Główna » fantastyka » Artykuły i newsy

Złodziejka książek

.

Publikacji dotykających tematyki II wojny światowej, holocaustu, a także samej śmierci powstały już tysiące. Dlatego Mar­kus Zusak dokonał rzeczy o ile nie nie­moż­liwej, to na pewno nie­zwykle trud­nej. Bo mistrzostwem jest pisanie na powtarzany wiele razy temat w nie­po­wtarzalny i zaskakujący sposób.

Książka przy­ciąga czytel­nika. Dla mnie jest to fakt nie­zaprzeczalny. Weszłam do biblioteki, rzuciłam okiem na półkę z nowo­ściami i nie czytając nawet opisu na okładce, zabrałam stam­tąd Złodziejkę książek. Nie jestem pewna, czy to zasługa tytułu, czy intrygującej szaty graficz­nej, czy jakiegokol­wiek innego bodźca wizual­nego. Grunt, że nie mogłam się jej oprzeć.

Już samo otwar­cie tej książki i roz­poczęcie lek­tury wciąga. Wciąga w wir wydarzeń. Spo­glądamy na ciężką rzeczywistość drugiej wojny światowej oczyma nie­miec­kiej dziew­czynki. Razem z nią poznajemy twardą rzeczywistość tam­tych cięż­kich czasów, próbujemy się w nim odnaleźć, dać sobie z nim radę. Jasne staje się w trak­cie czytania, że trudno pogodzić się z taką rzeczywisto­ścią, a walka z nią i próba osiągnięcia minimum nor­mal­no­ści jest czymś natural­nym i oczywistym.

Oglądamy wydarzenia od nie­zwykłej dla nas – Polaków – strony. Prze­nosimy się w realia małego nie­miec­kiego miasteczka. Uczest­niczymy w dziejących się tam dramatach. Stykamy się z biedą i poczuciem zagrożenia, które każą matce odwieźć dwójkę swoich dzieci do rodziny zastęp­czej. Widzimy śmierć sze­ściolet­niego chłopca, ból matki i zdez­orien­towanie jego siostry. Czujemy ideologiczną presję nazizmu, obowiązek myślenia i działania w jedyny słuszny, bez­pieczny, dla wielu jed­nak odrażający spo­sób. Kon­sekwen­cje nie­pod­porząd­kowania temu przy­musowi pokazują, że ta wojna pociągnęła za sobą wiele ofiar także wśród zwykłych, prostych obywateli hitlerow­skich Nie­miec, że żyli tam i cier­pieli nie­winni, dobrzy ludzie. Poznajemy ojców, synów, mężów narażających w woj­sku swoje życie w imię nie swoich idei. Wyczekujemy kolej­nych nalotów bom­bowych, relacji z fron­tów, listów od naj­bliż­szych, o których losie myślimy z nie­po­kojem. Uczest­niczymy w mozol­nym wiązaniu końca z koń­cem, w walce o każdy grosz, o każdą kromkę chleba.

Książka Zusaka otrzymała liczne wyróż­nienia, m.in. australij­skiej IBBY

Autor porusza rów­nież problem holocaustu. Poznajemy ukrywanego w piw­nicy domu nie­miec­kiej rodziny młodego Żyda. Ukrywanego w imię przyjaźni, honoru, uczciwo­ści i wdzięcz­no­ści za uratowane życie. Ten właśnie młody człowiek, utalen­towany bok­ser, staje się nagle w oczach czę­ści spo­łeczeń­stwa nic nie war­tym śmieciem, a w swoim własnym mniemaniu jedynie problemem dla innych, prze­praszającym za to, że żyje i potrzebuje pomocy. Tym bar­dziej porusza więc historia przyjaźni nawiązującej się powoli pomiędzy małą Niemką a tym człowiekiem. Przyjaźń nic sobie nie robi z róż­nicy wyznań, narodowo­ści, wieku. Roz­wija się i kwit­nie w ciem­nej piw­nicy, w ciągłym poczuciu zagrożenia. Ta więź przy­wraca poczucie człowieczeń­stwa, wiarę w ist­nienie dobra i jego potęgę.

Przy­słowiowym „smacz­kiem” tej książki jest świetny pomysł autora, jeśli chodzi o wybór osoby nar­ratora. W tej roli obsadził bowiem samą Śmierć, a wła­ściwie samego Śmierć. Co daje czytel­nikowi taki zabieg? Otóż mamy okazję bar­dzo dokład­nie Śmierć poznać. Jest to postać, szczerze roz­bawiona wizerun­kiem kościotrupa z kosą, do głębi ludzka, bar­dzo uczuciowa. W czasach wojny obcowano ze nią na co dzień, była wszech­obecna i spo­tykana na każ­dym kroku. Czytając Złodziejkę książek my rów­nież odnosimy takie wrażenie. Śmierć udało się autorowi nieco oswoić poprzez jej indywidualne, uczuciowe podej­ście do spo­tkania z każ­dym człowiekiem, nie ujmując jej potęgi i grozy.

W Złodziejce książek bom­bar­duje nas cały wachlarz uczuć, których kon­tury wyostrzają realia drugiej wojny światowej. Razem z główną bohaterką uczymy się świata, prze­żywamy tęsk­notę za matką, zagubienie w nowej rzeczywisto­ści, budowanie sil­nej więzi z zastęp­czymi rodzicami. Obser­wujemy powolne narodziny pierw­szej miło­ści, przyjaźni, fascynacji literaturą i Słowem. Na naszych oczach kształ­tuje się osobowość młodej Niemki, zapisują się kolejne strony jej historii.

Książkę prze­czytać trzeba, trzeba wejść w nie­łatwy, okrutny, ale warty poznania świat. Złodziejka książek zmusza do reflek­sji, nie posługując się przy tym drastycz­nymi opisami, wielką polityką, nawałem historycz­nych fak­tów. Jest to ważna pozycja nie tylko dla ludzi młodych, ale też dla doj­rzałego czytel­nika. Polecam więc ser­decz­nie i życzę miłej lektury.

ocena5

Krad­nie czas

Mar­kus Zusak
Złodziejka książek
(szczegółowe infor­macje)


Ostrze

Ostrze… czyli co?

Czym jest Ostrze? Kryminałem? Ale mor­dercę poznajemy znacz­nie wcześniej niż na końcu. Powie­ścią historyczną? Nie jesteśmy w stanie określić precyzyj­nie ani czasu, ani miej­sca, o realizmie postaci nie wspominając. To może fan­tastyką, bo prze­cież pojawia się motyw pak­towania z szatanem  i korzystania z jego mocy? Kolejny strzał w poprzeczkę.

Czym więc jest naj­now­sza książka rysow­nika, dzien­nikarza – i oczywi­ście pisarza – Rafała Kotomskiego?

Odpowiedzi udzieli nam sam autor: „Jest to powieść grozy”. Dobrze, mamy się więc spo­dziewać dresz­czyku pod­czas lek­tury, mrocz­nej aury i odpowied­niej nar­racji, a wśród galerii postaci powinien znaleźć się jakiś wyjąt­kowo zły, zły i jesz­cze raz demoniczny bohater. Jak to zostało (czy w ogóle zostało?) zrealizowane w historii opowiedzianej przez Rafała Kotomskiego?

Ostrze… to znaczy karty – na stół!

Śmierć (nie­do­szła) jest początkiem

Zdrowy na ciele i umyśle, w pełni świadomy praw, nadanych mi przez Naj­wyż­szego, a potwier­dzonych przez ludzi, ja – Ludwik Fryderyk Mer­can­tor – zapisuję wszystko, co posiadam na rzecz schroniska dla sierot i szpitala dla ubogich pod wezwaniem świętego Jerzego w książęcym mie­ście C.”

Pierw­szy akapit pierw­szego roz­działu. Mer­can­tor, główny bohater naszej historii, do końca zdrowy na umyśle z pew­no­ścią nie jest, skoro pisze testament, i planuje samobój­stwo. O jego smut­nym zamiarze wie tylko wierna towarzyszka życia (wrona Ultima). Życie go roz­czarowało, pieniądze ani status szlach­cica nie cieszą; poważanie w mie­ście C. posiada, ale to dla niego za mało. Już zakłada pętlę na szyję, gdy… przy­chodzi ukojenie w postaci śmierci.

Śmierci dwóch sierot ze schroniska, które jest prowadzone przez znajome zakonnice.

W ostat­niej dosłow­nie chwili Ludwik zostaje powiadomiony o iście bestial­skim mor­dzie (celowo nie podaję szczegółów) na nie­win­nych dziew­czyn­kach. W błyskawicz­nym tem­pie Mer­can­tor prze­chodzi Kathar­sis i składa heroiczne postanowienie odnalezienia i ukarania zbrodniarza.

Zaczyna się interesująco. Potem będzie już tylko lepiej.

