Główna » Recenzje » Obecnie czytasz:

Moje Indie

1 stycznia 2010 Recenzje Skomentuj! Jan Giemza

Indie bez stereotypów.

Nie ukrywajmy – na wiedzę prze­cięt­nego Polaka o Indiach składają się współ­cześnie dwa obrazy: dziel­nice nędzy w Kal­kucie, gdzie Matka Teresa opatruje wychudzone dzieci ze slum­sów oraz sceny z fil­mów bol­lywoodz­kich, pełne kolorów i roz­tań­czonych Indusów.

Jarosław Kret, na szczę­ście, nie przy­wołuje żadnego z tych obrazów.

Moje Indie - okładka

Dlaczego? Bo to tylko jedne ze skład­ników wiel­kiego kul­turowego tygla, jakim zwykło określać się ten zamiesz­kany przez miliard ludzi sub­kon­tynent. Nie­którym przyj­dzie na myśl jesz­cze Gan­dhi, Budda, błękit­noskórzy bogowie i mocno przy­prawione jedzenie, jed­nak są to skojarzenia stereo­typowe.

A prze­cież Indie nie są ani proste, ani jed­nolite. W książ­kach pisze się o powszech­nym procederze rytual­nego palenia wdów. Tym­czasem dotyczył on (i to dość dawno temu) tylko 10% kobiet. Taniec brzucha – w Indiach nie cieszy się szczególną popular­no­ścią. Dziwne? „Święte” krowy – stanowią pod­stawę diety dla jed­nej czwar­tej lud­no­ści. Higiena – prze­ciętny Indus myje całe ciało trzy razy dzien­nie (!). Kobiety – rodzime ruchy feministyczne są masowo wspierane przez męż­czyzn. I tak dalej…

Jak widać, wiele stereo­typów dotyczących tego kraju jest wyssanych z palca.

Książka Moje Indie to zręcz­nie napisany prze­wod­nik po współ­czesnych Indiach. Od słyn­nych miejsc (jak Tadź Mahal), przez wiel­kie święta (jak Holi), po prozę życia codzien­nego (jak środki trans­portu i jedzenie). Lekki, gawędziar­ski styl sprawia, że książkę można pochłonąć w cało­ści na trasie z War­szawy do Torunia – i tylko zakoń­czenie, pisane jak gdyby na kolanie, nieco rozczarowuje.

Pod­stawowe infor­macje o Indiach
Zapraszamy do pobrania pliku PDF z pod­stawowymi infor­macjami na temat kul­tury i spo­łeczeń­stwa Indii oraz krajów ościen­nych. Materiał przy­gotowany na wyłącz­ność dla ser­wisu Book z nami.
POBIERZ!

Autor, będący z wykształ­cenia orien­talistą, a z wyboru człon­kiem elitar­nego Explorers Club, staran­nie unika typowych błędów (jak np. określania Indusa hin­dusem), co jest o tyle miłe, że dla więk­szo­ści dzien­nikarzy stolica Maharasz­try to wciąż Bom­baj, pod­czas gdy kil­kana­ście lat temu zmieniono jego nazwę na Mumbaj.

Zastrzeżenia mam natomiast do wydawcy, który zapo­mniał o spisie tre­ści oraz indek­sie. Zamiast tego każdą stronę zdobi – nie wiedzieć czemu – kon­tur Indii (zobacz), a zdjęcia pod­pisywane są frag­men­tami z głów­nego tek­stu, co rów­nież wydaje się chybionym pomysłem.

Nie­mniej książka Jarosława Kreta przyjem­nie zaskakuje. Jest merytoryczna, a przy tym łatwa w odbiorze. W sam raz dla wszyst­kich począt­kujących i średnio-zaawansowanych miłośników Indii.

newocena4
Warto!


Jarosław Kret
Moje Indie. Przy­goda nie pyta o adres
Świat Książki, 2009
ss. 336


Wrzuć linka u siebie:
  • Wykop
  • Facebook
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Digg
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Netvibes
  • Forumowisko
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • MySpace
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Skomentuj ten tekst







Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.









Losowy cytat


Jeśli książka się nie sprzedaje, to nie znaczy, że jest arcydziełem przerastającym czytelnika. To znaczy, że jest gówno warta.
Andrzej Sapkowski