Główna » publicystyka » Obecnie czytasz:

Subiektywne podsumowanie

15 lipca 2010 publicystyka Skomentuj! Dominik Kwaśnik

Mistrzostwa świata w RPA nie­stety się skoń­czyły. Skoń­czyły finałem, który z pew­no­ścią nie usatys­fak­cjonował wszyst­kich kibiców (nie licząc Hisz­panów). Można powiedzieć: „jaki mun­dial, taki finał”, ale bez prze­sady – było kilka rzeczy, które warto wspo­mnieć. Oto subiek­tywne pod­sumowanie mistrzostw.

Dziady – znowu się pojawiają. Ostat­nio byli nimi Włosi, ale znalazła się lep­sza kan­dydatura do nagrody dla antybohatera mun­dialu. Są to popeł­niający olbrzymie pomyłki sędziowie. Jako że dzieło Mic­kiewicza składa się z czterech czę­ści, uhonorowanych zostanie odpowied­nia liczba arbitrów: pan Koman Coulibaly (Słowenia-USA) to Dziadów cz. I, pan Stephene Lan­noy (Brazylia-WKS) – część II, Jorze Lar­rionda (Niemcy-Anglia) to Dziady III, a Roberto Ros­setti (Argentyna-Meksyk) – IV.

Naj­lep­szy mecz – to jak naj­lep­szy roz­dział powie­ści. Tym razem nie było wiel­kiego wyboru – połowa nominacji to mecze USA, a druga Nie­miec. Mimo wszystko zwycięża radosny jak fraszki Kochanow­skiego fut­bol zaprezen­towany w spo­tkaniu Kamerunu i Danii, które zakoń­czyło się wynikiem 2:1 dla Skan­dynawów. Oba zespoły szyb­ciutko odpadły z tur­nieju, ale zapew­niły nam przyjemną „lek­turę”. Głów­nie przez błędy w obronie jed­nych i drugich oglądaliśmy dużo sytuacji pod­bram­kowych, a akcja prze­nosiła się od pola kar­nego do pola karnego.

Śluby panień­skie – Nagroda specjalna. Mistrzostwa wiążą się z wiel­kimi obiet­nicami. Różni ludzie przy­sięgali zrobić różne rzeczy, gdy ich reprezen­tacja osiągnie suk­ces. Jedną z takich osób był Diego Maradona, który w przy­padku zdobycia Pucharu Świata miał biegać nago po ulicach Buenos Aires. Naj­wyraź­niej zmotywował tym Niem­ców, którzy wybili mu z głowy takie pomysły. Śluby składały też panie: fan­kom Chile czy Holan­dii nie było dane wcielić w życie swoich obiet­nic, ale warunek paragwaj­skiej modelki Lar­risy Riquelme się speł­nił – jej drużyna awan­sowała do ćwierć­finału. Honorowa Paragwajka wypeł­niła więc przy­rzeczenie i przy­stąpiła do roz­bieranej sesji. Dobrze, że „Boski” Diego miał ambit­niej­sze plany i nie zadowolił się ćwierćfinałem.

Postać Mun­dialu – nie mylić z „pił­karzem mun­dialu” poniżej. Mogła być to wuwuzela albo piłka Jabulani, ale to nie są postaci. Nie będzie nią też skaczący przy linii bocz­nej Diego Maradona. Naj­waż­niej­szą Postacią z drugiego planu, bez której te mistrzostwa nie byłyby takie same zostaje ośmior­nica Paul, który wytypował popraw­nie wszyst­kie wyniki meczów Nie­miec i finału, czym zawstydził nawet wróżące wiedźmy z Mak­beta. W nagrodę otrzymał replikę Pucharu Świata tylko dla siebie. Zasłużył. Co prawda wszyst­kie zwierzęta są równe, ale nie­które – rów­niej­sze. Razem z pieskiem Pic­klesem, który odnalazł w 1966 roku skradziony Puchar, tworzą mistrzow­ski Fol­wark Zwierzęcy.

Bum! I po Mistrzostwach.

Naj­lep­sza Drużyna – tu nie­spodzianka. Zachwycać roz­machem miało wiele ekip. Brazylia, Holan­dia, Argen­tyna, Hisz­pania – wiel­kimi drużynami są i zachwycają. Ale jak zachwycają, skoro nie zachwycają? Może i wiel­kie są (Hisz­pania i Holan­dia na pewno), lecz swojej ofen­syw­nej piłki, owej określającej ich pił­kar­skiej poetyc­ko­ści nie pokazali. Ultraofen­syw­nie, hur­raop­tymistycz­nie grała za to drużyna Chile! Jak może nie zachwycać zespół, który prze­grywając z Hisz­panią i grając w dziesiątkę wychodzi na drugą połowę w ustawieniu z trzema napast­nikami? Może nie wszyst­kie ich akcje były idealne, może razili nie­skutecz­no­ścią, ale oglądało się ich grę z praw­dziwą przyjem­no­ścią! Dla Chilij­czyków w nagrodę Bal­lady i romanse, do podziału na drużynę.

Naj­lep­szy bram­karz – gdyby Nigeria nie odpadła już po trzech meczach, zostałby nim Vin­cent Enyama. Ale odpadła, więc padło na bramkarza-Hiszpana – Ikera Casil­lasa. Gol­kiper mistrzów świata bronił swej twier­dzy dziel­nie, niczym Kmicic Jasnej Góry. Był nie­ugięty, gdy prze­ciw­nicy wołali: Pusz­czaj, bram­karzu, towarzyszu miły! Bram­karz nie puścił, Hisz­panie strzelili. I zdobyli mistrzostwo!

Pił­karz Mun­dialu – czyli naj­więk­szy pił­kar­ski poeta. Mic­kiewicz, Szek­spir, Pusz­kin, Goethe, Petrarka, Dante tych mistrzostw. Zawod­nik, który nogą pisałby sonety. To Urugwaj­czyk Diego For­lan. Główny bohater suk­cesu La Celeste, nie­zastąpiony dla tej drużyny. Teo­retycz­nie też król strzel­ców i choć w prak­tyce statuetki nie otrzymał (FIFA ma swoje prze­pisy), to może mieć satys­fak­cję, że to on zdobywał gole naj­pięk­niej­sze – niczym naj­pięk­niej­sze wersy. Poprowadził Urugwaj do czwar­tego miej­sca, dzięki czemu kibice z tego kraju nie będą już wspominać daw­nych suk­cesów reprezen­tacji słowami Gdzież są nie­gdysiej­sze śniegi?, bo doczekali się god­nych następ­ców. Żyć wspo­mnieniami pozostaje nam (wiecie, że w tym roku przy­pada 37. rocz­nica meczu na Wembley?).

Teraz czekamy na nasze EURO! Za dwa lata w War­szawie początek kolej­nych wiel­kich pił­kar­skich emocji. Oby nasi nie zawiedli – parafrazując klasyka: Nie­chaj narodowie wżdy postronni znają / Iż Polacy nie gęsi, graczy dobrych mają!

Wrzuć linka u siebie:
  • Wykop
  • Facebook
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Digg
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Netvibes
  • Forumowisko
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • MySpace
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Skomentuj ten tekst







Czytaj również:

Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.










Losowy cytat


Każdy z nas nosi dwie sakwy: jedną z przodu, drugą z tyłu. Do tej z przodu składamy błędy innych, do tej z tyłu ? nasze własne błędy i dlatego ich nie widzimy.
Ezop