Dewianci, piękna aktorka, życiowy filozof i znikająca zakonnica

Naj­więk­szym atutem Ostrza są postacie. Nie­spodzianką może okazać się, że naj­słab­szą z nich jest nasz heros – Mer­can­tor. Ma szlachetne inten­cje i czyste serce, jest waleczny, ale przy pozostałych po prostu nudny. Bohaterowie drugoplanowi i poboczni: matka prze­łożona prowadząca sierociniec (bez­sprzecz­nie moja faworytka), dok­tor Zand czy filozof Mon­talba – to sama przyjem­ność poznać tych pań­stwa razem z ich mrocz­nymi sekretami i frapującą przeszłością.

Ale, ale – skoro o mroku mowa, to nie można pominąć Głów­nego Złego, który z pew­no­ścią nie znalazłby się w gronie zdobyw­ców Słoneczka Pol­satu. Ciężko powiedzieć o nim więcej, nie zdradzając doskonałej fabuły, dlatego dodam tylko, że od chwili jego pojawienia doznajemy uczucia ter­roru i znisz­czenia, a w ostat­nich roz­działach jesteśmy nimi dosłow­nie przy­tłoczeni. Co daje w ogól­nym roz­rachunku kolejny plus na konto Ostrza.

Gdzie my jesteśmy? Którędy do domu?!

Rafał Kotom­ski nie planował chyba nigdy kariery prze­wod­nika dla turystów, bowiem skąpi nam na opisie i historii miast czy innych obiek­tów. Wcale to jed­nak nie prze­szkadza w odbiorze, czasem tylko nasuwa się pytanie: Dobra, ale gdzie to wszystko się dzieje? I kiedy? Naj­bar­dziej praw­dopodobna odpowiedź to: osiem­nastowieczne Włochy. Ale dane nam też jest ujrzeć egzekucję w stylu iście średniowiecz­nym, zaś atmos­fera nie­kiedy przy­wołuje skojarzenia z czasami wcześniej­szymi niż wiek oświecenia. Zain­teresowanie filozofią racjonalizmu Mon­talby z kolei pasuje do osiem­nastowiecz­nych tradycji. Można się nad tym roz­wodzić, ale nie trzeba, bowiem – jak już wspo­mniałam – absolut­nie nie­pew­ność ta nie razi pod­czas pochłaniania kolej­nych przy­gód Mer­can­tora w pogodni za mordercą.

Co nie znaczy, że powieść wypeł­niona jest po brzegi wyłącz­nie dialogami i akcją. Nie zabrak­nie mrożących krew w żyłach (szczegól­nie cenne w tak upal­nym lipcu…) opisów zam­ków, pobojowisk po bitwie usianych trupami czy klasycz­nych karczm rodem z fantasy.

Na zakoń­czenie: G jak Groza

Często recen­zenci zaczynają swoje tek­sty od opisania wrażeń, jakie wywołała na nich książka w pierw­szej chwili za pomocą okładki. W moim przy­padku było tak: dostaję Ostrze („bo to takie Twoje klimaty”), widzę człowieka odzianego w płaszcz koloru rdzy, dzier­żącego prze­pięk­nie i mister­nie wykonany sztylet. Myślę: Inkwizytor? Asasyn? Mniej­sza z tym, pew­nie groza bijąca z ilustracji znik­nie po paru stronach książki. Nie znik­nęła. Jakże miłe zaskoczenie!

Powieść grozy jest to klasyczna. Przy­wodzi na myśl gotyc­kie powie­ści z prze­łomu XVIII/XIX wieku (Wal­pole, Lewis czy rodzimy Krasiń­ski), osobi­ście nasuwały mi się rów­nież skojarzenia z Rękopisem znalezionym w Saragos­sie pod względem budowy napięcia. Współ­cześnie za Mistrza Grozy uważa się naj­czę­ściej Stephena Kinga. Czy Rafał Kotom­ski ma szansę stać się naszym pol­skim Królem? Póki co szanse ma duże (choć kon­kuren­cja nie śpi). Polecam Ostrze każ­demu, kto lubi historyzm, motywy fan­tastyczne, kryminały i eks­perymen­talne łączenie gatun­ków. Teraz czekamy na kolejne przy­gody Ludwika Fer­dynanda Mer­can­tora, bo to dopiero pierw­sza część planowanej trylogii!

ocena4.5

Gatun­kowy kok­tajl Mołotowa

Rafał Kotom­ski
Ostrze
(szczegółowe infor­macje)


Pomniejsze bóstwa

I stało się w owym czasie, że Wielki Bóg Om prze­mówił do Bruthy, którego wybrał:

–Psst!”

Miłośnikom Terry’ego Prat­chetta nie trzeba przed­stawiać takich postaci jak Rin­cewind, Śmierć, Bagaż, straż Ankh-Morpork, Mort, Susan, trzy wiedźmy… Jed­nak nie należy zapominać o książ­kach, w których ci dobrze znani bohaterowie zostają zastąpieni na przy­kład przez nie­zbyt błyskotliwego nowicjusza o wspaniałej pamięci, diakona, którego umysł jest skupiony wyłącz­nie na sobie oraz Wiel­kiego Boga ukrytego w ciele jed­nookiego żółwia.

Pomniej­sze bóstwa wielo­krot­nie podej­mują temat religii. Według filozofii Świata Dysku ist­nieje mnóstwo duchów, których się nie widzi ani nikt ich nie czci. Dopiero wiara czyni je sil­nymi, sprawia, że stają się bogami, mającymi wpływ na kształt świata. W pew­nym momen­cie staje się tak, że kult pozostaje, a sama wiara umiera – w Pomniej­szych… wyznawcy Oma bar­dziej boją się tor­turującej ludzi Kwizycji  niż samego boga, który stracił zain­teresowanie ziem­skimi sprawami. Dlatego też Wielki Bóg, chcąc stać się jakimś potęż­nym stworzeniem (od czasu do czasu miło jest na przy­kład potratować nie­wier­nych w postaci byka) zmienia się… w żółwia. Zwierzę, które interesuje się tylko polowaniem na sałatę i ucieczką przed orłami – jed­nak bóstwo, które zamiesz­kuje skorupę, wal­czy z żółwimi skłon­no­ściami i pragnie odzyskać dawną moc i pozycję. Ale jak tego dokonać, mając tylko jed­nego praw­dziwego wyznawcę, który – delikat­nie mówiąc – nie zdołałby pod­bić świata inteligencją?

Styl typowy dla Prat­chetta powinien zadowolić każ­dego czytel­nika uwiel­biającego Świat Dysku.  War­to­ściowe w tej książce jest zestawienie róż­nych pojęć – walka sprytu i błyskotliwo­ści z głupotą i prostodusz­no­ścią. Otwarta na nowe argumenty filozofia ściera się ze skost­niałym, teo­retycz­nie nie­pod­ważal­nym światopoglądem.

Pozostaje pytanie: kto wygra?

Przed­stawienie war­tych uwagi i prze­myślenia tre­ści w dość lek­kiej, bar­dzo przyjem­nej for­mie jest trudne, ale jak widać w przy­padku Pomniej­szych bóstw — nie nie­moż­liwe. Pozycja, po którą prędzej czy póź­niej powinno się sięgnąć, nie­zależ­nie od tego, czy już jest się fanem twór­czo­ści Prat­chetta, czy dopiero się nim zostanie (co jest bar­dzo praw­dopodobne po prze­czytaniu tego tomu). Polecam!

- Nie? Jestem twoim Bogiem!

–A ja jestem moim sobą.”

ocena4

Prat­chett w naj­lep­szym wydaniu

Terry Prat­chett
Pomniej­sze bóstwa
(szczegółowe infor­macje)

Oko Jelenia. Triumf lisa Reinicke

W swej sadze han­zeatyc­kiej Andrzej Pilipiuk przy­zwyczaił czytel­ników do zaskakujących zwrotów akcji, tajem­niczych, skom­plikowanych charak­terów oraz szaleń­czego tempa wydarzeń – od jego książek absolut­nie nie można się ode­rwać! Piątą część cyklu Oko Jelenia pochłonęłam w zaled­wie kilka dni, lecz muszę stwier­dzić, że Triumf… nie ma tego pazura i polotu, w które obfitowały wcześniej­sze tomy. Lek­kie pióro Pilipiuka jakby trochę się zagubiło, a i fabuła nieco kuleje. Po tytule spo­dziewałam się nowego, zaskakującego bohatera, a zamiast tego mamy historyjkę o legen­dar­nym lisie Reinicke, którego motyw pojawia się w powie­ści… może ze dwa razy.

