Główna » Recenzje » Obecnie czytasz:

Zielony dom

30 czerwca 2010 Recenzje Skomentuj! Dominika Bareja

Pierw­szy kon­takt z książką: na okładce śliczna ciem­nooka dziew­czynka z namalowanymi na twarzy plemien­nymi sym­bolami, z szyją obwieszoną kolorowymi koralikami, pod jej łokciami mięciut­kie piórka… Tytuł – Zielony Dom, autor – Mario Var­gas Llosa. Wyciągam wnioski: zapewne przyjemna historia rodzinna któregoś z  plemion Ameryki Łaciń­skiej. Obracam książkę, czytam:

Pew­nego dnia w andyj­skiej miej­scowo­ści pojawia się dziwny nie­znajomy. Kupuje ziemię, a dom, który buduje – maluje na zielono. Tubyl­ców zaskakuje obszerny salon i sześć małych pokoików na górze, a także zamówione wyposażenie składające się z tuzina łóżek, sze­ściu umywalek, sze­ściu luster i tyluż noc­ników. Pojawiają się podej­rzenia i plotki, aż pew­nego dnia ksiądz Gar­cia zagrzmi pod­czas nie­dziel­nej mszy, że nad Piurą unosi się moralne zagrożenie. Jed­nak to, co dla jed­nych jest sym­bolem zła i celem świętej wojny, dla innych przy­byt­kiem zakazanych uciech, a dla wielu zwykłą knajpą, dla dwojga ludzi stanie się azylem wiel­kiej miłości.

Deduk­cja zawiodła, zdarza się. (MORAŁ: nie oceniaj książki po okładce!). Będzie więc o Bogu, alkoholu, sek­sie i miło­ści… Czytam!

I owszem, pew­nego dnia w nie­wiel­kiej peruwiań­skiej wiosce pojawia się tajem­niczy męż­czyzna, buduje dom publiczny, który z chęcią odwiedzają „wygłod­niali” męż­czyźni (nie straszne im „piaskowe desz­cze”, które wcześniej sprawiały, że po zmroku nikt nie pojawiał się na ulicach!). Ale nie jest to chyba główny wątek powie­ści. Piszę „chyba”, bo nie wiem, co jest głów­nym wąt­kiem powie­ści! Llosa przed­stawia bowiem kilka historii bar­dzo (nie­wiele brakuje do „za bar­dzo”) licz­nej grupy osób. Co gor­sza, historie te nie są przed­stawione chronologicz­nie, lecz wymieszane ze sobą. Prze­praszam za określenie, ale wewnętrzne „upo­rząd­kowanie” tej książki kojarzy mi się ze śmiet­nikiem – Zielony dom podzielony jest na cztery główne roz­działy plus epilog, każdy roz­dział  na pod­roz­działy, które z kolei mają w sobie jesz­cze mniej­sze czę­ści, będące często opowie­ścią bohatera o innym zdarzeniu (całość niejako spaja historia jed­nej z postaci – Bonifacji)… Ale to jesz­cze nie wszystko! Spo­sób nar­racji w nie­których par­tiach powie­ści czyni ją jesz­cze bar­dziej skom­plikowaną, np.:

Niech mu to prze­tłumaczy, a tłumacz chrząka, gestykuluje, Jum słucha, ze skrzyżowanymi rękami, a Guber­nator wskazuje dziew­czynkę, niech się przy­bliży, ta odwraca się plecami, a tłumacz proszę pana, nigdy więcej mówić: Escabino diabeł, pójść stąd, na zawsze, ani Urakusa, mówić, ani Chicais, żadna osada Aguarunów, kupiec psioczyć, proszę pana, a Julio Reategui: co chcą zrobić Urakusowie z żywicą, której nie chcieli sprzedać kup­cowi Escabino, cicho, patrząc wciąż na dziew­czynkę, a co ze skórami, proszę przetłumaczyć.

Kolejną prze­szkodą w zro­zumieniu tek­stu są liczne, obce naszej kul­turze, imiona, nazwy plemion, nazwy geo­graficzne.

Czy jest to książka o Bogu? Po czę­ści tak. Jed­nym z wąt­ków powie­ści jest proces wpajania młodym dzikuskom jedynie słusz­nej wiary (małe dziew­czynki są odłączane od swoich plemion i zamykane w misji prowadzonej przez siostry zakonne). Czy jest to książka o alkoholu? Po czę­ści tak. To tu, to tam leżą butelki po wódce lub innym napoju, którego nazwy nie potrafię wymówić. Seks? Nie przy­pominam sobie, aby któraś ze scen o tematyce kopulacyj­nej mie­ściła się w Zielonym Domu. O sek­sie prze­waż­nie roz­mawiają (tak, roz­mawiają, czytel­nik nie jest bez­pośred­nim świad­kiem zaj­ścia) żołnierze, żandarmi, kupcy, którzy chęt­nie wykorzystują młode dzikuski lub marzą o stosunku z białą kobietą, praw­dziwą rzad­ko­ścią w dżun­gli. Miłość? Jak powiedział jeden z bohaterów: mąż cię kocha, dlatego cię bije (rzeczywi­ście, męż­czyźni, dla których np. kupienie żywicy jest waż­niej­sze od narodzin własnego dziecka, w powie­ści kil­kakrot­nie dają w ten spo­sób dowód swojej „miło­ści”). Jest jesz­cze miłość „dwojga ludzi, dla których Zielony Dom stał się azylem wiel­kiej miło­ści”. Wątek słabo wyeksponowany…

Jest to zdecydowanie jedna z naj­dziw­niej­szych książek, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Ma skom­plikowaną struk­turę, co często bar­dzo irytuje i pod­kopuje wiarę w nasze umiejęt­no­ści czytel­nicze. Co prawda z czasem wątki zaczynają łączyć się ze sobą, potrzeba jed­nak cier­pliwo­ści i nie­zwykłej kon­cen­tracji, aby dobrnąć do tego momentu. Sama fabuła nie jest zbyt porywająca, brak w niej punk­tów zwrot­nych, nie skrywa głębi filozoficz­nej, zakoń­czenie trochę roz­czarowuje… Być może nie do końca zro­zumiałam prze­słanie książki (jeśli takowe ist­nieje), w tym przy­padku nie należy się chyba tego wstydzić. Jed­nak, mimo wszel­kich nie­do­stat­ków, uważam że książka warta jest prze­czytania. Należy bowiem pamiętać, że Zielony Dom powstał w kul­turze zupeł­nie innej niż nasza –  jest ciekawą, choć wymagającą odskocz­nią od lek­tury europej­skiej czy amerykań­skiej, do której jesteśmy przyzwyczajeni.

ocena4

Za powiew świeżo­ści i ćwiczenie kon­cen­tracji

Mario Var­gas Llosa
Zielony dom
(
szczegółowe infor­macje)

Wrzuć linka u siebie:
  • Wykop
  • Facebook
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Digg
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Netvibes
  • Forumowisko
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • MySpace
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Skomentuj ten tekst







Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.









Losowy cytat


Wolność słowa wyraża zgodę na istnienie przeciwstawnych poglądów.
Salman Rushdie