesnogim­nazjalna reak­cja na książkę, której recen­zję właśnie czytacie. Pozycja nazywa się Skarby w cieniu swastyki, a ten zło­wrogi tytuł nadał jej oczywi­ście autor, którym jest Leszek Adam­czew­ski. (Ocena 4/5)

Ostrze

22 lipca 2010 0

Czym jest Ostrze? Kryminałem? Ale mor­dercę poznajemy znacz­nie wcześniej niż na końcu. Powie­ścią historyczną? Nie jesteśmy w stanie określić precyzyj­nie ani czasu, ani miej­sca, o realizmie postaci nie wspominając. To może fan­tastyką, bo prze­cież pojawia się motyw pak­towania z szatanem i korzystania z jego mocy? Kolejny strzał w poprzeczkę. (Ocena 4+/5)

Moje pierwsze samobójstwo

21 lipca 2010 1

Przy­padek Jerzego Pil­cha pokazuje, jak ambiwalentną war­tość ma ustalony spo­sób pisania. Barokowość stylu, nawiązywanie do ustalonych motywów – to wszystko sprawiło, że jego pisar­stwo zyskało z biegiem lat ustaloną renomę. Pilch w swej twór­czo­ści nie jest ambiwalentny. Albo się podoba, albo nie.

Doktor Karolina

20 lipca 2010 1

Młoda, ambitna, ze świeżo obronionym dyplomem magistra weterynarii – cała dok­tor Karolina. Wyruszyła na siel­ską i aniel­ską wieś do dziadka – emerytowanego leśniczego. Pech chciał, że zepsuł się jej samo­chód, taka drob­nostka, ale nie dla praw­dziwej kobiety! Albowiem – jak na praw­dziwą kobietę przy­stało – bohaterka uważa, że poradzi sobie sama i tym samym odrzuca pomoc przy­stoj­nego bruneta… z którym będzie jej dane spo­tkać się jesz­cze nie jeden raz. (Ocena 4+/5)

Najnowsze komentarze

  • agnieszkach: raz dwa trzy! szczescie mamy dzis my!...
  • pawlolg: Chcę tę książkę ,pozdrawiam...
  • Adzek: lubię :)...
  • toldi: lubię jak można coś wygrać;)...
  • karino71: Ja też to lubie i liczę,ze tym razem to bedę ja :-)...