Po lek­turze nie spo­sób zaprzestać porów­nywania z poprzed­nimi tomami. Pan Wil­ków obfitował w zawrotne tempo, pościgi, potyczki. W piątce akcja zwal­nia, nie obe­szło się bez prze­sad­nych dłużyzn. Marek Obe­rech zostaje aresz­towany i więk­szość czasu spędza w obskur­nych lochach (o czym autor nie prze­staje nam przy­pominać), a Staszek wciąż strzela kosz­marne i żenujące gafy w obec­no­ści Heli. Co więcej, łasica Ina znika sobie nie wiadomo gdzie i ma się wrażenie, że bohaterowie są bez niej jak zagubione dzieci, które nie wiedzą, co maja ze sobą począć. Pozbawienie historii tak znaczącej postaci jak wysłan­niczka Skrata jest dla mnie dość dotkliwym błędem – bowiem jej pojawienie się zawsze roz­kręcało, napędzało fabułę, było oznaką nie­samowitych przy­gód i zaskakujących wydarzeń. Ponadto nie ma rów­nież kozaka Mak­syma, bez wąt­pienia mojej ulubionej postaci, przy której wypowiedziach zawsze zrywałam boki ze śmiechu. Rów­nież nieco nużące są opisy jakże fascynujących noc­nych wypraw do wygódki, prze­słuchań Marka czy też reflek­sji bar­dzo powoli doj­rzewającego Staszka. Czasami chciałoby się prze­rzucić kilka kar­tek do przodu i dopiero wtedy czytać dalej. Nie wyjaśnia się też toż­samość tajem­niczych zabój­ców, którzy ścigają bohaterów – dalej nur­tuje nas pytanie o tytułowe Oko Jelenia.

Na początku pona­rzekałam, lecz trochę pochwalę. Wiel­kim plusem całej sagi jest historia – widać że Andrzej Pilipiuk zna się na rzeczy, bo jego książki to kopal­nia wiedzy o daw­nym Gdań­sku, Han­zie czy obyczajach spo­łecz­nych. Barwne opisy wyglądu por­towego miasta doskonale oddziaływają na czytel­nika i jego wyobraź­nię, ciekawie przed­stawione są realia życia miesz­kań­ców i ich obyczaje. Pochwała należy się rów­nież za wprowadzenie do fabuły justycjariusza Grzegorza Grota. Wprowadza on zamęt w plany Marka, Heli oraz Staszka i jest osobą, dzięki której w powie­ści robi się interesująco.

Pod­kreślę raz jesz­cze – książki Pilipiuka czyta się bar­dzo dobrze, szybko i przyjem­nie. Autor nie prze­nosi nas do cał­kowicie zmyślonych światów, lecz akcję umiej­scawia w Pol­sce lub nie­dalekich nam krainach. Możemy dzięki temu zgłębić kul­turę daw­nej Korony i krajów nad­bał­tyc­kich czy zaznajomić się z legen­dami z ukraiń­skich stepów. Jest jesz­cze jeden duży plus, już nie­zależny od tre­ści powie­ści – mianowicie wydanie książki. Trzeba przy­znać Fabryce Słów, że pozycje, które publikują, są bar­dzo dopracowane pod względem oprawy graficz­nej. Bar­dzo ładna okładka (choć wizerunek jasz­czurki nijak ma się do tre­ści…) i ilustracje Rafała Szłapy radują oko estetki (przy­naj­mniej moje).

Pod­sumowanie recen­zji i ocena? Daję 4+. Triumf lisa Reinicke nie jest zły, jed­nak Pilipiuk wypracował sobie przez lata renomę i nie­których, bar­dziej wymagających czytel­ników może nieco roz­czarować. Ja jed­nak myślę, że piąta część cyklu miała być jedynie roz­grzewką przed kolejną książką, póki co zatytułowaną Miasto spo­pielone.

ocena4.5

Triumf pana Andrzeja

Andrzej Pilipiuk
Oko Jelenia. Triumf lisa Reinicke
(
szczegółowe infor­macje)
(YouTube: Pilipiuk opowiada o książce)


Terry Pratchett. Twórca światów

rys. Paul Kidby

Gdzieś, pośród mroź­nych, nie­prze­bytych i –  dla więk­szo­ści ludzi –  absolut­nie niein­teresujących prze­strzeni kosmicz­nych, pomiędzy gwiaz­dami i mgławicami… płynie żółw. Żółw, wbrew wszel­kim założeniom logiki oraz zoo­logii, utrzymuje na swej skorupie cztery gigan­tyczne słonie. Ich grzbiety natomiast służą za pod­stawę okrągłego, płaskiego świata, otoczonego wodospadem spływającym z krawędzi Oceanu Krań­cowego. Jest to świat Dysku, miej­sce prze­peł­nione magią, walką i… humorem.

Losem i życiem zamiesz­kujących ten świat ras igrają bogowie z Corli Celesti, cen­tral­nej iglicy miesz­czącej się na Osi. Nie są oni jed­nak tymi, którzy według obowiązującej mitologii stworzyli Dysk. Całe to nie­codzienne uniwer­sum, powstało z woli istoty star­szej i potęż­niej­szej: Stwórcy. No dobrze, ale kto w takim razie dał życie jemu? – spytają fani dys­put filozoficz­nych? Odpowiedź zawiera się w nazwisku jed­nego  człowieka – Terry’ego Pratchetta.

Czytaj dalej

Ugryziona

W dzisiej­szej literaturze można zaob­ser­wować wzrost zain­teresowania zjawiskami nad­natural­nymi. Sam fakt, że w wielu powie­ściach występują wam­piry i wil­kołaki, sprawia, że do Ugryzionej autor­stwa Kel­ley Arm­strong pod­chodziłam nie­uf­nie. Nie trzeba nawet czytać skróconego opisu książki – wszystko wyjaśnia tytuł i okładka. Gdy pisze się na tematy „roz­chwytywane”, bar­dzo trudno unik­nąć powtarzal­no­ści. Jeśli chodzi o Ugryzioną, poczułam się mile zaskoczona, choć obe­szło się bez zachwytów.

Ugryziona – okładka

Odniosę się do trzech słów, którymi powieść została określona w magazynie „SFX”, czyli „krwawa, zmysłowa, fan­tastyczna”. Krwawa? Cóż, pojawiają się nad­gniłe zwłoki, roz­szar­pywanie ludzi w starym magazynie, pazury i zęby w dużych ilo­ściach. Ale ta „krwawość” do mnie nie prze­mówiła, w każ­dym razie mniej niż nie­które zdjęcia zamiesz­czone w Inter­necie, albo plakaty o abor­cji wiszące obec­nie koło UKSW. Czy zmysłowa? Oj, nie. Kilka dość dobrze opisanych scen erotycz­nych nie czyni książki zmysłową. Główna bohaterka Elena – i zarazem nar­ratorka – nie prze­konuje mnie do swojej sek­sual­no­ści. Do dzisiaj nie mam zielonego pojęcia, dlaczego połowa wil­kołaków miała ochotę zawrzeć z nią bliż­sze stosunki. Chyba tylko dlatego, że była jedyną kobietą-wilkołakiem, i „panowie” chcieli spraw­dzić, jak to jest…

Na pewno można dostrzec, że skoń­czone studia psychologiczne miały wpływ na kreację postaci w tej powie­ści. Główny nacisk położono na prze­życia Eleny, ale jej roz­terki w pew­nym momen­cie stają się irytujące i nudne. Co prawda wątek problemów miłosnych roz­planowano cał­kiem nie­źle, bo autorka nie wyłożyła całej historii Eleny na samym początku, tylko dość zręcz­nie wplotła różne frag­menty w postaci luź­nych myśli i wspo­mnień kobiety-wilkołaka.

Przy okazji należy wspo­mnieć o wyjąt­kowo­ści głów­nej bohaterki. Ten­den­cja do „piesz­czenia” naj­waż­niej­szej postaci w utworze została zauważona i opisana już przez Zyg­munta Freuda. Według niego, w historiach, gdzie taka skłon­ność występuje, nie­zależ­nie od liczby przy­krych wydarzeń, wszystko koń­czy się dobrze, a postać literacka pozostaje jedyna w swoim rodzaju. Ludzie dzisiaj tak bar­dzo pragną być wyjąt­kowi i tworzyć takich bohaterów, że czasem prze­sadzają – na przy­kład świecenie w słońcu może i jest unikalne, ale zbędne do stworzenia charak­teru zasługującego na podziw i sprawiającego, że czytel­nikowi żal będzie się z nim roz­stawać. Mimo wszystko, wielu bohaterów tej książki zasługuje na uwagę. Choć w wielu wypad­kach przed­stawiono ich historie drobiazgowo, to na Elenie skon­cen­trowało się zbyt wiele uwagi, której zabrakło przy opisach postaci drugoplanowych.

Powieść nie jest wybitna, jed­nak im dłużej się ją czyta, tym staje się ciekaw­sza. Teo­retycz­nie można wyciągnąć z niej jakieś wnioski o trud­no­ści przy­stosowania się do świata pozbawionego nie­zwykło­ści, ale ten wątek pozostał nie­wy­korzystany. Jeśli ktoś ma ochotę na dość lekką, przyjemną lek­turę, która cał­kiem nie­źle poradziła sobie z zagad­nieniem wil­kołac­twa (bo, muszę przy­znać, w tej kwestii jest lepiej, niż się spo­dziewałam), wów­czas polecam tę książkę. Natomiast jeśli ktoś szuka czegoś głębokiego, odkryw­czego lub powodującego kathar­sis po prze­czytaniu, radzę wybrać inną pozycję.

ocena3.5

Gryzie z miłością

Kel­ley Arm­strong
Ugryziona
(szczegółowe infor­macje)


Ritus

Po poprzed­nich książ­kach z serii Otchłań, które miałem okazję prze­czytać, spo­dziewałem się raczej czegoś zasługującego w mniej­szym lub więk­szym stop­niu na miano „gniota”. Obe­szło się bez niespodzianek.

Ritus – okładka

Publikacje z tej serii, przy­naj­mniej dotych­czas, nie zasługiwały specjal­nie na uwagę lub były zwyczaj­nie kiep­skie. O ile pierw­sze strony nie są prze­łomowe, to dalej książka zaczyna wciągać. Sama fabuła jest dwuwąt­kowa, mamy bowiem okazję naprzemien­nie poznawać losy myśliwych we fran­cuskiej, osiem­nastowiecz­nej wiosce Gévaudan oraz łowcy lin­kan­tropów w czasach współ­czesnych. Mimo nie­zaprzeczal­nej róż­nicy środowisk, w obu przy­pad­kach akcja prowadzona jest w podobny spo­sób, żadna z czę­ści nie wyróż­nia się też zbyt mocno w stosunku do drugiej.

Przy­gody Jeana Chastela, leśniczego odpowiedzial­nego za obszar, w którym grasuje mor­dująca ludzi i zwierzęta Bestia, są lekko wtórne – w zasadzie ograniczają się do prze­dzierania przez las w poszukiwaniu wil­kołaka. To raczej perypetie dwóch jego synów i innych postaci stanowią sedno tej czę­ści. Z kolei przy­gody Eryka, syna milionera i zawodowego zabójcy wszel­kiej maści „-łaków” skupiają się na próbach zabicia super­łaka, będącego połączeniem naj­lep­szych cech wszyst­kich pod­gatun­ków tych stworów. Kto kogo ostatecz­nie prze­chytrzy, czy to w ludzki, czy w zwierzęcy spo­sób, wyjaśnia się dopiero póź­niej. Oba wątki doprawione są scenami miłosnymi, przy czym opisy seksu wydają się być dodane raczej na siłę, by stworzyć pozory doj­rzało­ści dzieła. Psuje to też w zasadzie główne prze­znaczenie powie­ści, bowiem o ile bez tych frag­men­tów można by ją polecić młod­szym, to elementy erotyki w zasadzie skreślają ją dla tej grupy odbiorców.

Mimo że Ritus jest w swojej serii wydaw­niczej chyba naj­lep­szy, i tak pozostaje marny. Nie wciąga i nie ma w nim nic, co zachęciłoby czytającego. Do wyboru jest wiele innych, interesujących tytułów. Ostatecz­nie prze­kreśla Ritusa cena – do 34 złotych można dołożyć kolejne kilka i mieć coś wysokiej klasy, w dużo lep­szej oprawie i jako­ści wydania, lub trochę odjąć i kupić coś innego, a i tak dużo lepszego.

Jeżeli będziesz miał (bądź miała) okazję wypożyczyć skądś tę książkę, a w okolicy nie będzie nic innego do czytania, wów­czas możesz po nią sięgnąć. W innym wypadku omijaj, a już na pewno nie kupuj. Nie warto.

ocena2

Lep­sza od innych w serii, ale i tak nie warto

Mar­kus Heitz
Ritus
(szczegółowe infor­macje)



Człowiek, który nigdy nie chybiał

Człowiek, który nigdy nie chybiał to cał­kiem udany kawałek literatury sen­sacyj­nej / science fic­tion. Autor (i tłumacz także, oczywiście) wykonał dobrą robotę: staran­nie naszkicował postaci, dopracował świat, stworzył charak­terystyczną, nowoczesną broń.

Człowiek, który nigdy nie chybiał - okładka

Emile’a Khadajego poznajemy akurat w momen­cie, kiedy dys­kret­nie eliminuje nie­wielki oddział nie­zwyciężonej Kon­federacji. Chwilę póź­niej dowiadujemy się, że nie byli to pierwsi żołnierze przez niego pokonani. A póź­niej okazuje się jesz­cze, że jedyny par­tyzant planety prywat­nie jest wła­ścicielem znanego baru, odwiedzanego przez żołnierzy Kon­fedu co naj­mniej rów­nie często, jak przez cywili. Z tego życia wydaje się być zadowolony. A zatem co popchnęło go do buntu?

Steve Perry – wyraź­nie nie ma żadnych problemów z płyn­nym prowadzeniem akcji. Nawet kiedy wprowadza retrospek­cje (a wprowadza ich dużo), fabuła jest bar­dzo spójna i czytel­nik nie ma trud­no­ści z jej zro­zumieniem. To naprawdę duża zaleta – obec­nie nie­wielu pisarzy to potrafi.

Podob­nie jest zresztą z praw­dopodobień­stwem psychologicz­nym – ja, jako stan­dar­dowy czytel­nik, nie mam żadnego problemu z uwierzeniem w postacie wykreowane przez pana Perry’ego. Nie­zależ­nie od tego czy są wyrachowane, czy naiwne, agresywne czy spo­kojne – wszyst­kie są „żywe”. A prze­krój osobowo­ści mamy spory: od uczonego mnicha, przez roz­wydrzonych nastolat­ków, aż do nim­fomanki albinoski.

Jedyną poważną wadą książki, jaką dostrzegam, jest fakt, że… tak naprawdę niczym nie wyróż­nia się z morza innych. Jest dobra, ale nie wybitna. Po prze­czytaniu skłania do chwilowej reflek­sji (spo­wodowanych prze­życiami i poglądami filozoficz­nymi głów­nego bohatera), ale nie­długo póź­niej książka trafia na półkę – i na tym koń­czą się nasze przy­gody z Emilem Khadajim. Oczywi­ście, aż do następ­nego tomu.

Pod­sumowując: pozycję polecam czytel­nikom mającym ochotę poczytać dobrze napisaną sen­sacyjną fan­tastykę – ot, tak sobie, dla odpoczynku. Niczego poważ­niej­szego (nie­stety) spo­dziewać się po niej nie można.

Ale na następny tom jak naj­bar­dziej czekamy!

ocena4

Nie chybisz jeśli przeczytasz

Steve Perry
Człowiek, który nigdy nie chybiał
(szczegółowe infor­macje)


Zachowuj się jak porządny trup

Zbiory kwiatów (grec. anthos – kwiat, lego – zbierać) to publikacje z reguły warte uwagi, ale przede wszyst­kim wyjąt­kowo specyficzne. Książka taka łączy w sobie niejed­nokrot­nie skraj­nie różne gatunki, skraj­nie róż­nych autorów, a opowiadania w niej zawarte scala zazwyczaj tylko określony motyw: przed­miot, uczucie, stan (np. śmierć), zwierzę itp. Zdarza się, że poświęcone są pamięci jakiejś osoby lub zbierają prace pew­nej tylko grupy autorów. Antologie, bo o nich mowa, są o tyle osobliwe, że prawie nigdy nie wiadomo, czego się po nich spo­dziewać – jedno czy dwa znane nazwiska nie prze­sądzają o jej jako­ści, a prze­czytanie jed­nego „roz­działu” też nie świad­czy o poziomie reszty. I to jest właśnie w nich chyba najciekawsze.

Zachowuj się jak porządny trup – okładka

Zachowuj się jak porządny trup to zbiór 14 opowiadań trzynastu słowac­kich i czeskich autorów, zebranych pod pretek­stem trupa – trup jest ich wspól­nym mianow­nikiem. Jak w każ­dej tego typu książce, poziom i treść poszczegól­nych „roz­działów” jest bar­dzo różny, ale chyba każdy miłośnik fan­tastyki znaj­dzie coś dla siebie – od fan­tastyki z gatunku magii i miecza, do cał­kiem nie­złego SF.

Wśród wszyst­kich opowiadań, kilka trzeba wyróż­nić. Jest 7.00, czas, byś zabił swego pierw­szego dziś policjanta – lek­kie i przyjemne (!), mówiące o jed­nym z naj­lep­szych pilotów, potrafiącego w ułamku sekundy podróżować na krańce Układu Słonecz­nego. Naj­bar­dziej zapadło mi w pamięci. Kiedy słońce wstanie nad Zoborem – chyba naj­lep­sze warsz­tatowo (utrzymane w klimatach znanych choćby z Wiedź­mina). I moje ulubione – Wiszący Świat, znacz­nie lep­sze od Avatara, a dziejące się w cał­kiem podob­nym świecie. Zdecydowanie na plus wyróż­niają się: W maju, jak przed rokiem (utrzymana w wester­nowych klimatach historia o problemach pew­nej wioski) i Wszystko dobre, co się dobrze koń­czy – jedno z trzech opowiadań Ondřeja Neffa, które jako jedyne przy­padło mi do gustu – utrzymane w for­mie trans­kryp­cji wywiadu prze­prowadzonego z fotografem, który cof­nął się w czasie, by zrobić zdjęcia ludziom mor­dowanym w Auschwitz-Birkenau.

W beczce miodu znalazło się też kilka łyżek dzieg­ciu, nie psują one jed­nak ogól­nego smaku. Houston, mam problem czy Sen o powrocie są po prostu słabe. …i skazuje się na utratę wymiaru zabija nudą, choć pomysł ma obiecujący. Podob­nie ze Zwiastowaniem, w którym wykonanie sprawiło, że całość czytało się z trudem. Zarówno opowiadanie tytułowe, jak i cała reszta nie wyróż­niają się ani na plus, ani na minus.

Za nie­spełna 30 złotych dostajemy więc 560 stron nie naj­gor­szej lek­tury, która na pewno nie będzie roz­czarowaniem dla kupującego. Wydanie broszurowe wpraw­dzie nie powala, ale każde opowiadanie zdobi grafika Prze­mysława Wol­nego, nie­które naprawdę dobre i „godne” towarzyszących im opowiadań. Jeżeli szukasz cał­kiem dobrej antologii za roz­sądną cenę – na „Porząd­nym trupie” się nie zawiedziesz. Gdybym miał ją ocenić jak nor­malną książkę, dostałaby pew­nie 2, trzeba bowiem zachowywać propor­cje, ale w ran­kingu „czytadeł”, czyli przy ocenie przyjem­no­ści i lek­ko­ści czytania, a nie „real­nego” poziomu – nie­które opowiadania zasługują na 4, inne właśnie na 2. Śred­nia jest więc oczywista.

ocena3


Dość porządna antologia

Zachowuj się jak porządny trup
(szczegółowe infor­macje)



Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy

Patrząc dziś na fan­tastykę, można odnieść wrażenie, że nie ma się ona naj­lepiej. Oczywi­ście powstaje wiele dobrych, a nawet bar­dzo dobrych książek, jed­nak te gor­sze rów­nież powstają i chyba jest ich nieco więcej. Chlub­nymi przed­stawicielami tych pierw­szych są powie­ści Jarosława Grzędowicza, znanego i cenionego pol­skiego pisarza, który stworzył Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy, będącą kwin­tesen­cją jego talentu.

Zapamiętałam tę lek­turę z wielu powodów. Świetny, wypracowany styl. Pojawiający się już na początku i nie opusz­czający mnie aż do ostat­niej kartki nastrój grozy. Świat, który niby jest nasz, ale tak naprawdę bar­dzo się od niego różni.

Popiół i kurz – okładka

Ale zacznijmy od początku. Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy to książka o człowieku posiadającym pewien dar – może prze­do­stawać się do rzeczonego świata Pomiędzy i kierować „dalej” dusze, które po opusz­czeniu ciał zatrzymały się z nie­wiadomych przy­czyn w tym miej­scu. Za swą usługę żąda jed­nak obola – nie dlatego, że jest mu potrzebna ta zapłata, ale gdyby jej nie otrzymał, nie mógłby pomóc takiej istocie. W związku z tym sam siebie nieco ironicz­nie nazywa Charonem.

Czym jest Pomiędzy? Trudno powiedzieć. Na pewno nie Piekłem, Nie­bem ani Czyść­cem. Raczej czymś… pomiędzy. Światem, gdzie zalega popiół i kurz, wypeł­nionym Ka przed­miotów i budyn­ków, czyli czymś w rodzaju „dusz” tych rzeczy. Nasz bohater nie lubi odwiedzać tego dziw­nego świata, ale jeśli nie wybiera się tam przez dłuż­szy czas, zaczynają dziać się różne nie­przyjemne rzeczy. A gdy okazuje się, że w zagad­kowych okolicz­no­ściach umiera jego przyjaciel mnich, pozostawiw­szy przed śmier­cią tajem­niczą paczkę, Charon wchodzi do świata Pomiędzy, dosiada Ka swojego starego motocykla i rusza do Mogilna, aby wyjaśnić tę zagadkę. A w tle: cier­niowy krzyż, tajne brac­two, wiedźmy, szamani i dużo trupów.

Wspo­mniałam wcześniej o stylu pisania Grzędowicza. Uważam go na chwilę obecną za jed­nego z naj­lep­szych w swojej branży w Pol­sce. Kon­sekwent­nie trzyma się obranego stylu, budując namacalną wręcz atmos­ferę grozy. Uwierz­cie, czytanie tej książki do poduszki nie jest naj­lep­szym pomysłem. Mimo że zdarzyło mi się parę razy uśmiech­nąć przy lek­turze, były to dość krót­kie momenty, po których groza jesz­cze bar­dziej się potęgowała. Spo­sób, w jaki pisarz prze­chodzi od jed­nego wątku do drugiego, też według mnie świad­czy o jego kunsz­cie. Ach, jesz­cze jedno – wydarzenia przed­stawione są z per­spek­tywy pierw­szej osoby. Nie prze­padam za takim zabiegiem pisar­skim, bar­dzo raził mnie on na przy­kład u Pilipiuka, ale tu zrealizowany został tak zręcz­nie i dobrze, że na początku w ogóle nie zwróciłam na ten szczegół uwagi, a potem uznałam go za ciekawe uroz­maicenie. Sporą zaletą tej książki jest także wydanie: Fabryka Słów przy­zwyczaiła nas do wysokiego poziomu swoich publikacji. Warto też przyj­rzeć się bliżej ilustracjom autor­stwa Dominika Brońka – są świet­nie wykonane i doskonale oddają mroczny klimat powieści.

Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy nie jest, nie­stety, dziełem ideal­nym. Do tej pory roz­pływałam się nad jego zaletami, czas wspo­mnieć o wadach. A wła­ściwie jed­nej wadzie, zasad­niczej, czyli zakoń­czeniu (spoiler alert). Grzędowicz przez całą książkę buduje mroczny, prze­rażający nastrój, po czym koń­czy ją… happy endem. Nie chcę zostać zro­zumiana źle – wcale nie uważam, że warun­kiem decydującym o tym, czy dana powieść jest dobra, jest brak szczęśliwego zakoń­czenia. Po prostu… Do tej jed­nej, kon­kret­nej wybit­nie ono nie pasuje, do tego jest nijakie, a po prze­czytaniu pozostawia spory nie­smak i nie­do­syt. (koniec spoilera) Nie­wąt­pliwie warto po tę książkę sięgnąć – fabuła wciąga już od pierw­szej strony, a wyraziste postacie i interesujące dialogi potrafią zauroczyć. Można też do niej powracać wielo­krot­nie, nie nudzi się po pierw­szym prze­czytaniu, dowodząc tym samym, że pol­ska fan­tastyka żyje i nadal ma się dobrze.

ocena4.5


Daj się poprowadzić Charonowi

Jarosław Grzędowicz
Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
(szczegółowe infor­macje)


Zbieracz Burz. Tom 1

12 kwietnia 2010 Recenzje Komentarze są wyłączone Agnieszka Kochańska

Anioł? Brzdąkający na lirze czy innej har­fie her­mafrodytyczny osob­nik z roz­pusz­czonymi, złotymi włosami w roman­tycz­nym nie­ładzie. W skrom­nych, zwiew­nych szatach skacze całymi dniami po chmur­kach i chwali swojego Stwórcę.  Zjawiskowo piękny, wyposażony stan­dar­dowo w parę śnie­żnobiałych skrzydeł, które są obiek­tem zazdro­ści śmier­tel­ników marzących od zarania dziejów o takim środku lokomocji. Czy taki wizerunek nie­biań­skich istot ma dominować we współ­czesnej literaturze? Maja Lidia Kos­sakow­ska mówi: Nie. W cyklu o Daimonie Freyu, Burzycielu Światów pisarka ser­wuje nam anioły dalekie od powyż­szego opisu.

Z recen­zowaniem Zbieracza Burz wiążę się pewne nie­bez­pieczeń­stwo, a mianowicie – choć na okładce wid­nieje pod­tytuł Tom 1, to jest on już kon­tynuacją wcześniej­szego Siewcy Wiatru. Nie wszyscy czytel­nicy mieli okazję się z nim zapoznać. Mając to na uwadze zdecydowałam się napisać eks­perymen­talną, podzieloną na dwie czę­ści recen­zję: Dla tych, którzy czytali Siewcę wiatru i dla tych, którzy z Freyem  nie mieli stycz­no­ści, aby każdy mógł poznać zarys naj­now­szego tomu „Świętej Mai od Grabież­ców” bez względu na stopień zaznajomienia z jej twórczością.

Zbieracz Burz – okładka

Dla tych, którzy nie poznali jesz­cze potęgi Gwiazdy Zagłady…

Anioły zdjęte z piedestału święto­ści, odbrązowione, naszpikowane gamą ludz­kich przy­war. Potężne, choć wywołujące raczej grozę, niż poczucie bez­pieczeń­stwa. I wcale nie wojujące z zastępami piekiel­nymi, ba – utrzymujące wcale przy­zwoite stosunki z Lucyferem. Wśród nich wybrany przez Stwórcę Abad­don, Anioł Zagłady, Burzyciel Światów, Tań­czący na Zglisz­czach. Prywat­nie Daimon Frey. Osob­nik o ciętym języku i potęż­nych zdol­no­ściach klasy Armaged­donu. Jest „na Ty” z naj­więk­szymi osobisto­ściami Siód­mego Nieba – do dowódcy Zastępów zwraca się per Michasiu (tak, tak, to właśnie TEN archanioł Michał). Sam Frey budzi siłą rzeczy szacunek… i strach, wszak jest samym Aniołem Znisz­czenia, który w każ­dej chwili może unicestwić wszystko, jeśli tylko otrzyma taki roz­kaz od Pana. Nawiasem mówiąc, sam Stwórca nie pojawia się ani razu, odkąd bez­ceremonial­nie opu­ścił Biały Tron i swoje ukochane Zastępy, wobec czego regent „Gabryś” (archanioł Gabriel do usług) i naj­bliżsi mu przyjaciele starają się ukryć przed światem fakt, że Naj­wyż­szego chwilowo NIE MA. Jed­nocześnie pytanie o powód odej­ścia będzie prze­wijać się przez całą serię i zapewne długo jesz­cze  nie poznamy na nie odpowiedzi.

Akcja, walki, akcenty humorystyczne i potężna magia – oto główne zręby fabuły. Wszystko zaprawione lek­kim stylem pisania Kos­sakow­skiej, który skutecz­nie nie pozwoli prze­rwać lek­tury przed ostat­nią stroną. Uniwer­sum przez nią stworzone zyskało wiele dzięki zain­teresowaniom autorki obrazom aniołów i bóstw w róż­nych wierzeniach. Nie zabrak­nie więc ani Asmode­usza, ani nor­dyc­kich Asów, pojawią się rów­nież egip­scy Boż­kowie. Teo­retycz­nie Zbieracz Burz, którego akcja toczy się po wydarzeniach z Siewcy Wiatru, nie powinien być czytany jako pierw­szy, choć z drugiej strony odwrócona kolej­ność nie przyniesie wiel­kiej szkody. Nie­które wątki w Zbieraczu są enig­matyczne bez prze­czytania Siewcy, ale general­nie można sobie poradzić ze zro­zumieniem bez znajomo­ści wcześniej­szych zdarzeń. Nie­zależ­nie, od którego tomu zaczniemy, ogar­nie nas ochota na poznanie kolej­nego. Trzeba przy­znać, że Siewca wiatru jest lep­szy pod względem fabular­nym, lecz Zbieracz Burz to dopiero początek innej historii, która może nas niejed­nym zaskoczyć w pozytywny sposób.

Dla kogo jest ten cykl? W zasadzie dla każ­dego fana pol­skiej (i nie tylko) fan­tastyki, oczekującego akcji,  klasycz­nych walk w otoczeniu ciekawego magla bóstwowo-anielskiego. Szczegól­nie polecam roz­czarowanym po Kłamcy Jakuba Ćwieka.

Zbieracz Burz – okładka (2)

Dla tych, którzy wiatr już siali i burze zbierać by chcieli…

Zaczyna się ostro i krwawo,  jak na Daimona Freya przy­stało. Pod­czas walki z jed­nym z nor­dyc­kich Asów doznaje pew­nego przy­rostu mocy, być może od samego Naj­wyż­szego. Dodajmy: bar­dzo SILNEGO przy­rostu, nawet jak na Anioła Zagłady, przez który traci przy­tom­ność. Po prze­budzeniu w swoim luk­susowym apar­tamen­cie rusza po poradę do starego kum­pla Gabriela, który wciąż jest jaśnie oświeconym regen­tem po odej­ściu Pana. „Gabryś” jak zwykle mar­twi się o czar­nopiórego i postanawia mu pomóc… w dość nadopiekuń­czy spo­sób. Ponie­waż uważa, że po ostat­nich wrażeniach Frey stał się nie­po­czytalny, wysyła go na terapię. Pogląd ten podziela rów­nież Pan Magów Razjel, a także Michał — dowódca zastępów. Krótko mówiąc, dawni przyjaciele knują za plecami Daimona (ale prze­cież w „dobrej wierze”!). Frey, zdradzony i roz­żalony (a wiemy, jak swoje roz­żalenie okazuje), po „małym” zamieszaniu w Siód­mym Nie­bie ucieka na Ziemię, jed­nak bez wier­nego rumaka Piołuna i Gwiazdy Zagłady, w dodatku chory i zmęczony po walce. Dla Gabriela i jego świty jest to dowód na to, że ich nie­dawny kum­pel został opętany przez cień. Czy na pewno? A może ktoś inny zaczyna mu ulegać?  Do jakiś środ­ków posuną się, aby schwytać Abaddona?

Zbieracz Burz w porów­naniu do Siewcy wiatru wypada słabiej – intryga toczy się znacz­nie wol­niej, roz­łam wśród starych druhów smuci, wielu bohaterów występuje tylko epizodycz­nie. Objęto­ściowo Zbieracz rów­nież jest uboż­szy, lek­tura koń­czy się błyskawicz­nie. Odczuwalny jest brak wyśmienitej glosy (chociaż przy znacz­nie mniej­szej licz­bie nowych postaci brak komen­tarza o ich etymologii wydaje się czę­ściowo uzasad­niony), która w Siewcy była doskonałym dopeł­nieniem do historii i intrygującym, naukowym dodat­kiem ukazującym inspiracje autorki.  Prze­minęło z Siewcą wiatru? Nie­koniecz­nie.

Nie można zapominać, że jest to dopiero pierw­szy tom, a więc zaled­wie cześć więk­szego projektu Mai Lidii Kos­sakow­skiej. Całość Zbieracza Burz może nadać zupeł­nie inną wizję chwilowej stagnacji fabular­nej. Zresztą sam pierw­szy tom, pomimo kilku ciem­nych, burzowych chmur, które się nad nią zbierają, jest dobry. Nieco nie­do­ceniany Lampka będzie miał okazję pokazać swoją „tward­szą” stronę osobowo­ści, także Raj­zel dokona czegoś, o co nigdy byśmy go nie posądzali… Pod­sumowując: warto, choć trzeba pamiętać, że roz­machu na skalę Siewcy Wiatru nie będzie, oraz że to dopiero początek historii o Zbieraczu Burz. Zapowiadającej się naprawdę obiecująco historii.

ocena45n

Nie-sielskie, aniel­skie

Maja Lidia Kos­sakow­ska
Zbieracz Burz. Tom 1
(szczegółowe infor­macje)


Homo bimbrownikus – recenzja

Czy Homo Czytel­nikus będzie zadowolony?

Czytaj dalej

Przeszukaj stronę

Newsletter


Nasz NEWSLETTER, czyli wymarzone rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcą być na bieżąco z najlepszymi książkami, a nie skarżą się przy tym na nadmiar wol­nego czasu. Raz w tygodniu na Twojego e-maila prześlemy informacje o nowo­ściach, recenzjach i konkursach. Żadnego spamu.









Losowy cytat


Milczenie pokrywa zarówno wiedzę jak i niewiedzę.
Aleksander Fredro
 

Recenzje

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji

7 września 2010 0

Pod­tytuł książki Michała Kruszony wskazuje, że czytel­nik ma przed sobą osobliwą opowieść ezoteryczną, naznaczoną wiedzą tajemną. Czy tak jest w istocie? (Ocena 3/5)

Krok przed ciemnością

6 września 2010 0

Krok przed ciem­no­ścią” – już nie w świetle, jesz­cze nie w mroku – znaj­dujemy się pomiędzy narodzinami a śmier­cią, tym co oczywiste, a tym co nie­znane. Wyraź­nie odczuwamy nastrój nie­pew­no­ści, oczekiwania. Jego twór­czość balan­suje między światłem i cieniem, bar­dzo wyraź­nie nawiązując do dzieł jed­nego z malarzy – Hop­pera… (Ocena 5/5)

Igły i grzechy

5 września 2010 0

Gdyby ktoś poprosił mnie, żebym jak naj­krócej stre­ściła mu zbiór opowiadań Johna Ever­sona, byłoby to zadanie banalne. „Zbrod­nia i kara” — powiedziałabym. Autor bowiem postanowił przed­stawić bar­dzo dokład­nie (anatomicz­nie można powiedzieć) złą i okrutną stronę natury ludz­kiej. (Ocena 5/5)

Powrót do Stumilowego Lasu

4 września 2010 0

Czy zdarzyło Ci się kiedyś przy­pad­kiem – choćby pod­czas sprzątania – natknąć się za szafą na zapo­mnianego, wyświech­tanego misia, ukochaną zabawkę z dzieciń­stwa lub tą starą, zde­zelowaną lokomotywę, która wiozła cię przez tyle krain wyobraźni? Jakie to uczucie? Czyż nie przyjem­nie wsiąść w ten magiczny wehikuł czasu, zatopić się we wspo­mnieniach smakujących watą cukrową, łzami wywołanymi stłuczonym kolanem pod­czas pierw­szych jazd na rowerze? Takie odczucia towarzyszyły mi, gdy sięgnęłam po Powrót do Stumilowego Lasu. (Ocena 5/5)

Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych

3 września 2010 2

Dziw­nologia” Richarda Wisemana począt­kowo wydała mi się kolej­nym porad­nikiem typu – jak manipulować ludźmi. Takie przy­naj­mniej wrażenie odniosłam, gdy prze­czytałam blurb. Ha! Nic bar­dziej myl­nego. (Ocena 4/5)

Tajny agent Jaime Bunda

2 września 2010 0

Książka autora z Angoli o agen­cie taj­nej policji Jaime Bun­dzie została wydana nakładem nowej oficyny Claroscuro. Jeżeli wszyst­kie publikowane przez nie pozycje będą tak ciekawie napisane jak ta, to nic, tylko się cieszyć! (Ocena 4+/5)

Jak nie umrzeć. Opowieści patologa sądowego

1 września 2010 1

Książka pani patolog składa się ze wstępu, dwunastu roz­działów (swoistych odcin­ków) oraz epilogu – mogłabym zaryzykować twier­dzenie, że kom­pozycja Jak nie umrzeć. Opowie­ści patologa sądowego przy­pomina miniserial. We wstępie Garavaglia wyjaśnia między innymi róż­nicę między patologiem a koronerem, infor­muje o „narzędziach” lekarza sądowego czy wresz­cie przy­bliża czytel­nikom pod­stawowe ter­miny związane z patologią sądową. (Ocena 3+/5))

Klucz do zaświatów

31 sierpnia 2010 0

Jeśli patrząc na nazwisko autora nie masz powszech­nego wrażenia „że gdzieś je już słyszałeś” – nie martw się, wszystko jest w porządku, a amnezja jesz­cze nie złapała Cię w swoje nie­widzialne ręce. Dan Poblocki z pomocą doborowej akuszerki – Naszej Księgarni – ukazuje światu swoje pier­worodne dziecko, Klucz do zaświatów. (Ocena 4/5)

Mechanizm serca

30 sierpnia 2010 0

Mechanizm serca” mnie zauroczył. Magiczną okładką, baśniowym opisem, nie­banal­nym pomysłem. Chęcią połączenia dwóch tak odległych sfer: uczuciowej (serce) i material­nej (zegar). Można powiedzieć: zostałam kupiona. Ale w miarę czytania okazywało się, że w samej tre­ści coś zgrzyta, skrzypi, chrzę­ści. (Ocena 3/5)

Gorzka czekolada

29 sierpnia 2010 1

Mówiąc szczerze, miałam pewne obawy co do tego, jak będzie wyglądać moja przy­goda z tą pozycją. Wąt­pliwo­ści te wynikały z tego, że w rekomen­dacji „Daily Mail” wyłowiłam szybko słowo „czytadło”. Dotych­czas wydawało mi się, że na tego typu powie­ści jestem uczulona do tego stop­nia, że nie będę w stanie przez Gorzką czekoladę prze­brnąć. A tu proszę! Zdziwienie! (Ocena 3/5)

Dzicy detektywi

27 sierpnia 2010 0

Zdarza się czasem, że czytając książkę, czujesz, jak­byś ślizgał się po powierzchni. Widzisz tylko wierz­chołek góry lodowej, ze strzępów słów próbujesz złożyć obraz, ale brakuje w nim szczegółów, zostaje tylko niejasne, ogólne wrażenie. Wiesz, że ten sam tekst prze­czytasz za rok, dziesięć, pięć­dziesiąt lat i za każ­dym razem odsłoni inne oblicze. Dopasuje się do twojej wiedzy, twoich prze­żyć i doświad­czeń. Po tym chyba poznaje się wiel­kie dzieła. (Ocena 4+/5)

Wszystkie boże dzieci tańczą

25 sierpnia 2010 0

Zbiór opowiadań Wszyst­kie boże dzieci tań­czą to kolejny z wielobarw­nych kwiat­ków, wyhodowany przez intrygującego Harukiego Murakamiego. Tym razem zostaliśmy uraczeni sze­ścioma historiami. Każda z nich jest zaskakująca i zdecydowanie różni się od pozostałych. (Ocena 4/5)

Zapiski z wielkiego kraju

24 sierpnia 2010 0

Jeśli chodzi o książkę Billa Brysona Zapiski z wiel­kiego kraju, to naczelne gazety Wiel­kiej Brytanii chwalą, chwalą i jesz­cze raz chwalą. W pełni zgadzam się z opinią brytyj­skich gazet, bowiem Zapiski… to literatura bar­dzo dobra; sar­kastyczna, ale przy tym inteligentna i skłaniająca do reflek­sji. (Ocena 5/5)

Czas na działkę

23 sierpnia 2010 1

Czy uprawianie ogródka dział­kowego może pomóc w osiągnięciu wewnętrz­nej rów­nowagi? Robin Shel­ton udowad­nia nam, że jest to moż­liwe. Razem ze swym przyjacielem Stevem prze­żywali kryzys, z którego wyciągnęła ich właśnie praca w ogrodzie. (Ocena 2/5)

Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin

22 sierpnia 2010 2

Chang Jung (zgod­nie ze zwyczajem, między innymi chiń­skim, nazwisko poprzedza imię) urodziła się w Yibin (Yibin znaj­duje się w prowin­cji Syczuan), w Chinach, w 1952 roku. Jej pierw­sze imię brzmi Erhong (znaczy tyle, co ‘drugi łabędź’, bowiem pierw­szym łabędziem była jej matka). W czasach wzmożonego kultu Mao (tuż przed Chiń­ską Rewolucją Kul­turalną), za namową Erhong, ojciec nadał jej imię Jung (Rong). Jung (Rong) to starochiń­skie słowo używane na „zmagania wojenne”, a wów­czas, u progu Rewolucji Kul­tural­nej, popularne było nadawanie imion związanych z walką i wojną.

Wielki bazar kolejowy

21 sierpnia 2010 1

Odkąd pamiętam, uwiel­białam podróżować pociągami. Lubiłam dworce, uczucie oczekiwania, tar­ganie ze sobą zapasów na drogę, ciekawe książki, które się czytało w trak­cie podróży, interesujące (lub nie) widoki za oknem, moż­liwość obser­wacji i ewen­tual­nej interak­cji z innymi podróż­nymi, nawet wagony restauracyjne.

Dopóki mamy twarze

20 sierpnia 2010 0

W pew­nym starożyt­nym bar­barzyń­skim królestwie rządzi poryw­czy król, którego bogowie nie obdarzyli synem. Ma nie­stety same córki — aż trzy. Jedna nie­rząd­nica, druga brzydka, a trzecia prze­piękna. Ta brzydka prak­tycz­nie wychowuje tę naj­pięk­niej­szą, ponie­waż matka zmarła przy porodzie. Siostry łączy nie­zwykła więź — kochają się bar­dzo, miło­ścią siostrzano-matczyną. Trudno nawet określić granice tego uczucia.

Złodzieje piasku

19 sierpnia 2010 0

Złodzieje piasku to historia porwania w Bag­dadzie w 2004 roku dzien­nikarza, słyn­nego korespon­denta wojen­nego – Daniela Lowen­steina. Jed­nak jest ona gęsto poprzetykana także wspo­mnieniami jego przyjaciół z kilku poprzed­nich wypraw w rejony naj­niebez­piecz­niej­szych działań wojen­nych: z Sarajewa, Gomy, Groznego. (Ocena 4/5)

Droga do raju

16 sierpnia 2010 1

Dokument ukazujący sur­realistyczną sytuację: kobieta, Żydówka, żona, matka, eks­pert do spraw ter­roryzmu, służąca armii Izrael­skiej. Naprzeciwko jej dwoje roz­mów­ców: mężczyzna-morderca, organizator ataków ter­rorystycz­nych, ich uczest­nik lub kobieta: złapana przed próbą dokonania samobój­czego zamachu czy rezygnująca z niego. Cel: dowiedzieć się, dlaczego Arabowie chcą zabijać (bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu) cywilów izrael­skich, amerykań­skich – kogokol­wiek, kto zawadza. (Ocena 5/5)

Erynie

14 sierpnia 2010 0

Nie będzie prze­sadą, jeżeli napiszę, że była to jedna z naj­bar­dziej oczekiwanych książek tego roku. Nowy kryminał Krajew­skiego – hasło, na które żywo zareaguje każdy miłośnik tego gatunku. Erynie gosz­czą na pół­kach już od maja, od tego czasu pojawiło się o nich wiele sprzecz­nych opinii. Są i pochwały, i nagany. Czy Marek Krajew­ski – nazywany Mistrzem pol­skiego kryminału – sprostał grec­kim boginiom? (Ocena 4/5)

Podróż na koniec świata

13 sierpnia 2010 1

Podróż na koniec świata wień­czy czterotomowy cykl przy­gód rezolut­nego Joela. Wydawca na okładce umie­ścił infor­mację, jakoby lek­tura była adresowana do czytel­ników powyżej dwunastego roku życia; mnie jed­nak nie opusz­cza wrażenie, że domniemany tar­get wiekowy dla tej pozycji nie ist­nieje. (Ocena 3/5)

Złodziejka książek

12 sierpnia 2010 1

Publikacji dotykających tematyki II wojny światowej, holocaustu, a także samej śmierci powstało już tysiące. Dlatego Mar­kus Zusak dokonał rzeczy o ile nie nie­moż­liwej, to na pewno nie­zwykle trud­nej. Bo mistrzostwem jest pisanie na powtarzany wiele razy temat w nie­po­wtarzalny i zaskakujący spo­sób. (Ocena 5/5)

Dziewczyna w złotych majtkach

11 sierpnia 2010 0

Głów­nym bohaterem jest Luys Forest, pisarz, który namięt­nie oddaje się tworzeniu autobiografii. Nie­spodziewanie przy­bywa do niego Mariana, córka jego szwagierki, sprowadzając do domu tajem­nicze towarzystwo, nocne roz­mowy i dość luźne obyczaje… (Ocena: 4+/5)

Poradnik domowy kilera

7 sierpnia 2010 0

Znakomita książka Hal­l­grimura Hel­gasona, która nie pozwala się od siebie ode­rwać i ser­wuje por­cję roz­rywki w stylu Quen­tina Taran­tino, wspominanego zresztą na jej kar­tach. Błyskotliwie skon­struowana opowieść o zabójcy z wiel­kim sercem.

Nie kończąca się historia

3 sierpnia 2010 1

Mały chłopiec imieniem Bastian trafia do antykwariatu pana Korean­dera i zabiera stam­tąd książkę. Gruby, nie­śmiały, wyśmiewany przez kolegów i (jakby się zdawało) nie­kochany przez ojca chłop­czyk za jedyną swoją umiejęt­ność uważa wymyślanie historii. Uwiel­bia czytać, ponie­waż książki prze­noszą go w inny świat. W przy­padku tej opowie­ści prze­nosi się naprawdę. Ma jedyną w życiu szansę zrobić wszystko, czego tylko zapragnie. (Ocena: 5/5)

U2 The Name of Love

2 sierpnia 2010 1

Przed napisaniem recen­zji próbowałem policzyć wydawane na całym świecie książki poświęcone U2. Straciłem rachubę przy sześć­dziesiątej pozycji. Taka liczba nie powinna nikogo dziwić. W moje ręce wpadła ostat­nio naj­now­sza z nich. Panie i Panowie: Andrea Morandi, U2 The Name Of Love.

Szkoła dobrych manier profesora Michała Iwaszkiewicza

31 lipca 2010 3

Prof. dr hab. Michał Iwasz­kiewicz, autor Porad­nika dobrych obyczajów wydanego w 2006 roku, ponow­nie dzieli się z nami swoją wiedzą dotyczącą protokołu dyplomatycz­nego, „dobrych obyczajów” i szeroko pojętej kul­tury osobistej. Rów­nie obiecujący jest wstęp prof. zw. dr hab. Jana San­domier­skiego, który chwali nie­wąt­pliwe zalety pozycji. Czy jed­nak tego typu publikacja jest rzeczywi­ście potrzebna? (Ocena 3/5)

Wagon Rosja

28 lipca 2010 0

Chociaż Natalii Kluczariowej nie można nazwać pisarką oryginalną, kiedy znamy pol­skie prze­kłady między innymi powie­ści Zachara Prilepina czy opowiadań Iriny Dienież­kinej, bo tupanie młodej Rosji usłyszeć można było w „Sań­kji” czy „Daj mi”, jest jed­nak „Wagon Rosja” książką ważną i przejmującą.

Kobieta do zadań specjalnych

26 lipca 2010 0

Kobieta do zadań specjal­nych, czyli szalona Zu (Zuzanna Rosz­kow­ska), bohaterka powie­ści Słomiana wdowa wydanej przez Iwonę Czar­kow­ską w zeszłym roku, ponow­nie wkracza do akcji. Rów­nież tym razem nie zabrak­nie jej nie­kon­wen­cjonal­nych pomysłów, buj­nej wyobraźni oraz… pecha. (Ocena 3+/5)

Rozkoszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycznych

25 lipca 2010 0

Roz­koszne. Antologia kobiecych opowiadań erotycz­nych to … właśnie. Długo myślałam, jak dokoń­czyć to zdanie i chyba nie jestem w stanie określić, czym jest ta antologia. Zbiorem opowiadań erotycz­nych, ale… Po tytule oczekiwałam czegoś więcej, że będę czytała tę książkę z wypiekami na twarzy, a jeśli nie, to chociaż z żywym zain­teresowaniem. (Ocena 2/5)

Zapasy z życiem

24 lipca 2010 0

Eric-Emmanuel Schmitt pracuje pełną parą. Wiosną tego roku wydaw­nic­two „Znak” wypu­ściło powieść Ulis­ses z Bag­dadu, a już w lecie możemy zakupić Zapasy z życiem. Czy autor kul­towego Oskara i pani Róży nie nazbyt się spieszy? Czy kolejny pisarz znów uraczy nas zasadą – ilość, a nie jakość? Nie­stety, odpowiedź jest twier­dząca. (Ocena 3+/5)

Skarby w cieniu swastyki

23 lipca 2010 1

O w mordę, bursz­tynowa kom­nata! Ale suuupeeer! Tak mniej więcej wyglądała moja wczesnogim­nazjalna reak­cja na książkę, której recen­zję właśnie czytacie. Pozycja nazywa się Skarby w cieniu swastyki, a ten zło­wrogi tytuł nadał jej oczywi­ście autor, którym jest Leszek Adam­czew­ski. (Ocena 4/5)

Ostrze

22 lipca 2010 0

Czym jest Ostrze? Kryminałem? Ale mor­dercę poznajemy znacz­nie wcześniej niż na końcu. Powie­ścią historyczną? Nie jesteśmy w stanie określić precyzyj­nie ani czasu, ani miej­sca, o realizmie postaci nie wspominając. To może fan­tastyką, bo prze­cież pojawia się motyw pak­towania z szatanem i korzystania z jego mocy? Kolejny strzał w poprzeczkę. (Ocena 4+/5)

Moje pierwsze samobójstwo

21 lipca 2010 1

Przy­padek Jerzego Pil­cha pokazuje, jak ambiwalentną war­tość ma ustalony spo­sób pisania. Barokowość stylu, nawiązywanie do ustalonych motywów – to wszystko sprawiło, że jego pisar­stwo zyskało z biegiem lat ustaloną renomę. Pilch w swej twór­czo­ści nie jest ambiwalentny. Albo się podoba, albo nie.

Doktor Karolina

20 lipca 2010 1

Młoda, ambitna, ze świeżo obronionym dyplomem magistra weterynarii – cała dok­tor Karolina. Wyruszyła na siel­ską i aniel­ską wieś do dziadka – emerytowanego leśniczego. Pech chciał, że zepsuł się jej samo­chód, taka drob­nostka, ale nie dla praw­dziwej kobiety! Albowiem – jak na praw­dziwą kobietę przy­stało – bohaterka uważa, że poradzi sobie sama i tym samym odrzuca pomoc przy­stoj­nego bruneta… z którym będzie jej dane spo­tkać się jesz­cze nie jeden raz. (Ocena 4+/5)

Najnowsze komentarze

  • agnieszkach: raz dwa trzy! szczescie mamy dzis my!...
  • pawlolg: Chcę tę książkę ,pozdrawiam...
  • Adzek: lubię :)...
  • toldi: lubię jak można coś wygrać;)...
  • karino71: Ja też to lubie i liczę,ze tym razem to bedę ja :-)...